Książkowi aferzyści, czyli bloger z pisarzem biorą się za bary

Świnia

Oj, zaraz się tu wszyscy na mnie pogniewają.

Pisarz to jednak „świnia”. Tylko taka z talentem. Tak miał brzmieć pierwszy tytuł tego wpisu i zdaję sobie sprawę, że pewnie przyciągnąłby rzeszę odbiorców. Uznałam jednak, że rzesza mi wcale do szczęścia niepotrzebna i nie chcę mieć tutaj śmietnika komentarzy, w którym zalazłabym pewnie piękne sformułowania, dotyczące mojego „niskiego” stylu, bo i takie się już zdarzały, gdy nie wstrzeliłam się w kanon. Trudno, każdy ma prawo czytać to, co mu najbardziej odpowiada.  Już widzę te rozgniewane miny autorów, ale uspokajam – pisarz pisarzowi nie równy i częściej dobiegają do mnie skargi blogerów. Wiem z własnego doświadczenia, że niektórym autorom można oddać serce i ma się pewność, że wróci nienaruszone. Może nawet silniejsze. Jeśli będę generalizować, to wiedzcie, że robię to jedynie wśród „pisarzy”. Cała reszta jest zaje… Szacuneczek.

Dlaczego jednak mam pisać jedynie o pisarzach? Blogerzy też mają swoje za uszami. Czasem mi samej trudno wybrać stronę, bo niby po której mam się opowiedzieć? Tej pisarskiej czy tej blogerskiej? Wiem, co to znaczy, być pisarzem, a jednocześnie wiem, z czym muszą się zmierzyć blogerzy. I jedno, i drugie moi drodzy jest warte funta kłaków, kokosów z tego nie będzie, a i sławę możecie sobie wsadzić w buty. Chyba że urodziliście się pod szczęśliwą gwiazdą, to wtedy mogę Wam jedynie pogratulować.

Uważam jednak, że pisarz z blogerem powinni być jak dwie połówki jabłka. Powinni się uzupełniać, wspierać i stawać za sobą murem. Dlaczego? Ponieważ pisarz pisze książkę, publikuje ją, bloger recenzuje, zachęca do kupienia, napędza sprzedaż i wszyscy są zadowoleni. Bloger, ponieważ zaistniał w sieci, a pisarz, bo jego powieść dobrze się sprzedaje. Wtedy się okazuje, że kłak do kłaka, jakiś funt zawsze wpadnie, a i sława już się w butach nie mieści. Rączka rączkę myje i wszyscy są zadowoleni. Działanie. Wstaniem z kanapy świata nie zawojujecie. Trzeba się nachodzi, żeby wychodzić. Dlaczego jednak wciąż napotykam w Internecie „Afery” z udziałem blogerów i autorów? Pisarze zarzucają blogerom jedynie chęć wyzysku w postaci papierowej książki, a blogerzy skarżą się na autorów, którzy nie potrafią przyjąć krytyki. I tak w kółko.

Trafiłam kiedyś na pewną rozmowę w sieci, którą prowadzili między sobą pisarze. Zamieszani również byli wydawcy. Skarżyli się oni na blogerów, którzy nie chcą przyjmować e-booków, a przecież powinni być tacy wdzięczni za to, że autor oraz wydawnictwo im je proponują i jeszcze napisać pochwalną recenzję, w której wyniosą na wyżyny najpierw autora, potem wydawnictwo, a na końcu napiszą coś o książce. Blogerzy podawali różne wymówki – brak czytnika, problemy ze wzrokiem itp. Bloger to Twój czytelnik, autorze! Dlaczego więc chcesz traktować go inaczej? Gorzej? Po co Twoja książka ma zaśmiecać księgarskie półki, skoro można zamieścić ją w chmurze jako e-booka? Nie musi pisać Ci recenzji, bo jeśli książka go zainteresuje, to ją sobie kupi, przeczyta i rzuci w kąt. Może go zwyczajnie nie interesuje, a wymówka ma Cię nie urazić? Pomyślałeś o tym?

Świnia
E-booka nie da się postawić na półce

Mam nieoparte wrażenie, że autorzy trochę z góry patrzą na blogerów, widząc ich jako jakieś dziwne stworzenia, które cichaczem wyewoluowały i tylko domagają się swoich praw. Niestety dzisiaj bloger ma władzę (i niech nikt nie mówi, że tak nie jest, czasy się zmieniły), bo jeśli Twoja książka do niego trafi, a ty zaleziesz mu za skórę, może się to źle skończyć. Możesz napisać arcydzieło, które jednak tak zostanie obsmarowane, że czytelnicy będą omijać je szerokim łukiem. Oczywiście to najgorsza opcja, która – mam nadzieję – nie jest praktykowana. Ja przynajmniej jeszcze nie spotkałam się z takim przypadkiem, a blogerzy zazwyczaj krytykują bardzo konstruktywnie. Zawsze może jednak zaleźć się jakiś wyjątek.

Pisarzu, wciel się na chwilę w blogera, jeśli nim nie jesteś. Myślisz, że my to robimy dla czystej przyjemności? Jasne, że kochamy czytać i robimy to z rozkoszą, której nam dostarczasz. Uwielbiamy jednak trzymać książkę w ręce, dotykać papieru, wąchać strony. Kochamy satysfakcję, która towarzyszy po przeczytaniu ostatniego słowa, a niemal w ekstazę wprawia nas widok przeczytanej książki, stojącej na półce. E-booka nie da się postawić na półce – mam nadzieję, że ta informacja Cię nie zaskoczyła. Jeśli więc bloger prosi Cię o książkę, to nie bądź świnią. Nie musisz obsmarowywać go w Internecie. Jeśli z jakiś powodów nie możesz dostarczyć mu książki, zaproponuj e-booka, wytłumacz, dlaczego tylko nim dysponujesz, jeśli odmówi – trudno, jego strata. Ty jednak możesz jedynie zyskać. Będą następni chętni.

Blogerze! Stań się na chwilę autorem jakiejś książki. Możesz o tym nie wiedzieć, ale żeby wydać książkę w naszym kraju, to najpierw zazwyczaj trzeba w nią włożyć całkiem sporo zielonych. Jeśli myślisz, że Ci się zwróci, to się mylisz. Nie zwróci się. Będziesz musiał żyć jedynie satysfakcją, że Twoja ciężka praca zaowocowała i masz na to namacalne dowody w postaci książki. I mogę Cię zapewnić, że na samym początku nie będziesz chciał się pozbywać swoich ukochanych egzemplarzy. Chciałbyś spędzić wieczność, gapiąc się na nie i podziwiając, jak pięknie wyglądają na półce. Wciel się również w wydawcę. Zauważ, że wydawnictwa w dzisiejszych czasach mają naprawdę ciężko – głównie te małe, które stawiają pierwsze kroczki. Zwyczajnie ich nie stać, by wszystkich blogerów wyposażyć w cudowny, piękny i jeszcze cieplutki egzemplarz danej książki.

Wydawcy, pisarze – ja nie mam czytnika. Ponadto jestem ślepa (naprawdę :)). Nie zawsze decyduję się na e-booka, ale czasem je czytam. Nie obrażajcie się, gdy jakiś bloger odmówi. Blogerzy, zrozumcie. Czasem musimy obejść się smakiem – ktoś nie czyta, by czytać mógł ktoś. Jakby nie patrzeć jesteśmy od siebie zależni, a takie kłótnie sprawiają, że każdy z nas staje się świnią. Nie z wyglądu. Nawet może nie z zachowania. W takich momentach wychodzi z nas jednak świnia.

Tylko z talentem…

Ale spokojnie… To bardzo ładne zwierzę!

 

  • Marysia w Krainie Czarów

    Całe szczęście, że jestem szarą zwykłą czytelniczką 😉 Nie wdaję się w afery, czytam dla przyjemności, nawet nie prowadzę bloga 😀 Czasem je jednak czytam, ale do tej pory omijałam wpisy niezwiązane z recenzjami ksiązek. Z tego co widzę, temat jest dużo głębszy…
    Pozdrawiam

    • Katarzyna Łochowska

      Oooo… Już nie pamiętam, kiedy nie prowadziłam bloga 😀 Może kiedyś się skusisz. Gdzieś trzeba uzewnętrzniać emocje czytelnicze 😉

  • ale… bloger nie ma żadnej władzy xD Poza tymi „dużymi” blogerami ich zdanie się nie liczy. Czasy się zmieniają bezustannie: blogi powoli odchodzą w zapomnienie, to youtube teraz jest istotny, nie jakiś blogspot, czy wordpress. Jasne, że takie recenzje potrafią znaleźć czytelnika, zachęcić kogoś, ale „nasz” zasięg jest w gruncie rzeczy marginalny.

    • Katarzyna Łochowska

      Nie powiedziałabym… Przynajmniej tego mnie studia nauczyły 😉 Jasne, że początkujący blogerzy nie mogą przebić się przez natłok już nagromadzonych stron, ale weź pod uwagę, że są również inne portale książkowe, gdzie możesz wystawić opinię i może akurat to Twoja ocena będzie mieć wpływ na wybór potencjalnego czytelnika. Ci „duzi” blogerzy również zaliczają się do „nas” i szczerze powiem, że to właśnie oni zazwyczaj mają najwięcej problemów. To to właśnie od nich wymaga się najwięcej, ma się wiele oczekiwań, by na koniec dowiedzieć się, że jednak nie mogą spełnić wszystkich (i to oni nagłaśniają afery). Jeśli chodzi o YouTuba, to on owszem jest istotny, ale przejmuje rolę mediów tradycyjnych (radia i Tv), blogi póki co są bezpieczne 😉 Blogowanie w tym momencie nie ogranicza się do strony internetowej. Możesz blogować jedynie na Facebooku czy Instagramie i to będzie pewnien rodzaj bloga.

  • Ogromnym szczęściem mnie te afery na razie omijają szerokim łukiem i trafiają mi się sami naprawdę mili autorzy do współpracy bezpośrednio z nimi, a czasem nawet dostaję podziękowania od tych, których książki kupiłam sobie sama 😉

    • Katarzyna Łochowska

      Gratuluję. To naprawdę miłe, gdy autor docenia w ten sposób recenzenta. Niech afery omijają jak najdłużej, bo wiadomo, że nie jest to przyjemne ani dla blogera, ani dla autora. Czasem ostrzejsza (nienagłośniona) wymiana zdań, może podnieść ciśnienie, a co dopiero, gdy sprawa ujrzy światło dzienne i wypłynie w Internecie. To naprawdę jest nieprzyjemne.
      Nie znam z autopsji – całe szczęście – ale mam wielu znajomych, którzy wdali się w taki konflikt.

      • Mogłam trafić na jedną, ale zostałam w porę ostrzeżona 😉 A u moich znajomych kończyło się to raczej na wymianie emaili i ostrzeżeniu nas, żeby nie przyjmować propozycji od tego autora, bo nie ma za grosz samokrytyki.

  • Uważam że problem leży w jeszcze jednym miejscu. Nie chodzi tutaj o to kto chce papierowe a kto elektroniczne książki. Trzeba pamiętać że wiele wydawnictw udostępnia blogerom książki daleko przed premierą przez co nie są one do końca zredagowana i liczy na ewentualne odnalezienie błędów których sami nie dostrzegli. Dlatego wersja elektroniczna jest rozwiązaniem. Ważne jest również co recenzujemy i jak. Ostatnio znalazłem w jednej z facebookowych grup wypowiedz pewnego pisarza który jeździł po wszystkich blogerach za to ze nie podoba się im ich książka. argumentował to tym że poświęcił wiele godzin, żeby ja napisać, a ktoś śmie twierdzić że mu się nie podoba. Tak być nie powinno. Każdy twórca autor i to nie mówię tylko o pisarzach powinien być przygotowany na krytykę. Ale jaką? Konkretną. A nie jak w przypadku wielu bloggerów usłyszeć że się nie podoba bo tak. Tak trzeba wysunąć konkretne argumenty. Bloger to też czytelnik. A od czytelników pisarze dużo mogą się nauczyć. Niestety każdy kij ma też dwa końce. Blogerze czy Youtuberzy nie są świadomi jak wielka siłę mają. Każda negatywna opinia to zasianie lęku w czytelniku. Książki nie są tanie ludzie nie chcą kupować czegoś co im się nie podoba dlatego sięgają po recenzje ale to co nie podoba się jednemu nie musi się również nie podobać drugiemu. Bardzo często w moich recenzjach pisze, że muszą sami przeczytać żeby się przekonać. Wracając do ebooków to są one przyszłością literatury. Wydawcom łatwiej takie wysłać niż wersję papierową. Pomyślcie ile kosztuje wysłanie jednej książki kilka złotych ale pomnóżcie to przez setkę blogerów. To są comiesięczne gigantyczne koszty. Same czytniki nie są drogie sam się o tym przekonałem. I mimo że od lat na nich czytam wzrok mi się nie popsuł.

    • Chyba wiem o jakiego autora chodzi 😀 Jego posty i późniejsze komentarze, to dla mnie był śmiech na sali ^^

    • Katarzyna Łochowska

      Wow… Dziękuję za taką wypowiedź. Bardzo konkretna i ja również się pod nią podpisuję. Osobiście uważam, że dla autora nie ma nic lepszego nie KONSTRUKTYWNA krytyka. Napisane drukowanymi, bo właśnie to słowo jest tutaj kluczowe. Jeśli w recenzji ktoś konstruktywnie krytykuje, autor nie ma prawa takiej osoby znieważać. Taka recenzja może mu się jedynie przysłużyć, a jeśli sobie weźmie rady do serca, to może w przyszłości stworzy prawdziwe arcydzieło 🙂 Jeśli chodzi o czytelników… To sama jestem taką osobą, która przed zakupem książki (jeśli nie mogę się zdecydować) przeczytam każdą możliwą recenzję, by dowiedzieć się, czy warto wydać na nią pieniądze. Niestety książki nie tanieją. Jeśli chodzi o wspomnianego autora… Każdy pisarz musi włożyć masę czasu i pracy, by napisać książkę. Jednym się podoba, innym nie. Taka kolej rzeczy 🙂

  • śmietnik komentarzy za to, ze wyraziłam swoją opinię na temat współprac przeżyłam i mnie takie komentarze wręcz śmieszyły. Co to tematu, to niestety, coraz częściej natrafiam na dramy, najczęściej na facebooku, no i powiem tak, przy jednej sytuacji się zgadzałam z blogerami, bo autor publicznie obrażał blogera za to, że kupił jego książkę, znalazł czas by ją przeczytać i napisać o niej recenzję, która była średnio pochlebna, ale nie mieszała jej z błotem. Druga zaś sytuacja była o jakieś kradzieży pomysłu i blogerka w ramach „zemsty” oczerniła autorki na różnych forach książkowych, co bardzo źle wpłynęło na ich twórczość, a blogerka zrobiła z siebie wielką ofiarę. Tutaj wiadomo, że stanę po stronie autorek, bo swoje problemy rozwiązuje się prywatnie, a nie na forach.

    • Katarzyna Łochowska

      Ja zazwyczaj staram się w takich sytuacjach poznać dwie strony sporu. Czasem się zdarza, że obie strony zawiniły bardzo, a jednak zgania na drugą. Przykre…

  • quotek

    Jak ktoś jest ślepy (jak ja na przykład) to tym bardziej powinien zainwestować w czytnik. Czytnik, zwłaszcza z podświetleniem, to błogosławieństwo i ulga od przedziwnych czcionek różnej wielkości – w czytniku ustawiasz sobie większa, mniejsza i nawet ślepa komenda może wygodnie czytać. A i półek niepotrzebnie nie zawala, bo ilez tych książek papierowych mozna miec. U mnie stoi pewnie tysiąc z okładem i starczy.

    • Katarzyna Łochowska

      Podobno niektórym wciąż mało (książek) 🙂 Nad czytnikiem się zastanawiałam, ale z drugiej strony nie czytam aż tak wiele e-booków, by w niego inwestować. Do książek elektronicznych, które czytam, w zupełności wystarczy mi komputer lub tablet. Ponadto tak się zastanowiłam i mi wyszło, że większość czasu (cóż zrobić, taka praca) i tak spędzam przed komputerem, więc czytnik mnie przed ślepotą nie uratuje 😀 Może kiedyś sobie sprawię na urodziny. To jest myśl!

  • Tomasz Fijałkowski

    Samo zdanie: „Pisarzu, wciel się na chwilę w blogera, jeśli nim nie jesteś. Myślisz, że my to robimy dla czystej przyjemności?” kompromituje całą blogosferę książkową bardziej niż niekompetentne wpisy, brak wiedzy o literaturze i inne grzechy. To jedno zdanie odsłania prawdziwe intencje blogera, który nie chce przede wszystkim zapisać swoich wrażeń, podzielić się z innymi z czystej bezinteresownej potrzeby pokazania własnych fascynacji czytelniczych. Nie, on chce błyszczeć, on chce mieć „lajki” i „ruch na blogu.”

    Zamieniliście motywację wewnętrzną (czysta bezinteresowna potrzeba czytania i dzielenia się wrażeniami) na jakąś maszkarę, w której fetyszyzujecie w infantylny sposób nośnik (papier pachnie, okładka ślicznie na półce się komponuje z moim kotem) i fetyszyzujecie nowości. Nie istnieją dla Was książki wydane w ubiegłych dekadach, nie mówię nawet o wieku XX lub XIX (wiecie, czasy rycerzy i smoków). Nowe, nowe, nowe – wydawco, dej ksionżke, mam horom curke.

    Poza tym pisarze doskonale sobie bez Was poradzą. Nie, nie jesteście partnerami dla pisarzy. Nigdy nie byliście. Byli dla nich zawodowi krytycy, redaktorzy pism kulturowych etc. Wy nigdy.

    Najlepiej będzie, jeżeli skupicie się na szeroko pojętej edukacji czytelników Waszych blogów. Poprowadzicie ich (i samych siebie również) ścieżkami literatury, szukajcie czegoś więcej niż tanie lub drogie zachwyty. Uczcie się i innych odczytywać sensy tekstów. Jeżeli naprawdę kochacie czytać (w co nie wątpię raczej), to pogódźcie się z Waszym miejsce w „literaturze”. Nie znaczycie wiele, ale i tę skromną półkę można wypełnić ciekawymi tekstami, które powiedzą coś wartościowego innym czytelnikom. Nie pisarzom i nie wydawcom. Oni w większości mają w nosie Wasze opinie.

    Tak więc przestańcie chodzić na koturnach i załóżcie domowe kapcie. Piszcie przede wszystkim dla siebie. Jak będziecie robić to dobrze, inni Was w końcu znajdą, a kilku być może doceni.

    • Tomek, ja tam odgrzebuję takie starocie, że zaryzykuję stwierdzenie, że niektóre mogą już występować w pojedynczych egzemplarzach 😉

      • Tomasz Fijałkowski

        Ja wiem i podziwiam zapał. Serio. Bardzo cenne jest to, co robisz.

    • Fantastyczna opinia! Podpisuję się pod nią obiema rękami.

  • Księgozbiór Kasiny

    Oj myślę, że obydwie strony mają swoje za uszami.. Ale najważniejsze jest to, żeby jednak obydwie strony się nawzajem szanowaly…

    • Katarzyna Łochowska

      Pewnie… Trzeba zawsze znaleźć złoty środek, jeśli chce się mieszać do sporu. Tu nie chodzi o sam konflikt, ponieważ czasem jest on nieunikniony. Tu chodzi o dialog, który często pozostawia wiele do życzenia…

  • Maciej Ślużyński

    Dobrze, ale co ma zrobić oficyna, która publikuje wyłącznie ebooki? Taka jak na przykłąd https://www.facebook.com/RW2010pl/ Jest skazana na brak recenzji, czy mamy wydrukować kilka egzemplarzy, żeby blogerzy mogli sobie coś postawić na półce? A tak przy okazji – fakt, że ebooka nie można postawić na półce jest dla mnie jedną z największych jego zalet 😛

    • Katarzyna Łochowska

      Jeżeli ktoś nawiązuje współpracę z taką oficyną, to chyba jest przygotowany na warunki współpracy. Doszły do mnie słuchy, że wszyscy uczepili się tych nieszczęsnych e-booków, które na dobrą sprawę stają się przyszłością (lub już się stały), biorąc pod uwagę to, co dzieje się na rynku książki. Pewnie rewolucja e-bookowa nie nastąpi z dnia na dzień, papierowe książki wciąż będą drukowane, ale… kto wie jak będzie za kilka kilkadziesiąt lat. Ja sama czytam je bardzo chętnie, co w sumie napisałam. Historia z e-bookami posłużyła mi jedynie za przykład dialogu między pisarzami a blogerami, którego byłam świadkiem. Nawet jeżeli słyszałam o jakiś innych przypadkach, to sama w nich nie brałam udziału, więc nie zamieściłam ich w tekście (komentator wyżej opisał taki przypadek). Tekst nie ma na celu pokazać, że e-booka nie da się postawić na półce (swoją drogą ja natomiast jestem miłośniczką papieru – czyli są i tacy, i tacy :)) Dlaczego ktoś ma (przykładowo) oczerniać mnie w Internecie dlatego, że nie chcę przeczytać jego książki, skrytykowałam go konstruktywnie lub zwyczajnie nie chcę jego ebooka, bo czas mi nie pozwala na czytanie kolejnej książki?

  • Ewelina Gry w Bibliotece

    Chyba zaczynam się cieszyć, że mam małego bloga, zero współprac, że czytam co lubię, odgrzebuję starocie w antykwariacie i je recenzuję… ten „wielki świat” z jego brudami mnie trochę przeraża 🙂 Ostatnio zauważyłam fenomen agresywnego podejścia niektórych polskich pisarzy fantastycznych do blogerów, którzy nie-daj-Boże ośmielą się napisać negatywną opinię na temat ich książek… Zresztą, co tu dużo szukać, na jednej z recenzenckich grup fejsbukowych pewien autor ostatnio obsmarowywał kolektywnie wszystkich blogerów – leciały bardzo konkretne epitety. Zastanawiałam się wtedy, skąd aż taki brak jakiejkolwiek pokory? Wiem, że blogerzy też mają swoje za uszami, ale umówmy się, stanowią próbkę ogółu czytelników, więc miło byłoby, gdyby autorzy podchodzili do nich z szacunkiem, nie…?