Katarzyna Łochowska/ Luty 23, 2018/ RECENZJA

T. M. Frazier powraca z kontynuacją serii, zapoczątkowaną książką King. Tyran jest jeszcze bardziej brutalny, żądny krwi i szokujący. Nie myślałam nawet, że jest to możliwe. Historia Kinga i Doe budzi wiele kontrowersji, ale czytało mi się ją niezwykle dobrze, nawet jeśli czasem włosy stawały mi dęba.

Tytuł: Tyran
Autor: T.M. Frazier
Seria: King
Wydawnictwo: Kobiece

Ray wraca do rodzinnego domu i mimo że w sercu chowa do Kinga urazę, to nie może o nim zapomnieć. Nie umie poradzić sobie również z nowym otoczeniem, które powinno być dla niej znajome, a jest zupełnie obce. Jedynie miłość do syna zmusza ją do pozostania w miejscu i pogodzenia się z nową rzeczywistością. King jednak nie ma zamiaru zrezygnować i zrobi wszystko, by znów być z Doe. Wraz z powrotem wspomnień dziewczyna zdaje sobie sprawę, że rzeczywistość nie jest tak kolorowa, jak ukazują jej to najbliżsi. Wkrótce będzie musiała stawić czoła nie tylko własnym uczuciom i Kingowi.

Powieść Frazier jest lekturą na jeden wieczór, w której jednak nie udało się pokonać pewnych schematów, charakterystycznych dla tego gatunku. Niemniej jest powieścią trzymającą w napięciu, a akcja szybko prze do przodu. Może właśnie dlatego książkę czyta się niezwykle szybko, a historia wciąga niemal od pierwszej strony. Tyran jest jeszcze bardziej brutalny i szokujący, co po poprzedniej części może wydać się zaskakujące. Tytuł mówi sam za siebie. Książka jedynie z pozoru jest delikatniejszą wersją Kinga. Gdyby jednak autorka nie postawiła na pewne elementy zaskoczenia i nie szafowała brutalnością, to książka z pewnością nie dorównałaby pierwszej.

Tyran jest powieścią, która spodoba się czytelniczkom liczącym na mocne wrażenia, jednocześnie ja sama czasem miałam wrażenie, że autorka popuściła wodze swojej fantazji aż za bardzo. Elementem, który sprawia, że książkę pochłania się w całości, jest brak jakichkolwiek przestojów. W związku z tym, że fabuła podzieliła się na dwójkę głównych bohaterów, mamy wgląd w ich postrzeganie rzeczywistości. Doe jednak przewodzi w narracji i osobiście uważam, że powieść byłaby ciekawsza, gdyby było w niej więcej rozdziałów opowiedzianych z perspektywy Kinga.

Tyran, T.M. Frazier, erotyk, erotyka, Wydawnictwo Kobiece, romans, literatura kobieca

Okładka prezentuje się obłędnie

Najbardziej ciekawiło mnie jednak odzyskiwanie przez Doe wspomnień i to, co z tego wyniknie. Wiele elementów było niejasnych aż do końca powieści i dopiero w spektakularnym zakończeniu, autorka wyjaśnia zawiłości. Dopiero wtedy rozwiewają się wątpliwości dotyczące nie tylko tej części, ale również poprzedniej, a cała prawda wychodzi na jaw. Można powiedzieć, że brudna prawda, od której człowiekowi robi się niedobrze.

King jest niesamowity, mimo że jego zachowanie często mrozi krew w żyłach i podejrzewam, że u większości wywoła moralnego kaca. Tego bardzo niegrzecznego chłopca lubi się pomimo jego najcięższych przewinień. Natomiast Doe nie zachowywała się jak płaczliwa nastolatka i można powiedzieć, że rola dziewczyny złego drania pasowała jej znakomicie. Książka dodatkowo pokazuje, że nie zawsze osoby, które powinny być dla nas ostoją, są dobrzy. Czasem zimny drań może okazać więcej współczucia, ponieważ pozory bywają mylące. Współczułam Doe, ponieważ całe życie spędziła w nieświadomości i żyła złudzeniami. Można powiedzieć, że spotkanie Kinga było zrządzeniem losu.

Jestem niezwykle ciekawa kolejnych książek z tej serii, ponieważ polubiłam również innych bohaterów książki. Autorka jasno dała do zrozumienia, że będzie interesująco. Historia Kinga i Doe z pewnością zapadnie mi w pamięć. Sprawdzi się również jako szybka odskocznia od codzienności, więc jeśli będziecie mieli ochotę, to możecie poświęcić dwa wieczory na lekturę dwóch powieści.

Musicie jednak pamiętać, Tyran jest grą pozorów.

Share this Post