Katarzyna Łochowska/ Marzec 26, 2019/ RECENZJA

Po naprawdę zapierającym dech w piersiach Naturaliście przyszła w końcu pora na kontynuację losów utalentowanego doktora. Może pamiętacie, że Naturalista miał swoje wzloty i upadki (recenzja tutaj), niemniej historia naprawdę zapisała się w mojej pamięci – nawet ostatnio będąc w lesie, przypomniało mi się o makabrycznych znaleziskach Theo, a także grasującym mordercy. Nie powiem, że dreszczyk nie przebiegł mi po plecach. Powiększenie ma klimat, ma genialnego bohatera, ma grasującego po Ameryce potwora, przerażające tło wydarzeń, ale jest również przykładem, że książkom też woda sodowa uderza… do głowy?

Tytuł: Powiększenie
Autor: Andrew Mayne
Wydawnictwo: W.A.B.
PREMIERA: 03.04.2019

Rok po wydarzeniach w lasach Montany Theo wciąż zmaga się ze skutkami swoich wyborów. Porzucił pracę na uczelni, by zająć się pracą dla rządu i jako „cywilny” konsultant wspomagać działalność antyterrorystyczną. Każde jego działanie jest jednak uzależnione od decyzji przełożonych, z czym Theo nie może się do końca pogodzić. W nowej pracy tak naprawdę czuje się, jak w klatce, więc gdy ojciec zaginionego przed dziewięcioma laty chłopca prosi go o pomoc, Theo postanawia rozwikłać zagadkę tajemniczego zniknięcia. Brak jakichkolwiek dowodów oraz niechęć do współpracy organów ścigania nie zniechęcają go do podjęcia odpowiednich kroków. Gdy trafia na ślad miejskiej legendy o tajemniczym Zabaweczce, intuicja podpowiada mu, że oto przed nim starcie ze znacznie silniejszym przeciwnikiem niż Joe Vik.

Powiększenie, Naturalista, Andrew Mayne, Wydawnictwo W.A.B, sensacja, thriller, kryminał,

Myślę, że woda sodowa uderzyła do głowy, ale autorowi Powiększenia. Rozumiem, że popularność Naturalisty niosła ze sobą presję, którą Mayne musiał przenieść na kontynuację. W końcu każdy z nas wie, jak to z kontynuacjami bywa. Dlatego też Theo nie jest już uroczym profesorem, który kryje nos w książkach i teoriach i tylko cudem udaje mu się uniknąć śmierci. Joe Vik go zmienił. Jest raczej Jamesem Bondem naukowego światka, dla którego zwyczajnie nie ma rzeczy niemożliwych, a unowocześniane wynalazki pozwalają mu dotrzeć do dowodów w zawrotnym tempie – w końcu sprzęt może w dowolnej chwili zamówić na Amazonie. Bije na zawołanie, otwiera kajdanki z łatwością, wchodzi oknem jak nie może drzwiami, a wszystkiemu kibicuje wyrozumiała kobieta. Powiększenie miejscami przypomina film akcji, a autor leci po bandzie, byleby popchnąć akcję do przodu – czemu się nie dziwię, skoro na początku nie mamy nawet najmniejszej poszlaki dotyczącej mordercy.

Moja czepliwość jednak na tym się kończy, bo te wszystkie zabiegi sprawiły, że książkę czyta się naprawdę szybko i z przyjemnością. Nie można jej co prawda potraktować jako kompendium wiedzy dla początkującego tropiciela seryjnych morderców, jednak historia Zabaweczki jest na tyle ciekawie poprowadzona, że wciąga od pierwszej strony. Wątków jest naprawdę wiele i mimo że mamy tak naprawdę jednego bohatera, to Theo się po prostu lubi – nawet jeśli często mówi o czymś, o czym prosty czytelnik nie ma zupełnie pojęcia, przez co wierzy się mu na słowo. Na korzyść zadziałał również wyścig z czasem i świadomość, że krew z pewnością się poleje, tylko nie wiadomo kiedy.

Nie będę ukrywać, że najbardziej zaciekawił mnie Zabaweczka – ostatnio zauważyłam, że mam słabość do seryjniaków. Prolog sprawił, że byłam go niesamowicie ciekawa, a każda odkrywana przez Theo karta jedynie mnie przybliżała do rozwiązania zagadki. Gdy autor wprowadził element ezoteryczny, a ja zaczęłam wierzyć, że morderstwa są elementem jakiegoś rytuału – wiedziałam, że psychika, a także makabryczne czyny Zabaweczki nie dadzą mi spać po nocy. Niestety zabrakło mi wyjaśnienia, co nim tak naprawdę kierowało – bo że skrzywienie umysłowe, to tak logiczne, że bardziej się nie da. Miałam nadzieję, że autor poświęci wytłumaczeniu więcej miejsca, ale niestety heroiczne zakończenia jego powieści są chyba nieodłącznym elementem twórczości. Dodajmy to tego spisek narodowy i rzeczywiście mamy mieszankę, która jest dobra – ale mogłaby być lepsza.

Powiększenie to dobra powieść sensacyjna i wieszczę, że już niedługo autor znów zabierze nas na wycieczkę z Theo.

Share this Post