Katarzyna Łochowska/ Październik 1, 2018/ RECENZJA

Już od jakiegoś czasu mam wrażenie, że polskie książki fantastyczne nie dorównują tym zagranicznym. Nie wiem, czy to tylko moje odczucie, czy rzeczywiście fantastyka poza granicami naszego kraju ma więcej polotu. Niemniej wciąż daję szansę autorom polskim i jeśli tylko, coś mnie zaciekawi, postanawiam się z tym zmierzyć. I przyznaję, że stoczyłam ostatnio niezłą walkę z książką Tchnienie Księgi Wybranych. I nie chodzi tu głównie o to, że to naprawdę kawał porządnego tomiska, którego nie dla się przeczytać w ciągu jednego popołudnia.

Tytuł: Tchnienie. Księgi Wybranych
Autor: Anna Kowalczewska
Wydawnictwo: Novae Res

Cztery różne kobiety i los, który niespodziewanie zmusza je do poznania i zmierzenia się z nową rzeczywistością. Glann – a tak naprawdę Gabriela – Izys, Hanna oraz Basia mają moc władania żywiołami. Trzy pierwsze nie mają pojęcia o jej istnieniu, a co więcej nawet nie podejrzewają, że istnieje inny świat równoległy do naszego. Basia włada wodą i jej zadaniem jest zapoznać pozostałe dziewczyny z ich mocą. Od tego zależą losy świata, ponieważ zbliża się wojna i zakończyć ją mogą jedynie Wybrani. Basia jednak znika w tajemniczych okolicznościach, a opiekę nad dziewczynami przejmuje jej brat Kuba. Musi on jak najszybciej nauczyć je obrony i zapoznać z otaczającym je światem krasnoludów, elfów i stworzeń, które znały jedynie z opowieści.

Przyznaję się bez bicia, że Tchnienie Księgi Wybranych to książka, którą czytałam najdłużej chyba w całym moim życiu. I mam tu na myśli czytanie jej prawie cztery tygodnie, które nie jest związane z brakiem czasu, czy doskakiwaniem do kolejnych rozdziałów w trakcie pochłaniania innych powieści. Tchnienie… czytałam praktycznie codziennie, a gdy zdarzały mi się dni, w których nie trzymałam jej w dłoniach, to zazwyczaj odbijałam je sobie następnym razem. Niemniej starałam się przeczytać dziennie przynajmniej jeden rozdział – pewnie złapiecie się za głowę, bo w końcu jednego dnia można przeczytać o wiele więcej. Często było to ledwie kilka stron. Problemem raczej nie była również pokaźna objętość, bo czytałam znacznie grubsze tomy. Książka zwyczajnie mnie nie wciągała i trochę mnie rozczarowała.

Zacznijmy jednak od jasnych stron. Autorka doskonale włada piórem – jej styl jest niezwykle poprawny, w książce nie dostrzegłam żadnego(!) błędu. Widać również, że cała historia jest dokładnie przemyślana, szczególnie należy tu zwrócić uwagę na świat przedstawiony w powieści. Co więcej – od razu wiadomo, że to nie koniec, a całość będzie się składać z kilku wielostronicowych tomów. To naprawdę wywarło na mnie pozytywne wrażenie. Ponadto książka przypadnie do gustu fanom tolkienowskich powieści, ponieważ wykreowany przez autorkę świat bardzo przypomina ten z Władcy Pierścieni. Choć oczywiście nie do końca – mamy co prawda krasnoludy, elfy, tajemnicze organizacje i magów, ale nie odgrywają oni najistotniejszej roli w powieści.

Tchnienie.Księgi Wybranych, Anna Kowalczewska, Wydawnictwo Novae Res, fantastyka, fantasy, polscy autorzy

Mamy tu kilka głównych bohaterów, bo obok Glann, Izys i Hanny, jest jeszcze Kuba, który również odgrywa istotną rolę, a także Basia, która… przez większość powieści jest nieobecna i niedysponowana. Początkowo zupełnie nie mogłam się przyzwyczaić do polskich imion, które mieszały się z tymi wymyślonymi przez autorkę i dodatkowo zupełnie mi nie pasowały do powieści fantastycznej – ilekroć czytałam imię Basi lub Hani to… miałam przed oczami moje ciocie, które do powieści fantastycznej zupełnie nie pasują. Ponadto dziewczyny często irytowały mnie swoim zachowaniem i choć potrafię zrozumieć, że znalazły się w obcym świecie, to jednak akcja musi pędzić do przodu. Bohaterki przez całą książkę uczyły się walki, przemierzały pola oraz lasy, by dowiedzieć się, kto ich ściga i starały się pojąć istotę własnej mocy. Czy im się udało? W sumie trudno stwierdzić.

Autorka dużo uwagi poświęciła na opisy, które skupiają się głównie na otoczeniu oraz na uczuciach bohaterek. Te opisy również sprawiały, że książkę brałam do ręki i szybko odkładałam. Brakowało mi akcji, która sprawiłaby, że nie mogłabym oderwać się od lektury. Dostałam jej trochę na koniec, ale nie było to wystarczające, by wbić mnie w fotel. Doceniam pomysł i dostrzegam potencjał w historii, opis na okładce książki nie przygotował mnie jednak na to, co zaserwowało mi Tchnienie… Powiem więcej – ten opis porządnie mnie zwiódł. Może gdyby autorka postanowiła dodać trochę więcej akcji, to monotonia i ciągła podróż zostałaby przełamana. Miałam nadzieję, że dokładniej poznam również bohaterów, a nie tylko ich powierzchowność. Wszystko to bardzo poprawne i przemyślane, ale czegoś zabrakło – może dreszczyku emocji. Rozumiem, że to pierwszy tom, ale to właśnie on powinien zachęcić do przeczytania następnych części.

Powieść Tchnienie… nie dostarczyła mi wyrażeń, jakich oczekiwałam.

Share this Post