WRÓŻKA MIMO WOLI – EWA ZDUNEK: (Nie)Proste życie drużki

Wróżka

Do tej pory myślałam, że fajnie byłoby być wróżką. W końcu od dziecka wmawiano mi, że taka wróżka, to ma życie usłane różami. Tu rzuci zaklęcie, tam odczyni zły urok, a w międzyczasie wyprawi jakiegoś Kopciuszka na bal. Żyć, nie umierać. Muszę jednak zrewidować moją wiedzę na temat wróżek. Przede wszystkim w dzisiejszym świecie taka wróżka nie wyżyje jedynie ze stawiania kart tarota. Niestety takie realia. Gdybym została wróżką, to z pewnością nie chciałabym pracować dodatkowo w pralni oraz w zakładzie pogrzebowym.

Tytuł: Wróżka mimo woli
Autor: Ewa Zdunek
Wydawnictwo: W.A.B.

Emilia to wróżka po przejściach. Nieudany związek, problemy rodzinne, kłopoty przyjaciół i zwątpienie we własne możliwości. Do tego wszystkiego nie może skontaktować się z koleżanką, która z dnia na dzień postanowiła wyjechać do Australii. No cóż… Kłopoty jednak trzymają się tej dziewczyny. Ludzie giną, trupy zmartwychwstają, podejrzany mag rozkręca na dzielni swój biznes, ktoś się pojawia, ktoś inny znika, Diabeł wprowadza się do mieszkania obok, pies chodzi z butem, a we wszystko zamieszani są sataniści. Prawdziwy cyrk na kółkach…

Nad moją głową do tej pory wisi ogromny znak zapytania, który jeszcze się powiększa, gdy moje spojrzenie pada na książkę. Mowa oczywiście o powieści Wróżka mimo woli, bo musicie wiedzieć, że zupełnie nie spodziewałam się tego, co zaserwowała mi autorka. Przyznaję się do tego, że z Emilią do tej pory nie miałam do czynienia, choć powstały już o niej książki. W ferworze zajęć zwyczajnie przeoczyłam informację, że jest to kontynuacja przygód bohaterki. Nie wpłynęło to jednak na czytanie lektury. Czułam jedynie pewien niedosyt związany z niewystarczającym nakreśleniem postaci, ale zdaję sobie sprawę z tego, że może dokładniej zostali opisani w poprzednich częściach.

Powieść została napisana w formie pamiętnika, obejmującego okres od 12 lipca od 10 stycznia – przy czym bohaterka nie opisuje każdego dnia. Akcja powieści nakreślona była jednak nie tylko z perspektywy Emilii. Często pojawiały się wpisy opisujące innych bohaterów, przy czym mogłam wywnioskować, że głównej bohaterki przy nich nie ma. Taki podział książki jest bardzo pomocny, bo czytelnik teoretycznie może dowiedzieć się więcej, a nie tylko skupiać się na tym, w jaki sposób wydarzenia przedstawia jednak z postaci.

Początkowo czułam się jednak zdezorientowana, ponieważ przeskakiwanie z narracji pierwszoosobowej na opis tego, co dzieje się u innych bohaterów wybijał mnie z rytmu. Zastanawiałam się, czy może Emilia była świadkiem tych zdarzeń i po prostu je opisuje, niektóre jednak sceny nie miałyby sensu, gdyby główna bohaterka w nich uczestniczyła – nawet jako obserwator. Pozostaje mi więc myśleć, że w zamyśle autorki bohaterowie opowiedzieli o swoich przygodach Emilii, która opisała je w pamiętniku.

Trochę marudzę, wiem. Musicie jednak wiedzieć, że ta książka to prawdziwa czarna komedia. Uśmiałam się przy niej bardzo głównie za sprawą doskonale napisanych dialogów. Język w powieści jest prosty, zrozumiały, a czasem dosadny. Sprawia, że książkę czyta się szybko, a niekiedy nawet człowiek śmieje się w głos. Fabuła nie skupia się na głównej bohaterce, a na zagadce tajemniczej śmierci pana Ryszarda. W osłupienie wprawiło mnie to, w jaki sposób autorka połączyła wszystkie wątki, tworząc więzi między postaciami. Ostatecznie ktoś, kto wydawał się początkowo mało ważny, tak naprawę miał do odegrania poważną rolę.

Wróżka

Plusem tej książki są bohaterowie. Każdy jest inny i ma swoje małe dziwactwa. Nawet Emilia to nie jakaś tam zwykła wróżka, ale drużka – połączenie wróżki i druhny – która kojarzy w pary to, co bez jej pomocy samo połączyć się nie może. Ta książka składa się z samych małych smaczków, które należy najpierw wyłapać, by w głowie stworzyć cały obraz powieści.

Jeśli mam powiedzieć wprost co mi się nie podobało, to od razu mówię, że wmieszanie elementów religijnych (nie chodzi o uprzedzenia). Zazwyczaj jest tak, że ezoteryka i religia chrześcijańska nie idą ze sobą w parze, czy raczej wzajemnie się… potępiają? Nie mogłam wywnioskować, czy autorka zastosowała specjalnie taki zabieg, tym bardziej że niektóre sceny (przykładowo te z kościelnym chórem) były czasem bardzo ironiczne i zabawne. Nadanie takich, a nie innych nazwisk również wskazywało na powiązania z chrześcijaństwem. Dlaczego akurat takie połączenie, swoją drogą uważam, że dosyć odważne? Wróżka, która śpiewa w chórze, a na dodatek wszyscy wiedzą o jej zdolnościach i jeszcze ją dopingują. To naprawdę fajna sprawa, ale tak sobie pomyślałam, że gdybym była na jej miejscu, to prędzej przeprowadziliby na mnie egzorcyzmy, aniżeli przyszli po radę. Całe szczęście, że to fikcja literacka.

Niemniej książka wzbudziła we mnie mieszane uczucia, co zdarza się rzadko. A wszelkie odstępstwo od normy jest mile widziane.