PRZEDPREMIEROWO POD BIEGUNY – ARTUR GORZELAK: Gdzie diabeł mówi „Ale tu zimno!”

Bez tytulu - PRZEDPREMIEROWO POD BIEGUNY – ARTUR GORZELAK:  Gdzie diabeł mówi „Ale tu zimno!”

W dobie Internetu, otwartości granic i łatwości w podróżowaniu, ludzie odkrywają coraz to piękniejsze i odległe zakątki świata. Są amatorzy egzotyki, którzy nie zawahają się spędzić nocy w pełnej dzikich odgłosów dżungli. Są miłośnicy wielkich i suchych terenów pustynnych, dla których noc pod gwiazdami w odległej oazie jest ucieleśnieniem spełnienia marzeń. No i są tacy, których ciągnie tam, gdzie ja od samych fotografii czuję przenikliwy ziąb. I nie ukrywam, że tę grupę zapaleńców podziwiam najbardziej. Osobiście z tego typu kierunkami jest mi najzwyczajniej najdalej, bo z natury ze mnie kot piecuch. Ot co! Ale właśnie takie osoby są moimi oknami na zimowy świat, który jednocześnie kusi i uczy pokory. W drogę!

Tytuł: Pod bieguny
Autor: Artur Gorzelak
Wydawca: selfpublishing
PREMIERA: 03.09.2020

Oto przed nami rodzinna opowieść o czterech różnych zimnych zakątkach świata, o których opowie nam mama i syn. Trzeba przyznać, że wyjątkowe połączenie, które udowadnia, że niektóre cechy i zamiłowania przysłowiowo wysysa się z mlekiem matki. Trzy pierwsze części poświęcone Spitsbergenowi, Islandii i Półwyspowi Kolskiemu są autorstwem Artura Gorzelaka, który z pasją odkrywa te krainy pełne lodu. Ostatni (co nie znaczy, że najgorszy!) rozdział przybliżający dziką Patagonię zawdzięczamy odwadze i determinacji pani Ewy Gorzelak, która swoją postawą przełamuje tabu, że emeryt to tylko fotel i ciepłe kapcie.

Do tej pory Spitsbergen kojarzył mi się jedynie ze Stacją Polarną im. Stanisława Baranowskiego, która jest bazą naukową Uniwersytetu Wrocławskiego, czyli patrona mojej edukacji. Dzięki autorowi wiem już, że nie samymi badaniami żyje naukowiec. Gdy czas się dłuży, a słońce ma wolne, bo nastała noc polarna, to można wykorzystać ten czas na naukę gry na keyobordzie. Dlaczego nie?! Dzięki gościnności aktualnych lokatorów Gorzelak miał okazję nie tylko zobaczyć takie miejsce od środka, ale także zorganizować swój nietypowy wyjazd, którego głównym celem był udział w maratonie. I to nie byle jakim, ale w najdalej na północ wysuniętym maratonie na półkuli północnej. Nie lada gratka dla miłośników! Jeśli chcecie wiedzieć, jak doszło do tego, że medale za udział w maratonie produkowane są w Polsce, to zapraszam do lektury.

Pod bieguny - PRZEDPREMIEROWO POD BIEGUNY – ARTUR GORZELAK:  Gdzie diabeł mówi „Ale tu zimno!”

Lecąc dalej, jak słyszę Islandia, to myślę – gejzery. A do tego przyroda dzika, nieskalana i surowa. I to wszystko potwierdzi się w kolejnym rozdziale, który dodatkowo może być cennym przewodnikiem dla osób, które za cel obiorą sobie zwiedzanie tej wyspy. Zwłaszcza zimą, bo to już dla mnie ciepłoluba przygoda z kategorii mission impossible. Dzięki autorowi dowiemy się, że o ile młodzież nie odkleja nosa od Facebooka, o tyle Islandczyk zawsze i wszędzie korzysta z okazji, aby zaktualizować swoją wiedzę na temat warunków pogodowych. O specjalnej aplikacji do śledzenia zorzy polarnej nie wspomnę! A gdy znudzi się podróżowanie i kiszki zaczną grać marsza, to zawsze można skosztować suszonego mięsa z rekina grenlandzkiego, a „legenda” głosi, że jego smak, jak i wspomnienia o pięknej Islandii zostaną z nami naprawdę długo.

Wsiadamy w samolot i tym razem lądujemy na Półwyspie Kolskim, który w ostatnich latach zasłynął filmem „Lewiatan” nominowanym do Oscara w 2015 roku. Ostatecznie nagrody nie zdobył, ale obraz na tyle wyrył się w pamięci, by kojarzyć z nim właśnie ten kawałek świata. Tym razem autor ma okazję naocznie zweryfikować, co zostało pokazane w kinie, z tym, jak się ma do rzeczywistości i wygląda na to, że reżyser sumiennie wykonał swoje zadanie. Połączenie dużego i rozwiniętego miasta Murmańska oraz biednych, ale malowniczych i gościnnych wiosek założonych w niezwykle trudnych warunkach. Po raz kolejny okazuje się, że to właśnie surowość klimatu staje się wizytówką tego miejsca przyciągającą turystów. Na uwagę zasługują również wielkie i dostojne kraby królewskie, które według naukowców prowadzą nieustanną ekspansję by, gdy nas już nie będzie na tym świecie, dotrzeć do Morza Śródziemnego i przejąć władzę w wodzie. Hm… zapowiada się ciekawie.

I na koniec czas na podróż na koniec świata, do wielkiej i zróżnicowanej krainy zwanej Patagonią, która rozciąga się na terenie dwóch krajów – Argentyny i Chile. Tę część świata będziemy zwiedzać oczami Ewy Gorzelak, która wraz z mężem postanowiła zaburzyć emerycki obraz świata i iść za marzeniami. Region ten ze względu na swoją dzikość i mało zurbanizowane tereny, w głównej mierze opiera się na styczności z jak dla nas egzotyczną florą, dzikimi futrzastymi lub pierzastymi mieszkańcami oraz widokami, które sprawiają, że ma się chęć po prostu zasiąść i kontemplować ich piękno. Autorka udowadnia, że warto przełamywać stereotypy i spełniać marzenia, by pewnego dnia dotrzeć do „latarni na końcu świata” (Latarnia morska Les Eclaireurs). Pod

I choć dotarliśmy do końca świata i końca książki, to z pewnością nie są to ostatnie podróże w tej pełnej pasji rodzinie, więc czuję, że to nie jest jeszcze ostatnie słowo. Finalnie czuję troszkę niedosytu, bo uważam, że wybrane kierunki mają w sobie tak duży potencjał, że można by jeszcze wiele o nich pisać i tym samym stać się nie tylko relacją z podróży, ale także bardziej przyziemną i wartościową formą poradnika dla kolejnych śmiałków. Ale to taka drobna dygresja wynikająca z faktu, że książkę po prostu miło się czytało i żal, że nastał koniec. Pod

Za egzemplarz dziękujemy autorowi

Leave a Reply

%d bloggers like this: