PORADNIK PISANIA: Korzystamy z fiszek

fiszki
 

Dzisiaj piątek, więc przyszła pora na wznowiony cykl o pisaniu. Bardzo się cieszę, że padło akurat na ten temat, bo jestem niezwykle ciekawa waszego zdania. Czytajcie i komentujcie 🙂

Każdego, kto rozpoczyna pracę z tekstem, dosięga pewien uciążliwy problem. Do napisania książki, opowiadania, a nawet porządnego wypracowania potrzebny jest dobry plan. Jak ma go napisać pisarz, w którego głowie panuje chaos, a sceny nie chcą układać się w zgrabne epizody?

Bardzo nie lubię planowania posunięć moich bohaterów i wiem, że niektórzy w ogóle nie lubią pisać planów. Mam wielką ochotę puścić moje postaci samopas i patrzeć spokojnie na ich wyczyny. Musiałam jednak pokonać wewnętrzną niechęć do planów, bo pisanie tego, co w danym momencie w duszy gra, to amatorszczyzna. Należy jej się wystrzegać. Poza tym z dobrym planem mamy pewność, że z powieści nie powstanie zapętlone, pokręcone coś, czyli tak zwane masło maślane. Zapewniam również, że oszczędzi to dodatkowej pracy, bo zazwyczaj po takich niezaplanowanych wyskokach pisarz ma więcej błędów do poprawienia niż napisanego dobrze tekstu.

Niestety to nie wszystko, bo czasem nawet najlepszy plan, może stać się jednym wielkim niewypałem. Możesz opisać się na dwie strony, zaplanować wszystko i dopiąć na ostatni guzik, a tu… wpadłeś na lepszy pomysł. Plan spalił na panewce, a ty zmarnowałeś papier i długopis. Całe szczęście i na to jest sposób. Mnie pomogły samoprzylepne karteczki (tzw. fiszki). W pewnym momencie byłam tak zmęczona ciągłym wertowaniem zeszytu w poszukiwaniu gdzieś zapisanych informacji i przekręcaniu kartek (czy tylko mój zeszyt służący jako podręczny przewodnik po powieściach wygląda jak brudnopis?), że postanowiłam trochę sobie pomóc, zapisując plan mojej powieści na fiszkach.

Można na nich rozpisać poszczególne sceny i podzielić je na sceny główne i poboczne. Można również spisać na nich wszystkie wydarzenia i ułożyć w odpowiedniej kolejności. Dzięki temu wiadomo, co, gdzie i kiedy się wydarzyło i nie trzeba szukać wśród różnych zapisków. Oczywiście najlepsze w tym wszystkim jest to, że wystarczy zapisać jakieś słowa-klucze, by reszty domyślić się samemu. A wygląda to tak:

 

DSC 0550 - PORADNIK PISANIA: Korzystamy z fiszek

DSC 0551 - PORADNIK PISANIA: Korzystamy z fiszek
Droga do UkojeniaDroga do przebaczenia 


Na karteczkach zapisuję również sceny, których jeszcze nie opisałam i nie mam pojęcia, gdzie mogłyby się znaleźć w powieści. Tak spisane pomysły, wklejone do zeszytu, czekają na wykorzystanie, a ja nie muszę się martwić, że podstępnie umkną z mojej głowy. A w natłoku obowiązków zdarza się to bardzo często.

Fiszki mają jeszcze jedną zaletę, która pomaga w pracy pisarza. Dzięki przylepnej części można je dowolnie przykleić i ułożyć sceny, jak nam się żywnie podoba. Z napisanym na kartce planem jest to zwyczajnie niemożliwe, bo trzeba kreślić, przepisywać i w efekcie wychodzi z tego zabazgrana kartka. A fiszka? Spokojnie wędruje do kosza, a na jej miejsce przylepia się następną.

Dzięki karteczkom możemy dowolnie rozplanować wydarzenia w powieści, mając pewność, że się w nich nie pogubimy. Pisarz może względem swojego uznania podzielić je na odpowiednie grupy, w taki sposób, żeby to jemu ułatwiło pracę. Możecie mi nie wierzyć, ale to naprawdę działa, bo przecież pisarz to też człowiek i nie pamięta wszystkiego, co napisał. Musi sobie czasem przypomnieć, a fiszki idealnie sprawdzają się w roli przenośnej pamięci. I oczywiście plan nie ginie wśród reszty książkowych zapisków. Z daleka widać kolorowe, powiewające fiszki.

Teraz już nie potrafię obejść się bez fiszek, co widać na załączonych obrazkach. One bardzo ułatwiają mi pracę nie tylko podczas pisania, ale również nauki, czy codziennych obowiązków. A Wy jakie macie sposoby na planowanie i co sądzicie o fiszkach?

Za karteczki dziękuję Sylwce S., która po przeczytaniu artykuły wysłała mi wspaniały prezent, który już ochoczo wykorzystałam 🙂