Katarzyna Łochowska/ Sierpień 29, 2018/ RECENZJA

Na Soulless czekałam długo, ale tortury i tym razem się opłaciły. Sama nie wiem, dlaczego tak bardzo przywiązałam się do całej serii – może dlatego, że mam słabość do gorących motocyklistów. Niemniej każda książka jest inna, mimo że historia krąży wokół wspólnego wątku i za każdym razem potrafi mnie zaskoczyć. Soulless było pięknym zwieńczeniem losów Beara i Thii.

Tytuł: Soulless
Autor: T.M. Frazier
Seria: King
Wydawnictwo: Kobiece

Bear siedzi w więzieniu, a na jego głowę czyhają dawni bracia i bezduszny ojciec. Thia nie może się z nim skontaktować i usycha z tęsknoty. Przyjaciele Beara troszczą się o nią, ale niewiedza doprowadza ją do szału. Bear nie ma jednak zamiaru pozostać z dala od swojej dziewczyny i wraz z zaprzyjaźnionymi ludźmi stara się oddalić zarzuty, które postawił mu prokurator. Wkrótce rodzinne tajemnice wyjdą na jaw. Jaką rolę odegra uznana za zmarłą matka Beara? Co ukrywał przez lata jego ojciec? Czy Thia i Bear mają przed sobą jakąkolwiek przyszłość?

Nie wiedziałam, w jaki sposób autorka rozwiąże sprawę z aresztowaniem Beara i uwolni go z więzienia. Teraz mogę zdradzić tylko tyle, że udało się to zrobić w miarę sensowny sposób, a akcja zaczyna przeć do przodu, gdy motocyklista zaznaje wolności i pała chęcią zemsty. Niezwykle przywiązałam się do tego bohatera i podobało mi się to, że potrafił jednocześnie być bezlitosnym mordercą i czułym kochankiem. Choć może z tą czułością bym jednak nie przesadzała – jak na erotyk z krwi i kości Soulless trzyma wysoki poziom erotycznego napięcia z mieszanką brutalności. Bear bardzo podobał mi się w nowym wydaniu – faceta, który nie cofnie się przed niczym, by ocalić ukochaną. No i dodatkowo nie jest wcale taki bezduszny, jak mogłoby się wydawać. W jego głowie kłębią się całkiem przyziemne marzenia, które skutecznie urzeczywistnia. Która z nas nie zakochałaby się w takim motocykliście?

Soulless, T.M. Frazier, Wydawnictwo Kobiece, erotyk, seria King, King, literatura kobieca

Ta okładka jest cudowna!

Ciekawym wątkiem była również wojna, która Bear wypowiedział swojemu byłemu klubowi i jego postanowienie zabicia własnego ojca. Autorka wprowadziła kilka scen, które przenosiły nas w czasy młodości mężczyzny. Przywołała wspomnienia związane z Kingiem i Preppym, a także pokazała relacje, które łączyły go z Chopem. Dzięki temu w zupełności popierałam zamiar zlikwidowania człowieka, który okazał się nie tylko beznadziejnym ojcem, ale również bezdusznym człowiekiem. Soulless jednak was jeszcze zaskoczy – i to uważam za jeden z większych plusów tej powieści. Sceny rozgrywające się pod koniec zupełnie mnie wykończyły emocjonalnie, więc od razu podpowiadam, by nie kartkować powieści i nie spojlerować sobie przez przypadek.

Trochę mnie denerwowała postawa Thii, która w tej części stała się nagle panienką w potrzebie. O ile w poprzedniej potrafiła wyegzekwować swoje prawo do złożonej obietnicy, tak teraz stała się zupełnie niedomyślna. Na tyle, że liczne zapewnienia o miłości jej nie przekonywały. Odniosłam wrażenie, że autorka bardziej zaakcentowała postać Beara, dając mu dosyć duże pole do popisu, a z Thii zrobiła jedynie tło dla wydarzeń. Zupełnie mi to jednak nie przeszkadza, ponieważ Bear w roli pierwszych skrzypiec sprawia, że Soulless jest dekadencko grzeszne i niepoprawne.

Powieść z pewnością jest mroczniejszą kontynuacją Lawless. Książkę czyta się niesamowicie szybko, a autorka postarała się, by napięcie nie opuszczało czytelnika. W tej części wielokrotnie przywołano Preppiego, więc mam ogromną nadzieję, że wkrótce będziemy mogli przeczytać jego historię – tym bardziej że Soulless odkryło pewne głęboko ukryte karty. Niezwykle przywiązałam się do całej serii, mimo zawartej w książkach brutalności, w pełni ją usprawiedliwiam.

Soulless już za mną. Czekam na Samuela!

Share this Post