Katarzyna Łochowska/ Sierpień 9, 2018/ FELIETON

Kurde, pochwalę się Wam. Jestem gorsza. I bardzo mi z tym dobrze! Będąc trochę pod presją tej nagonki w sferze książkowej blogosfery, postanowiłam i ja zabrać głos. Pomijając już kwestię, skąd to wszystko się wzięło – nie oszukacie mnie, bo pewnie już wiecie – chciałabym się dowiedzieć, co znaczy być czytelnikiem gorszym i lepszym? Przewertowałam internet i dokopałam się do informacji, że lepsi to czytają klasykę, a gorsi całą resztę tak w uproszczeniu. I tak właśnie dowiedziałam się, że jestem ta gorsza.

A teraz tak na poważnie. Sama spotkałam się z opinią, że ktoś, kto szerokim kołem omija wszelkie erotyki, namiętne romanse, fantastyczne starcia smoków i całą rzeszę gatunków, które przy klasyce nawet nie stały, może domagać się nazywania siebie Czytelnikiem. A co z całą resztą? My możemy co najwyżej nazywać siebie szczęściarzami, którzy nauczyli się literek i teraz potrafią składać je w całość. Jakoś wcześniej ten temat mnie nie nurtował i dopiero uczynny Ktoś mi go zasugerował – dodając, że to wstyd pisać o takich (nie)klasycznych książkach. Potem (a tak naprawdę kilka dni temu) był TEN filmik, internet oszalał i wszyscy zaczęli się prześcigać w domysłach, kto jest gorszy, a kto lepszy.

Wiecie, jakoś wcześniej się nad tym nie zastanawiałam, żyłam sobie w błogiej nieświadomości, czytając to, co najbardziej mnie zaciekawiło, pisząc sobie o tym recenzje, a jak znalazła się wśród tego jakaś książka z działu klasyki, to nawet się ucieszyłam – zachęciła mnie na tyle, że zadałam sobie trud pisania o niej. Sama również mam kilka pozycji z wyższej półki, które miło wspominam, więc to nie jest tak, że zaczytuję się jedynie w erotykach, a z całą resztą nie podchodźcie do mnie nawet z kijem. Po prostu chcę czerpać przyjemność z samego czytania, a to, kto co lubi czytać, pozostaje w kwestii gustu. I podejrzewam, że większość z Was Blogerzy Książkowi również macie do tego takie podejście (nie oszukujmy się, przecież kokosów na tym nie zarabiamy).

Kurde, ludzie! Sam fakt, że staramy się podzielić ludzi na gorszych i lepszych jest dla mnie po prostu… niewłaściwy. Dzielmy ich już tradycyjną metodą na dobrych i złych lub wymyślmy nową – na lekko psychicznych i ciężkie przypadki lub na lekko znerwicowanych i wiecznie wkurwionych. Co to jest za podział na gorszych i lepszych i jak to rozróżnić? Jeśli ktoś popsika się perfumami z Rossa, a ja będę paradować z Coco Chanel za uszami, to znaczy, że będę lepsza? A jak komuś się perfumy z Rossa podobają, to co wtedy? Zakazać? Czytelnik wybiera lekturę w taki sposób, żeby umiliła mu szarą codzienność, jeśli więc ma ochotę na Grocholę, to niech ją pochłania tonami. Kiedyś ktoś mi powiedział, że nie ważne, co czytać. Ważne, żeby w ogóle czytać. Jak więc mamy sklasyfikować tych, co książki w ciągu roku na oczy nie widzą? Lepszy, gorszy, najgorszy?

Ja wychodzę z założenia, że jestem w ogóle – ani gorsza, ani lepsza. Chcę po prostu robić to, co lubię najbardziej, czyli przy upałach ponad 30 stopni wziąć książkę i topić się gdzieś w cieniu. I wiecie co? Wychodzę również z założenia, że Wy wszyscy również jesteście dla mnie w ogóle. Uwielbiam Was za to, że czytacie książki, dzielicie się ze mną swoją pasją, mogę przeczytać porządną recenzję, polecieć do księgarni i kupić książkę. Potem oczywiście ją zrecenzować i polecić kolejnym osobom, które książki uwielbiają. Tak jak ja!

Gorszy czy lepszy… w ostatecznym rozrachunku nie ma to nic do rzeczy. Róbcie to, co lubicie!