WYWIAD – ARTUR GORZELAK: Książki są niecenioną skarbnicą wiedzy, z której można czerpać pełnymi garściami

24 scaled - WYWIAD – ARTUR GORZELAK: Książki są niecenioną skarbnicą wiedzy, z której można czerpać pełnymi garściami

Zacznę od cytatu, który utwierdził mnie w przekonaniu, że tak, z tym autorem na pewno będzie mi „po drodze”.

Nie samą historią i pięknymi krajobrazami żyje człowiek. Dla mnie punktem obowiązkowym, który pozwala mi poznać dogłębnie klimat i uroki każdego odwiedzanego regionu, jest przetestowanie lokalnej kuchni.

Osobiście także kładę duży nacisk na testowanie lokalnej kuchni, dlatego temat też jest mi szczególnie bliski. Wiemy już, że mięso rekina grenlandzkiego na długo utrzyma się w Pana wspomnieniach, choć niekoniecznie jako rarytas. A co poza tym szczególnie mocno zapadło w pamięci Pana kubków smakowych?

Każdy region ma do zaoferowania coś ciekawego. Kiedy myślę o Islandii przed oczyma mam ogromny kawałek, aromatycznego, w złocistej panierce dorsza. Nikt nie spożywa tyle ryb ile Islandczycy! Regiony w okolicach koła podbiegunowego nie oferują pełnej gamy potraw. Dla przykładu na Spitsbergenie wszystkie produkty, które są oferowane w sklepach i restauracjach, są importowane z kontynentalnej części Europy – ciężko więc o stworzenie lokalnego smakołyku.

Czy zdarza się Panu przenosić te smaki do swojego codziennego życia? Na przykład próbując odtwarzać lokalne przepisy, stosować przyprawy bądź zioła popularne w danym regionie i czyniące potrawę wyjątkową?

Bardzo często. Uwielbiam eksperymentować w kuchni. Przepisy traktuję jako ogólne wytyczne, a proporcje i szczegóły dotyczące gotowania zostawiam własnej intuicji. Uwielbiam kuchnię azjatycką i w mojej diecie bardzo często pojawiają się potrawy rodem z Kraju Kwitnącej Wiśni czy Tajwanu. Kilka lat temu podczas pierwszej podróży do Japonii spróbowałem zielonej herbaty na zimno, a także słodyczy ze sproszkowaną herbatą matcha. Do tej pory oba produkty pojawiają się bardzo często na moim stole.

30 scaled - WYWIAD – ARTUR GORZELAK: Książki są niecenioną skarbnicą wiedzy, z której można czerpać pełnymi garściami
Fotografie pochodzą z prywatnego archiwum autora

A czy jest jakiś specjalny typ pamiątki, który Pan przywozi z każdej podróży? Są tacy, których drzwi do lodówki ledwo otwierają się od ilości magnesów, dla innych nie ma podróży bez lokalnego trunku, a jeszcze inni zawsze schowają kamień do kieszeni. Jak to wygląda w Pana przypadku?

Kiedyś z każdej podróży przywoziłem niewielką figurkę zabytku typowego dla danego regionu (miniaturkę wieży Eiffla, Krzywej Wieży w Pizie czy Big Bena). Od kilkunastu lat z każdej podróży staram się przywieść magnes – to dużo bardziej praktycznie i zawsze mieści się w bagażu. Moje ostatnie nieco dłuższe podróże staram się także opisywać w formie reportaży/dzienników podróżniczych i tak naprawdę zapiski traktuję jako swego rodzaju pamiątkę. Dotychczas opisałem już moje podróże do Japonii, Korei, na Tajwan, nad Bajkał, Islandię, Półwysep Kolski i Spitsbergen.

Legenda przekazywana z ust do ust głosi, że Eskimosi mają 50, 100, a nawet 400 słów określających śnieg – liczba zależy od tego, kogo się zapyta. A jakie są Pana obserwacje na ten temat? Czy śnieg, lód i jego bujne formy różnią się między tym, co widział Pan na Islandii, na Półwyspie Kolskim czy na Spitsbergenie?

Z pewnością oblicza tundry są różne. W każdym z wymienionych regionów spędziłem za mało czasu, żeby z łatwością odróżnić rodzaje śniegu. Podróżując z największego miasta za Kołem Podbiegunowym (Murańska) nad Morze Barenta, zobaczyliśmy, że tundra może być porośnięta niewielkim, rachitycznym iglastym lasem, może także przypominać krajobraz górski z wysokimi, ostrymi szczytami, a także może wyglądać jak śniegowa pustynia, w której ciężko o odnalezienie jakichkolwiek punktów ułatwiających nawigację. Gdy do takich warunków dodamy silny, porywisty wiatr, który czasem uniemożliwia utrzymanie pionowej pozycji, to sprawia, że są to rejony wyjątkowo trudne w pieszym poruszaniu się.

7 scaled - WYWIAD – ARTUR GORZELAK: Książki są niecenioną skarbnicą wiedzy, z której można czerpać pełnymi garściami

To teraz przejdę do najważniejszego, dlaczego tak zimne kierunku? Skąd zamiłowanie do tego, żeby swój wolny czas spędzać w czapce i ocieplanych butach? Zazwyczaj Polacy jako naród ze stosunkowo małą ilością dni słonecznych poszukują ciepła. A Pan na przekór „polskiej naturze” wyjeżdża tam, gdzie słońce mówi „dobranoc” na pół roku.

Tak naprawdę rejony podbiegunowe, nie są najzimniejszymi, w których byłem. Dwa lata temu odwiedziłem Syberię (okolice Bajkału). Zimą temperatury w tych rejonach przekraczają -40 stopni. Wspólnie z żoną startowaliśmy w ultramaratonie po tafli zamarzniętego Bajkału. Ciężko dokładnie stwierdzić, jakiej temperatury doświadczyliśmy. Nasz termometr badał zakres temperatur do -35 stopni i ten zakres osiągnął. Sam chłód, wiatr nie są dla mnie specjalnie wielkim wyzwaniem. Odpowiednie przygotowanie – dobra jakościowo odzież turystyczna, ubiór na przysłowiową „cebulkę” sprawiają, że takie temperatury nie są tak bardzo dotkliwe. Ja po prostu uwielbiam piękne krajobrazy, obcowanie z naturą. Na północy tereny są mniej zurbanizowane, skalane ludzką ręką.

Były podróże, które dały odczuć na karku zimny oddech Bieguna Północnego, więc co dalej? Śladami Pana mamy bliżej Bieguna Południowego? Czy dalsze eksploracje tej części świata – Alaska, Kamczatka? A może skoro jest już Pan przeszkolony w kontaktach z niedźwiedziami, to poprzeczka wyżej i na przykład zdobycie bieguna?

Pomysłów mam mnóstwo. Są przynajmniej 3 miejsca w Rosji, do których chciałbym dotrzeć w najbliższym czasie. Na naszej liście jest także Mongolia, podróż dookoła Bałtyku czy chociażby podróż kajakiem po norweskich fiordach. Odwiedziny w Wietnamie to także moje marzenie. Zobaczymy, co i w jakim terminie uda się zrealizować. Nie wątpię także, że wkrótce pojawią się kolejne pomysły. Do podróży potrafię się zainspirować programem przyrodniczym, książką, pasją do sportu czy choćby programem kulinarnym.

20 - WYWIAD – ARTUR GORZELAK: Książki są niecenioną skarbnicą wiedzy, z której można czerpać pełnymi garściami

Podczas podróży na Spitsbergen odwiedził Pan Polską Stację Polarną Hornsund. W książce wspomina Pan, jak mocno był zaskoczony wszechstronnym wyposażeniem tego miejsca. Co by Pan odpowiedział, gdyby Marcin, czyli kolega, który zaproponował pomoc w organizacji wyjazdu, zaproponował także tzw. zimowanie?

To chyba jednak nie dla mnie. Kilkugodzinna wizyta „na końcu świata” była czymś niesamowitym. Jak dziecko oglądałem z zaciekawieniem każde miejsce w stacji badawczej, wyposażenie kuchni, siłowni, biblioteczkę zimowników. Myślę, że kilkumiesięczny pobyt w gronie tych samych kilkunastu osób podczas nocy polarnej może doskwierać. Chyba, że mógłbym na stacji badawczej pozostać z żoną, a na przykład zaplanowałbym napisanie kolejnej książki. Z pewnością warunki do pracy nad książką byłby idealne.

Wspomniany już kolega postanowił wykorzystać noc polarną na naukę gry na keyboardzie. A co Pan zaplanowałby na ten czas? Czy jest coś, czego chciałby się Pan nauczyć, może więcej poćwiczyć, ale na co dzień brakuje na to czasu?

Z pewnością chciałby poświęcić nieco czas na naukę umiejętności do tworzenia grafik na komputerze. Obawiam się jednak, że bez cierpliwego nauczyciela na miejscu szybko straciłbym zapał do pracy nad tą umiejętnością.

32 - WYWIAD – ARTUR GORZELAK: Książki są niecenioną skarbnicą wiedzy, z której można czerpać pełnymi garściami

Na Islandii sen i zmęczenie wzięły górę, więc nie udało się Panu zobaczyć zorzy polarnej. Na szczęście los uśmiechnął się na Półwyspie Kolskim. Jakie były Pana wrażenia? Co Pan pomyślał, widząc ją po raz pierwszy?

Pomyślałem: „Wreszcie!”. Już kilka razy wcześniej polowałem na zorzę. Zawsze bez sukcesu. Obawiałem się, że to nie będzie takie proste. Szybko zrozumiałem także, że mój pomysł na polowanie na zorzę ma niewiele wspólnego z realiami. Nie zobaczymy jej, podróżując samochodem nocą. Należy wybrać „odpowiednie” miejsce, trafić na bezchmurne niebo, ustawić się w odpowiednim kierunku i czekać… czekać… czekać.

I jak to w końcu było z tymi zaręczynami? Uchyli Pan rąbka tajemnicy?

Zaplanowałem zaręczyny na naszą islandzką wyprawę. Największym wyzwaniem dla mnie było schowanie pierścionka, zwłaszcza że ostatecznie zadałem fundamentalne pytanie prawie na koniec naszego wyjazdu. W okolicy słynnego na całą Islandię budynku Harpa.

Ostatnia historia opowiada o podróży Pana rodziców, którzy jak widać na żywym przykładzie, nie są klasycznymi emerytami. Tutaj zamiast ciepłych kapci i pilota są wygodne buty trekkingowe i plecak pełny rzeczy na każdą pogodę. Skąd u Pana w rodzinie takie zamiłowanie do „zimnych” kierunków? I czy rodzice na co dzień też mają taki syndrom, że nie usiedzą na miejscu?

Moi rodzice rzeczywiście ostatnie lata są stale w podróży. To oni zabrali nas na wspólne podróże i zaszczepili w nas żyłkę podróżniczą. Teraz kończąc jedną podróż, już kolejną mają w głowie. W sierpniu wspólnie z rodzicami odwiedziliśmy niemieckie alpy, przez kilka dni przechodząc prawie 150 km po górach.

Czym kieruje się Pan, wybierając konkretne miejsca swoich podróży? I w jaki sposób przygotowuje się Pan do ich organizacji? Skąd Pan czerpie wszystkie potrzebne informacje?

Chyba nie mam zestawu takich uniwersalnych punktów, które muszę „odhaczyć”, planując wyjazd. Czasem jakiś impuls, zaciekawienie skłoni mnie do poszukiwania dodatkowych informacji o danym miejscu. Informacje czerpię w dosyć standardowy sposób: internet, znajomi, blogi podróżnicze. Sam jako autor reportaży/dzienników podróżniczych uważam, że takie książki są niecenioną skarbnicą wiedzy, z której można czerpać pełnymi garściami.

Czy były sytuacje, kiedy pomyślał Pan, że na taką sytuację nie był przygotowany? I czy w związku z tym miałby Pan jakieś cenne rady dla osób, które zdecydują się na wybór takich samych kierunków?

Oczywiście! Przygody to nieodłączna część podróży. Nie na wszystko można się przygotować. W styczniu tego roku byliśmy wspólnie z żoną na Cyprze. Podróżowaliśmy po tej pięknej wyspie na rowerze do momentu, w którym straciliśmy środek lokomocji. Nasze rowery zostały ukradzione spod naszego miejsca noclegu. Podczas podróży rowerem po Japonii uszkodziłem aparat ortodontyczny, który uniemożliwił mi spożywanie posiłków, a także doznałem kontuzji kolana. Nie na wszystko możemy się przygotować! Trzeba zwyczajnie do każdego problemu podchodzić racjonalnie i próbować nakreślić plan, który umożliwi nam krok po kroku rozwiązać zaistniałą sytuację.

51 scaled - WYWIAD – ARTUR GORZELAK: Książki są niecenioną skarbnicą wiedzy, z której można czerpać pełnymi garściami

Czego Panu życzyć w związku z kolejnymi wyprawami? Oczywiście oprócz kolejnej pasjonującej książki, bo tu już wiemy, że autor ma dryg 🙂

Myślę, że czas tutaj będzie najcenniejszym zasobem. Jeśli uda się wygospodarować go na tyle, aby zrealizować kolejną wyprawę to wszystko będzie dobrze! Z pewnością, jeśli przeżyję jakąś ciekawą historię, z chęcią podzielę się nią z czytelnikami.

I właśnie tego czasu i kolejnych podróży życzy redakcja Nałogowego Książkoholika. Autorką wywiadu jest Szyszka.

.

Leave a Reply

%d bloggers like this: