Katarzyna Łochowska/ Listopad 5, 2018/ RECENZJA

Znów powracamy do średniowiecznego świata rycerzy, wrogich zamków, dworskich intryg, magii i legendy, która ożywa na naszych oczach. Zdradzieckie serce jest kontynuacją Fałszywego pocałunku, który przeczytałam jednym tchem, choć zauważyłam wiele niedoskonałości. Teraz dostałam od autorki porządną dawkę emocji, które wybaczają potknięcia i choć akcja płynie spokojnie niczym letni strumyk, to czytelnik ma świadomość, że coś zaraz się stanie. Uwaga! Jeśli nie czytaliście jeszcze pierwszej części, a macie zamiar, to pomińcie tę recenzję! Choć mówię to z bólem serca

Tytuł: Zdradzieckie serce
Autor: Mary E. Pearson
Wydawnictwo: Initium
PREMIERA: 5.11.2018

Lia została porwana przez zabójcę Kadena i uprowadzona do wrogiego państwa Vendy. Wraz z nią jeńcem zostaje książę Rafe, który za wszelką cenę stara się wyciągnąć ich z łap niebezpieczeństwa. Nie jest to jednak takie łatwe, gdy na drodze staje Komizar – przywódca wrogiego ludu. Lia i Rafe zostają wplątani w jego niecne gierki i zaczynają odgrywać swoje role. Wkrótce trudno stwierdzić, co jest jedynie kłamstwem, a co prawdą. Ponadto księżniczka zostaje uwikłana w… czworokąt! Jej wielka miłość do księcia zostaje wystawiona na próbę poprzez jego liczne kłamstwa, Kaden nie próbuje ukrywać swoich uczuć i nadziei na wspólną przyszłość. Komizar natomiast zaczyna interesować się księżniczką, by wykorzystać jej dar do własnych celów. Czas mija nieubłaganie, szansa na ratunek jest nikła, lecz nadzieja pozostaje.

Zdradzieckie serce wywarło na mnie niesamowite wrażenie. W recenzji pierwszej części trochę psioczyłam na niedociągnięcia, na mało wartką akcję i na zachowanie głównej bohaterki – pamiętajmy, że ma ona jedynie siedemnaście lat. Zaznaczyłam jednak, że pod koniec książki zauważyłam w niej pewną zmianę i miałam nadzieję, że zostanie ona pokazana w drugiej części. Dlaczego o tym wspominam? Bo to było dobre przeczucie! Lia nie przypomina siebie z Fałszywego pocałunku. Widać, że trudna droga do Vendy, a także sam pobyt w zamku Komizara sprawił, że nie była już księżniczką. Stała się królową, która musiała snuć własne intrygi, by ocalić głowę.

Zdradzieckie serce, Mary E. Pearson, fantastyka, romans, młodzieżowe

Lia, Rafe, a nawet ich knowania schodziły jednak na dalszy plan, gdy w grę wchodził Komizar i jego państwo. Naprawdę zainteresowała mnie historia Vendy – dodatkowo obrazowana fragmentami pieśni i cytatami ze starożytnych ksiąg. Wraz z księżniczką odkrywaliśmy sekrety królestwa, które wiele przeszło przez stulecia, ale dzięki temu zyskało siłę, by przetrwać w trudnych warunkach. Postrzegani jako barbarzyńcy mieszkańcy, tak naprawdę walczyli z głodem i biedą. I tu na scenie pojawia się Komizar – postać, którą nie do końca potrafiłam rozszyfrować. Ambitny, chciwy i przebiegły. Brutalny i niekiedy nieokrzesany – a jednak wzbudzający w ludziach nadzieję na lepszą przyszłość. Zabija z zimną krwią, a jednak odnosi się wrażenie, że zaczyna darzyć jakimiś uczuciami Lię. Stuprocentowy antagonista, którego życie zmusiło do walki.

Zdradzieckie serce głównie skupia się na Vendzie i jest to doskonały zabieg. Lia oczywiście gra pierwsze skrzypce, ale nawet ona bardziej zwraca uwagę na to, co się wokół niej dzieje. Mam wrażenie, że Rafe zupełnie zszedł na dalszy plan. Poznajemy również historię Kadena, która jest zaskakująca i przynajmniej w pewnym stopniu wyjaśnia jego przywiązanie do Vendy. Mało tego – okazuje się, że ci, którym powinno się najbardziej ufać, stają się niekiedy najbardziej niebezpieczni. A powiedzieć, że zakończenie jest zaskakujące, to… duże niedopowiedzenie. Wszystko to sprawia, że perspektywa kolejnej części wydaje się bardziej niż kusząca. Osobiście nie mogę się doczekać.

Zdradzieckie serce to powieść przede wszystkim o przetrwaniu, potem o zdradzie, a dopiero na końcu majaczy miłość, która wynagradza każdy trud.

Share this Post