ZBRODNIE POZAMAŁŻEŃSKIE – ŁONIEWSKA I KOZIARSKI: Duet doskonały?

Zbrodnie pozamałżeńskie

Co się stanie, gdy poczytna pisarka prozy kobiecej połączy siły z autorem mrocznych kryminałów? Mogę was zapewnić, że wyjdzie z tego prawdziwy gatunkowy miszmasz, o którym długo nie będziecie w stanie zapomnieć. Dzisiaj swoją premierę ma książka Zbrodnie pozamałżeńskie, którą napisała Agnieszka Lingas-Łoniewska i Daniel Koziarski. Czy po przeczytaniu powieści jestem wniebowzięta? Nie. Zaskoczona? Tak. Powalona na kolana? Nie. Zdezorientowana? Tak. Czy wiem, o czym napisać recenzję? Do cholery, nie!

Tytuł: Zbrodnie pozamałżeńskie
Autor: Agnieszka Lingas-Łoniewska, Daniel Koziarski
Wydawnictwo: Novae Res
 
Jak już możecie przeczytać na wstępie, trochę bardzo nie wiem, co mogłabym napisać o książce. Nie jest to jednak spowodowane tym, że jest ona aż tak zła. Wręcz przeciwnie – uważam, że jest jedną z najbardziej doświadczających książek, które mogłam przeczytać. Nie dlatego, że dzięki niej dowiedziałam się wielu rzeczy. W związku z tym, że czytam wiele książek i wciąż poszukuję nowości, które mnie czymś zaskoczą, czasem zdarza mi się znaleźć perłę. Z powodzeniem mogę zdradzić, że ta książka właśnie do takich się zalicza i dzięki temu jest tak bardzo pouczająca. Niemniej po lekturze miałam mieszane uczucia, które postaram się nakreślić.
 
Książka opowiada historię dwóch małżeństw – Alicji i Marcina oraz Marty i Arka. Z pozoru mogłoby się wydawać, że autorzy zaserwują nam kolejną powieść o miłości z rozwiniętym wątkiem kryminalnym. Będzie pościg, będzie akcja, może nawet łzy, ale z pewnością wszystko skończy się dobrze. Przyznaję, że ja złapałam się na ten krążący gdzieś w przestrzeni pisarskiej stereotyp i zaczęłam czytać książkę z uczuciem zrezygnowania. Powieść jednak zupełnie odbiega od moich początkowych wyobrażeń. Nie ma w niej zbyt wiele akcji, a skupia się raczej na przeżyciach dwóch rodzin. Marcin jest zawodowym piłkarzem, który dostaje szansę na wyjazd z Polski i grę w niemieckiej kadrze. Alicja jednak nie jest zadowolona, bo chce skończyć książkę i napisać doktorat. Dla kobiety najważniejsze jest wykształcenie, którego nie posiada jej mąż. Natomiast ich sąsiedzi z pozoru mają idealne życie, ale to jedynie fasada, bo Arek, jako wzięty prawnik zaniedbuje dom i żonę. Dodatkowo zaczyna interesować się nowym aplikantem w kancelarii i nie ma pojęcia, że potulna Marta szuka zapomnienia w ramionach innego mężczyzny.
 
Jak napisałam na początku, książka nie powaliła mnie na kolana, ale z pewnością zaskoczyła. Nie jest to typowy romans ani kryminał. Nawet nie wiem, jak dokładnie ją sklasyfikować. Bardzo silnie jednak oddziałuje na emocje czytelnika, który dopiero po jej skończeniu zdaje sobie sprawę, że jedna decyzja może zmienić całe życie. Moje mieszane uczucia wynikały z tego, że do tej pory nie spotkałam się z takim zabiegiem, który zastosowali autorzy i chyba nie mogłam pogodzić się z ich decyzją. W końcu to oni mieli władzę nad bohaterami. Zakończenie po prostu wydało mi się bardzo niesprawiedliwe.
 
Największym minusem tej powieści, a jednocześnie największym plusem (Autorzy, cóż za paradoks, no naprawdę jak tak można?!) są bohaterowie. Szczerze przyznaję, że polubiłam jedynie Marcina, który dla mnie najbardziej cierpi w tej książce i mimo że podjął okropną decyzję, to uważam, że nie była ona podyktowana tym, że był złym człowiekiem. Chyba jego spotkał najbardziej niesprawiedliwy los. Jeśli chodzi o jego żonę, to nie mogłam ścierpieć Alicji. Nie rozumiałam, jak może być taką egoistyczną kobietą, która nie dość, że nie docenia męża, to jeszcze nie zamierza poświęcić uwagi na ratowanie związku, który przez nią tak naprawdę chyli się ku rozpadowi. Za każdym razem gdy poniżała Marcina, miałam ochotę złapać ją za kudły i tłuc o blat kuchenny, aż nabrałaby rozumu. Do tej pory obwiniam ją za to, co się stało i myślę, że to przez nią wyniknął cały problem. Nie usprawiedliwiam jednak Marcina, który może i postąpił pochopnie, ale tak naprawdę miał najmniej na sumieniu. 
 
Jeśli chodzi o drugie małżeństwo, to nie mogę się zdecydować, której połówki jabłka bardziej nie lubiłam. Denerwowało mnie to, że Arek jest takim tyranem, a jeszcze bardziej wkurzał fakt, że Marta nie umie się mu postawić. W końcu nie był jakimś supermanem i wałek do ciasta załatwiłby sprawę – biorąc w dodatku pod uwagę jego drugą naturę. Nie rozumiałam Marty, która bała się zostawić Arka i w końcu zacząć żyć, mieć własne zdanie, decydować co zjeść na obiad, odrzucić w kąt odkurzacz i mieć gdzieś to, czy kurz będzie przeszkadzał mężowi w czytaniu. Naprawdę znienawidziłam bohaterów za zachowanie – świńskie, chamski i bezczelne. Polubiłam ich jednak za prawdziwość i gdy zdałam sobie sprawę, że większość takich ludzi chodzi po świecie, a może nawet i ja jestem w jakimś stopniu do nich podobna, doznałam szoku. PARADOKS. Kurde, przeczytajcie tę książkę, żeby nie skończyć tak, jak jej bohaterowie.
 
Na koniec kilka słów o samym stylu autorów. Myślałam, że będę siedzieć nad książką i się zastanawiać, które słowo zostało napisane przez tego, a które przez tamtego. Na szczęście nie musiałam tracić na to czasu, bo wszystko wygląda tak, jakby pisała to jednak osoba, mająca wiele empatii i jednocześnie brutalności. I właśnie taka jest ta powieść – opowiada o uczuciach, ale w brutalny sposób. Niestety uczucia właśnie takie często są i nie liczą się z naszym zdaniem. Nic na to nie poradzimy. Miłośnicy niekonwencjonalnych zakończeń wyruszcie dzisiaj do swoich księgarń.
Za książkę dziękuję wydawnictwu Novae Res