Wattpad, czyli gdy jakość nie idzie w parze ilością

bench blur books 459791 1 1200x791 - Wattpad, czyli gdy jakość nie idzie w parze ilością

Ostatnio rynek książkowy zalewają nowi autorzy, o których nikt jeszcze nie słyszał. Czy może raczej słyszał – na Wattpadzie. Pewnie większość z Was wie, co to za platforma. Reszcie podpowiadam, że można tam bez żadnych praktycznie ograniczeń publikować swoje teksty. Sama z niego nie korzystam i jedynie z ciekawości weszłam kilka razy, by poczytać teksty naprawdę bliskich książkowych przyjaciół. Po prostu nie mam czasu na nałogowe czytanie wszystkich publikacji, które się tam pojawiają. Dzisiaj chciałabym Wam powiedzieć, jakie mam odczucia dotyczące tej platformy i co sądzę o bestsellerach, które nagminnie pojawiają się w zapowiedziach.

Wattpad jest dla mnie naprawdę fajnym przedsięwzięciem, bo w końcu osoby piszące jedynie do szuflady, mają szansę pokazać się szerszemu gronu czytelników. Dostają szansę, by ktoś przeczytał książkę, wypowiedział się na jej temat, a może nawet doradził, co z nią zrobić. To pierwszy – jak nie najważniejszy krok – przybliżający do wydania powieści w wydawnictwie. Uważam, że przede wszystkim jest to okres przygotowawczy, w którym można doszlifować warsztat i przygotować się na krytykę – bo oczywiste jest, że z taką prędzej czy później przyjdzie się zmierzyć każdemu autorowi.

To, co jest dużym plusem tej platformy, automatycznie staje się jednak również minusem. W natłoku tylu tekstów prawdziwe perełki – nie zaprzeczę, że takie można tam znaleźć – mogą po prostu zginąć śmiercią naturalną. Uwagę z pewnością przyciągną książki z imponującą liczbą wyświetleń i to ona często staje się kołem napędowym podczas promocji takiej powieści. Czy jednak ilość idzie w parze z jakością? Nie powiedziałabym. Myślę, że wydawnictwa robią krzywdę początkującym autorom, którzy przenoszą swoje marzenia z Wattpada na realne księgarnie. Na dobrą sprawę dotyczy to również pisarzy, którzy z platformą nie mają za wiele wspólnego, ale wysyłają teksty do wydawców, a oni wydają wszystko, jak leci. Jestem za tym, żeby dawać szansę debiutantom, ale wolałabym, by ci zostali wcześniej odpowiednio na ten debiut przygotowani. W końcu książka jakby nie patrzeć jest wizytówką pisarza.

Czytałam książki sygnowane znakiem Wattpada. Powiem Wam, co o nich myślę. Uważam, że są niedopracowane, a ich potencjał nie został w pełni wykorzystany. Oczywiście nie dotyczy to każdej powieści. Nie wolno wrzucać wszystkich do jednego worka, ale wiecie, jak to bywa w rzeczywistości – lubimy stereotypy i wciąż nie potrafimy z nich zrezygnować. Do tego praca wydawców często pozostawia wiele do życzenia – redakcja i korekta woła o pomstę do nieba. Cóż z tego, że książka jest opakowana w atrakcyjna okładkę, jeśli treść rozczarowuje. I czy to jest wina autora? Teoretycznie nie, bo każdy błąd można poprawić, nawet jeśli wystartowało się za wcześnie. Poświęcić na wydanie książki nawet dwa lata, a nie kilka miesięcy, w ciągu których redaktor i korektor w natłoku zleceń szybko „przelecą” okiem powieść i wezmą się za następną.

W masie wciąż pojawiających się zapowiedzi zastanawiam się, ile książek rzeczywiście zasługuje na uwagę czytelników. Ile z nich będzie się musiało pogodzić z falstartem, bo inny wattpadowy bestseller pojawi się w świetle reflektorów i będzie kontrolował media. Z drugiej strony kiedyś dojdzie do tego, że pojawi się prawdziwa perełka, ale czytelnicy machną na nią ręką i powiedzą: „Ech… Znowu ten Wattpad” i podziękują, wrzucając książkę do wora z innymi niedoszlifowanymi tworami. Szkoda, że wydawcy dbają o ilość, jakby chcieli zwyczajnie napchać sobie kieszenie pieniędzmi niedoświadczonych autorów, a nie stawiają przy tym na jakość.

Możecie odnieść wrażenie, że jestem przeciwna powieściom, które wcześniej były opublikowane i zasłynęły na platformie. Tak nie jest. Po prostu uważam, że Wattpad możecie doskonale wykorzystać do szlifowania warsztatu. Fajnie stworzyć wokół siebie oddaną społeczność, która będzie śledzić wpisy, dodawać komentarze i zwyczajnie radzić w kwestii książki. Dobrze wykorzystać to, dopracować tekst, poświęcić na nią dużo czasu, zasięgnąć opinii beta readerów, a dopiero potem kontaktować się z wydawcami. Czy naprawdę chcecie kiedyś zginąć w natłoku wattpadowych powieści? Wiem, że wiadomość o wydaniu książki może zamieszać w głowie, ale rozsądek to podstawa.

Praca nad książką nie ogranicza się jedynie do jej napisania i opublikowania na Wattpadzie. I nawet jeśli potem tekstem zajmują się wykwalifikowani specjaliści, to nie zwalnia autora posługiwania się pięknym, nieszablonowym językiem. Dlaczego o tym piszę? W świecie autorów słyszę, że niedopracowanie książki to wina redaktora. Redaktor się nie popisał. Co ma zrobić niedoświadczony autor, który nie za bardzo potrafi pisać? Może… nauczyć się? W końcu praktyka czyni mistrza. Żaden redaktor nie napisze za Was książki. Nie sztuką jest spocząć na laurach i unieść się honorem, bo się wydało własną wymarzoną powieść. Jeśli traficie na redaktora oddanego swojej pracy, to owszem biedak się napracuje, ale macie szansę, że wszystko zostanie zapięte na ostatni guzik. Inny zapewne jedynie „przeleci” ją wzrokiem…

2 thoughts on “Wattpad, czyli gdy jakość nie idzie w parze ilością

  1. „Powiem Wam, co o nich myślę. Uważam, że są niedopracowane, a ich potencjał nie został w pełni wykorzystany” – to! Zgadzam się z tym stwierdzeniem (choć, jak piszesz, nie dotyczy wszystkich książek). Gdy widzę, że jakaś publikacja zasłynęła na Wattpadzie, podchodzę do niej z o wiele większym sceptycyzmem, ponieważ większość z tych, z którymi się zetknęłam była właśnie niedopracowana.

    Przyznaję jednak, że to dobra platforma do ćwiczenia swojego stylu. Choć z tego, co zauważyłam, minusem mogą być też hejterzy, którzy z łatwością mogą tam wyśmiewać teksty (nie wiem, na jaką skalę to działa, ale swego czasu widziałam na Facebooku fanpage naśmiewający się z kiepskich opowiadań).

    1. Nigdy bym nie pomyślała, że hejt szerzy się też na tym polu 🙁 Nawet jeśli ktoś pisze kiepskie teksty, to nic nie stoi na przeszkodzie, by z każdym kolejnym dopracowywać swój styl. I właśnie do tego powinny służyć takie portale. Żeby czytać, ale i wzajemnie się wspierać. Czytając swoje teksty sprzed kilku lat sama się zastanawiam, jak mogłam coś takiego spłodzić, ale to tylko dowodzi, że człowiek przez całe życie się uczy 😉

Leave a Reply

%d bloggers like this: