ŚNIADANIE Z KANGURAMI – BILL BRYSON: Jedziemy na wycieczkę, pakujemy koalę w teczkę!

PSX 20200802 210032 scaled - ŚNIADANIE Z KANGURAMI – BILL BRYSON: Jedziemy na wycieczkę, pakujemy koalę w teczkę!

Osobiście Bill’a Brysona przedstawiać mi nie trzeba. Odbyłam z tym autorem kilka niezapomnianych podróży i jak do tej pory ani razu mnie nie zawiódł. Tym razem obiecuje Śniadanie z kangurami, które wspólnie będziemy celebrować na odległych Antypodach. Ja już jestem spakowana i gotowa do podróży. Jeśli to Wasza pierwsza wspólna wyprawa, to radzę zabrać zapas wody, wygodne obuwie i notes do zapisywania wszystkich anegdot. Bo jedno jest pewne – będzie ich sporo i będziecie chcieli opowiedzieć je przyjaciołom. Bon voyage!

Tytuł: Śniadania z kangurami
Autor: Bill Bryson
Wydawnictwo: ZYSK I S-KA

Autor zaczyna książkę od rozmyślań nad tym, jak wbrew pozorom mało wie o Australii. Jak nikła ilość informacji na temat tego kraju i zarazem kontynentu dociera do mieszkańców Europy czy Stanów Zjednoczonych. Niemal każdy kojarzy go z kangurami, misiem koalą, Operą w Sydney i ostatnimi czasy z tragicznymi pożarami buszu, ale co tak naprawdę wiemy o bieżących sprawach tego kraju?

Pomyślałam, że u nas sprawa pewnie wygląda lepiej. Może nie jest tak, że codziennie mamy coś w nagłówkach na temat tego odległego terytorium, ale przecież o tym się pisze. Moje małe wewnętrzne badania doprowadziły mnie dokładnie do takiego samego wniosku, od którego Bill Bryson zaczął swoją kolejną już książkę. Zdecydowałam, że pora zmienić ten stan rzeczy i dzień zaczynam od Śniadania z kangurami. Czy mi posmakuje?

Książka zawiera opisy kilku podróży autora, których głównym celem było prawdziwe poznanie Australii. Nie tylko ograniczenie się do największych atrakcji, ale przede wszystkim zmierzenie się z niegościnnym outbackiem, który swoim rozmiarem i surowością nie ma sobie równych. Tak książka to nieśpieszny spacer po rozwlekłych, ale zarazem przepięknych przedmieściach większych miast. To nieskończenie długie godzinny żmudnej jazdy przez jałowe tereny środkowej części kontynentu. To pełne zachwytu marsze po prastarej dżungli, która nie straciła nic ze swojej dzikości. A do tego wszystkiego kąpiele w oceanie, zachwycające zachody słońca, wyborne australijskie wino i stale towarzyszący strach, czy ten oto kamyczek nie okaże się zabójczym ślimakiem, który czai się na nasze życie.

Jak się szybko dowiemy, wspomniany strach będzie wypisany jedynie na twarzach przybyszy spoza tego kontynentu, bo w wielu historiach Bill Bryson udowodni nam, że rodowici Australijczycy jakby zupełnie nie widzieli tego zagrożenia. Dzięki autorowi przekonamy się jak inna, bogata i przede wszystkim potwornie niebezpieczna potrafi być fauna i flora tego kontynentu. A mimo to ludzie nauczyli się żyć z nią w symbiozie. No chyba, że ktoś się zapomni lub będzie sobie po prostu stał na brzegu, a obok będzie przepływał głodny krokodyl? No życie…

@9788381163064 52 - ŚNIADANIE Z KANGURAMI – BILL BRYSON: Jedziemy na wycieczkę, pakujemy koalę w teczkę!

Śniadanie z kangurami to nie tylko przewodnik od strony geograficzno-przyrodniczej, ale także rys historyczny, dzięki któremu Australia jest, jaka jest. Tu trzeba przyznać, że Bryson potrafi opowiadać i nie ma w tym ani krzty nudy, która kojarzy się z obowiązkowymi lekcjami historii. Bogate zaplecze bibliograficzne sprawia, że poznamy nie tylko tych wielkich bohaterów, o których piszą wszystkie przewodniki, ale całą masę opowieści o ludziach zwykłych, których dali się uwieść temu miejscu. Nierzadko na tyle zatracając się w tym uczuciu i przy okazji swojej pewności siebie, że ich wątek miłosny kończył się tragiczną śmiercią gdzieś pośród nicości. A mimo to nie brakowało kolejnych śmiałków.

I tu muszę przyznać, że Śniadanie z kangurami smakowało mi wybornie. Nie wiem, czy to kwestia kucharza Bill’a Brysona, który uwiódł mnie swoimi opisami, ale faktem jest, że nabrałam apetytu na obiad z koalą! Mapka zamieszczona na początku książki jest bardzo pomocna w śledzeniu trasy i świetnie odzwierciedla odległości, które chyba nigdzie na świecie nie są tak przytłaczające, jak w Australii.

Teraz już wiem, że jeśli przez swoją nierozwagę doznam oparzenia słonecznego, to zanim dotrę do najbliższej, apteki jakiś przypadkowy Australijczyk zaoferuje mi swój krem. Wiem, że przed założeniem butów dla bezpieczeństwa warto sprawdzić, czy aby przypadkiem nie zadomowił się tak jakiś śmiercionośny pająk, który właśnie uznał, że odnalazł idealne „cztery ściany”. Wiem, że wciąż nie wiedzą jak poradzić sobie z kulturą Aborygenów, którą próbują na siłę wciągnąć do „cywilizowanego” świata, choć oni sami szczęścia upatrują gdzieś indziej.

Śniadanie z kangurami to słodko-gorzka historia o tym jakże egzotycznym kawałku świata. To zbiór opowieści o ludziach i miejscach, którzy kształtują historię tego obszaru. I jak to bywa w przypadku książek Bill’a Brysona, zbiór mnóstwa anegdot, przez które co chwilę parskasz śmiechem i już w myślach przeglądasz kalendarz, planując podróż życia. Wiem to z autopsji 🙂

Leave a Reply

%d bloggers like this: