REBEL – PAULINA MŁYNARSKA: Feminizm, prawda, gorszy sort

Rebel

Z racji tego, że poniekąd moim życiem rządzi felieton i bardzo lubię posługiwać się tą formą pisemną, często czytam felietony innych autorów. Musicie wiedzieć, że jest to bardzo przyjemna forma, w której można ironizować, a przez to większość sądzi, że napisanie takiego felietoniku – tu zdrobnienie zamierzone, ponieważ felietony rzeczywiście nie powinny być za bardzo obszerne – jest niezwykle proste. Nic bardziej mylnego…

Tytuł: Rebel
Autor: Paulina Młynarska
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Sama uważam, że felieton jest jedną z trudniejszych form pisemnych i powinna się za nią zabierać osoba, która ma jakiekolwiek pojęcie o pisaniu. W końcu pisać lekko, swobodnie, z delikatną nutą ironii też trzeba umieć. I nie chodzi tutaj o obrażanie kogoś czy coś w tym stylu, a jedynie o skomentowanie otaczającej nas rzeczywistości w taki sposób, by ironicznie zaakcentować błędy, przywary lub potknięcia bohatera felietonu, prezentując subiektywny sposób widzenia.

Do przeczytania książki Pauliny Młynarskiej popchnęła mnie czysta ciekawość, a jak wiecie, to właśnie ona bywa zdradziecka. Niemniej zagłębiłam się w lekturę, wiedząc, że Paulina Młynarska jest dziennikarką, prowadzi programy w telewizji, a ponadto jest producentką. Tyle. Wcześniej jakoś nie interesowałam się jej życiem czy doświadczeniem zawodowym. Cała książka jest zbiorem samych felietonów, które autorka publikowała na łamach prasy oraz w Internecie w ciągu ostatnich kilku lat. Książkę czytało mi się bardzo dobrze.

Podobało mi się, że każdy felieton Pauliny Młynarskiej, mimo że komentował otaczającą nas rzeczywistość i działania polskiej sceny politycznej, to jednak w jakimś stopniu przybliżał mi również jej sylwetkę. Autorka nie bała się pisać o swoim życiu, dzielić się z czytelnikiem problemami, pytaniami, czy nawet sekretami. Czytając każdy felieton, odkrywałam kolejną cegiełkę, która tworzyła więź z autorką. Fragmenty, w których dzieliła się wspomnieniami ze swojego życia, pokazały mi, że to normalna kobieta, która pracę w telewizji traktuje jako sposób na wyżywienie rodziny, a nie scenę pełną gwiazd.

Poleciały wiadra seksizmu i pogardy dla kobiet od obrońców demokracji! A do tego trochę bluzgów w moim kierunku. Dziś jestem pisiorskim pomiotem, już nie resortową szmatą KOD-ową, która powinna zdychać. Wniosek: myślenie i feminizm mają wciąż w kraju wielką przyszłość.

Rebel
Okładka zamierzona – informacje o niej znajdziecie w książce 😉

Niezwykle podobał mi się sposób, w jaki Paulina Młynarska mówi o kobietach. Autorka otwarcie przyznaje się do feminizmu. Mam wrażenie, że niedługo w Polsce za przyznanie się do takiego czegoś będzie groził stryczek. Dziennikarka jednak nie obawia się konsekwencji, z uporem walczy o prawa kobiet, o poszanowanie kobiecej godności i o prawo do głosu. Czy się zgadzam z autorką? Za feministę nigdy się nie uważałam i zdania raczej nie zmienię. Zdanie autorki dotyczące prawa kobiet popieram jednak w 100%.  Autorka nie boi się mówić głośno, wyraźnie i w taki sposób, żeby w końcu dotarło – Rebel jest na to dowodem.

Z autorką w wielu kwestiach się zgadzałam (choć nie we wszystkich) i może właśnie dlatego jej felietony do mnie przemówiły. Jedyne, co może trochę przeszkadzać, to brak chronologii. Miałam wrażenie, że gdyby teksty były ułożone w kolejności, w jakiej były pisane, to przekaz byłby jeszcze silniejszy. Wtedy felietony tworzyłyby całość – opowiedzianą historię ostatnich kilku lat. Może jednak to celowy zabieg, który jednak innym bardziej przypadnie do gustu. Dodatkowym plusem natomiast jest fakt, że jeśli ktoś się uprze, to wcale nie musi czytać książki od deski do deski. Można wybrać sobie poszczególne teksty, choć ostrzegam, że niekiedy autorka nawiązuje do tego, co zostało już wcześniej napisane. Niemniej, nawet jeśli pominiemy jakiś istotny felieton, to ze zrozumieniem następnego nie będzie najmniejszego problemu. Książka Rebel jest godna polecenia i z pewnością spodoba się kobietom, które poszanowanie prawa stawiają na pierwszym miejscu.

Na koniec dodam, że z ciekawości poczytałam trochę o autorce i doznałam lekkiego szoku. Wśród komentarzy znalazłam takie kwiatki, że naprawdę zaczęłam wątpić w nasze społeczeństwo. Moja refleksja na ten temat jest taka, że człowiek może mieć doktorat, a jeśli będzie napuszonym bucem, to wykształcenie i tak nic nie zmieni. Czasem człowiek zupełnie niewykształcony pierwszy wyciągnie pomocną dłoń. Ciekawe, co osiągnęli Ci, co najgłośniej krytykują. Przeczytam ich książkę? Komentarze głównie pisane przez mężczyzn, choć może tylko ja akurat na takie wypowiedzi trafiłam… Wnioski pozostawiam Wam.

Niektóre teksty naprawdę dają do myślenia. Choć uważam, że jeszcze wiele papieru musi zostać zadrukowane, by naród w końcu zrozumiał…