UWIKŁANI. NA ZAWSZE – LAURELIN PAIGE: To już jest koniec, nie ma już nic…

uwikłani
Jak to zawsze bywa, koniec nadchodzi szybko i niepostrzeżenie. Również i w przypadku gorącej trylogii Laurelin Paige musiał on kiedyś nadejść i zanim się obejrzałam, na mojej półce wylądowała ostatnia już część przygód Alayny i Hudsona. Czy jednak na pewno? Jak to można się spodziewać, ten gatunek stał się już nieśmiertelny, a trylogia zazwyczaj zamienia się w tetralogię, a ta w pentalogię i sekstologię. Ta ostatnia ma z erotykami coś wspólnego. Zgadniecie co? Przypadek?

Tytuł: Uwikłani. Na zawsze
Autor: Larelin Paige
Wydawnictwo: Kobiece
 
Mogłoby się wydawać, że życie Alayny i Hudsona w końcu wskoczyło na właściwe tory. Oczywiście wciąż zmagają się z własnymi problemami, ale razem stawiają czoła przeciwnościom losu. Nic jednak nie jest idealne. Alayna nie zna jeszcze tak dobrze Hudsona i nie ma pojęcia, że mężczyzna skrywa tajemnicę, która zagrozi ich szczęśliwemu zakończeniu. Dodatkowo była przyjaciółka Pierce`a wciąż o sobie przypomina, śledząc dziewczynę. Alayna za wszelką cenę chce pokonać swoją obsesję, ale ciemna przeszłość ukochanego nie daje jej spokoju. Gdy w końcu sekret wychodzi na jaw, miłość może nie pokonać jego tragicznych konsekwencji i uleczyć złamanego serca.
 
Z pewnością trylogię Uwikłani można zaliczyć do jednych z najlepszych z tego gatunku. Mimo że powieści są raczej skierowane do mniej wymagającego odbiorcy, to jednak lektura może sprawić przyjemność każdemu, kto zapragnie lekkiej książki zaprawionej odrobiną pieprzu. I choć dla mnie to prawdopodobnie ostatnie spotkanie z erotykami, mogę uznać, że było ono zadowalające. Pewnie się zastanawiacie, dlaczego zrywam z tego typu literaturą. Trylogia podobała mi się na tyle, że postanowiłam przeczytać wszystkie części. Nie zmienia to jednak faktu, że takie powieści wieją schematycznością i przewidywalnością. Uznałam, że mam dość czytania w kółko o jednym i tym samym, zmieniając jedynie imiona bohaterów. Dlatego erotykom mówię na razie dziękuję i zabieram się za literaturę, która porwie mnie bez reszty.

Jeśli zaś chodzi o ostatnią część trylogii Paige, to uważam, że jest ona dobra. W tej książce dowiadujemy się całej prawdy, wracam do początków znajomości Alayny i Hudsona. I może sekret nie powalił mnie na kolana, to muszę przyznać, że autorka pomysłowo przedstawiła problem i nawet odbiegła od schematów zawartych w innych powieściach. W końcu dostałam erotyk, w którym przeszłość bohaterów, traumy czy problemy z psychiką nie zostały do końca wyleczone przez miłość. Hudson pozostał porąbanym kontrolerem sytuacji, a Alayna dzielnie dorównywała mu kroku pod względem psychicznego pomylenia. Właśnie to było najlepsze w tej książce, a dodatkowo odróżniało ją od innych powieści. Niepewność towarzyszyła bohaterom do samego końca. Zostali poddani próbie, przetrwali, ale co będzie dalej – nie wiadomo. Ich problemy nie zniknęły wraz z zakończeniem powieści, ale trwają poza kartami książki.
 
Fakt, że główni bohaterowie nie są do końca idealni, a ich miłość nie jest w stanie wyleczyć wszystkich ran, sprawił, że odebrałam ich jeszcze lepiej, można powiedzieć, że bardziej realnie. I może trochę przeszkadzało mi to, że Alayna tak szybko wybaczyła Hudsonowi to, co zrobił. Ja bym go jeszcze trochę pomęczyła, bo jednak jego uczynek był naprawdę paskudny. Na tle innych książkowych par wypadają jednak dobrze, a ja pozostaję ze świadomością, że nawet jeśli będą mieli wzloty i upadki, to jednak zawsze istnieje szansa na szczęśliwie zakończenie. Tak jak w prawdziwym życiu.
uwikłani
 
Jeśli zaś chodzi o jeszcze jedną kwestię… Sceptycznie podchodzę do „trylogii” i jak mogłam się spodziewać autorka, poszła za modą. Wiem, że już niedługo wyjdzie książka opisana z perspektywy Hudsona. Czy to ma być zupełnie nowa trylogia? Nie mam pojęcia. Dla mnie to po prostu kontynuacja. Ja jeszcze z książką się nie zapoznałam i nie wiem, czego dokładnie dotyczy. Mogę się jedynie spodziewać, że to ta sama historia opowiedziana z perspektywy mężczyzny. I powiem wam, że gdy przypominam sobie Hudsona, to nabieram ochotę na książkę. W całej trylogii był on niezwykle tajemniczy, więc wiele jego sekretów mogłoby ujrzeć światło dzienne. Bardziej jednak zaciekawiłaby mnie jego opowieść, ale już po wydarzeniach, które miały miejsce w Uwikłanych. Poważnie zastanowię się, zanim sięgnę po książkę. Może kiedyś wróci mi ochota na ten gatunek. W końcu nie zawsze koniec to… koniec.
Macie swoje ulubione trylogie? A może wolicie wielotomowe sagi? Pochwalcie się w komentarzach 😉