Katarzyna Łochowska/ Maj 4, 2018/ RECENZJA

Dla Polaków Azja wciąż pozostaje zagadką, która kusi, zachwyca, ale jednocześnie jest trudna do okrycia. Podróże często nie są wystarczające, by poznać kulturę, obyczaje i życie w krajach azjatyckich, ale stanowią doskonałą atrakcję dla turystów. Sama ostatnio zachłysnęłam się Azją, czego zwieńczeniem będzie praca magisterska o Korei Południowej. To oczywiście nie Japonia, ale o Kraju Kwitnącej Wiśni też coś niecoś wiem. Książka o Japonii? Nie ma dla mnie nic bardziej godnego uwagi. Powieść Tancerze burzy okazała się… urzekająca.

Tytuł: Tancerze burzy
Autor: Jay Kristoff
Seria: Wojna lotosowa
Wydawnictwo: Uroboros

Feudalna Japonia. Wyspa Shima, w której władzę sprawuje bezwzględny shogun. Wysyła on najlepszych łowców, którzy mają złapać mityczną bestię, pojawiającą się w snach władcy. Młoda Yukiko wraz z ojcem wyrusza na poszukiwania gryfa, którego kiedyś dosiadali najpotężniejsi wojownicy zwani tancerzami burzy. Nie spodziewają się, że stworzenie znane im jedynie z legend istnieje naprawdę, a sprowadzenie go do pałacu będzie nie lada wyzwaniem. Łowcy nie mają jednak dużego wyboru. Mogą zginąć od szponów tygrysa gromu lub stracić głowy z rozkazu shoguna. Sytuacja się zmienia, gdy Yukiko dostrzega w stworzeniu nie tylko bezmyślną bestię. Dziewczyna podejmuje się trudnego zadania, które ma odmienić los mieszkańców wyspy. Nie będzie to jednak takie łatwe, ponieważ… lotos musi kwitnąć.

Jestem całkowicie zachwycona tą książką. Po prostu uwielbiam takie historie, które nie mogłyby wydarzyć się w naszym świecie, ale z drugiej strony czemu nie? Osobiście uważam, że każda legenda ma ziarno prawdy. Ta powieść wywołała we mnie tak wiele emocji, że nie wiem, od której mam zacząć. Pierwsze chyba było zaskoczenie, bo wyobraźcie sobie Japonię – albo chociaż Azję znaną z filmów – a następnie cofnijcie się w czasie, gdy panował jeszcze shogun i głowę można było stracić za najmniejsze przewinienie. To czasy samurajów, kodeksu bushido i niesamowitych pokazów walki. Następnie dodajcie do tego nowoczesną technologię, latające statki (tak, statki!), samurajów okrytych od stóp do głów w błyszczącą stal i świat wyniszczony przez ludzką chciwość. To właśnie świat przedstawiony w powieści. Okrutny, zły, przesiąknięty zepsuciem, ale wciąż kultywujący stare tradycje.

Tancerze burzy to książka, którą dosłownie pochłonęłam nie tylko przez to, że tło wydarzeń postrzegałam jako niesamowite. Urzekły mnie również postaci i przepiękna japońska mitologia. Dostrzegłam, że autor ma bardzo dużą wiedzę o historii Japonii i zręcznie ją wykorzystał w powieści. To sprawia, że książka mimo wplecionej fantastyki wydaje się niesamowicie prawdziwa. Dużym plusem jest również słowniczek i przed rozpoczęciem lektury zalecam zapoznanie się z nim. Dla mnie niektóre słowa były zrozumiane, ale wynikało to z wcześniejszego zainteresowania językiem. Jeśli do tej pory nie mieliście styczności z japońskim, to możecie mieć problem ze zrozumieniem nazw. Dla mnie wypełnienie treści obcymi słowami sprawiło, że jeszcze bardziej mogłam poczuć japoński klimat.

Jeśli chodzi o bohaterów, to dla mnie najbardziej wyróżniły się dwie postaci. Oczywiście główną bohaterką jest Yukiko, którą z gryfem łączy pewna nić porozumienia. Jest ona postacią, która z pozoru może wydawać się nastolatką z buzującymi hormonami, ale w trakcie trwania akcji wielokrotnie można zapomnieć o jej wieku. Dziewczyna podejmuje się naprawdę trudnego zadania, a dodatkowo targają nią skrajne emocje, gdy tajemnica z jej przeszłości wychodzi na jaw. Można powiedzieć, że staje do walki z całym światem, a cena jest bardzo wysoka. Może stracić osoby, na których najbardziej jej zależy. Nagrodą jednak będzie wyzwolenie Shimy z rąk tyrana.

Tancerze burzy, Jay Kristoff, Wydawnictwo Uroboros, fantastyka, Japonia, romans, literatura młodzieżowa

Drugim bohaterem był młody shogun Yorimotonomiya, który swoją bezwzględnością bił wszystkich na głowę. Jest to rozpuszczony do szpiku kości książę, który na tronie usiadł o wiele za wcześnie. Za nic ma ludzkie życie, a każde jego życzenie musi zostać spełnione. Naprawdę jest to postać, do której nie da się zapałać sympatią. Prawdziwy czarny charakter. Na szczęście w powieści pojawiają się również bohaterowie, którzy niejednokrotnie wzbudzą śmiech. Szczególnie polubiłam wielkoluda Akihito, ciekawiła mnie historia tajemniczego Kina, ale to ojciec Yukiko i jego przeszłość wzbudziła we mnie wiele emocji.

Możecie się zastanawiać, dlaczego seria to Wojna lotosowa i myślę, że należy się pewne wyjaśnienie. Cały wątek krwawego lotosu, czyli „rośliny”, z której wyrabiane jest paliwo dla całej Shimy, jest niezwykle ciekawy. Od oparów zdradzieckiej rośliny są uzależnieni praktycznie wszyscy mieszkańcy, na wyspie nie ma zwierząt, cały kraj jest jedną wielką uprawą lotosu, przy której pracują niewolnicy. Zszokuje Was fakt, co zasila wzrost krwawego lotosu, ale w końcu cena nigdy nie jest za wysoka, bo lotos musi kwitnąć ku potędze całej Shimy. To jednak dopiero początek, ponieważ prawdziwa władza leży w rękach Gildii. Mam nadzieję, że w kolejnych tomach będzie dziać się jeszcze więcej.

Tancerze burzy to książka, która naprawdę zapisała się w mojej pamięci i wciąż jestem nią oczarowana. Mogłam poznać nie tylko fantastyczny świat japońskich legend, ale również zapoznać się z historią, która potrafi wycisnąć kilka łez. Muszę się jednak przyznać, że naprawdę nie lubię pierwszych części, ponieważ zawsze trzeba czekać na kolejne. Mam jednak nadzieję, że cała seria wkrótce stanie na mojej półce i z pewnością będę do niej wracać.

Po prostu się zakochałam 😀