Katarzyna Łochowska/ Wrzesień 18, 2017/ Z ŻYCIA PISARZA

Oj, zaraz się tu wszyscy na mnie pogniewają.

Pisarz to jednak „świnia”. Tylko taka z talentem. Tak miał brzmieć pierwszy tytuł tego wpisu i zdaję sobie sprawę, że pewnie przyciągnąłby rzeszę odbiorców. Uznałam jednak, że rzesza mi wcale do szczęścia niepotrzebna i nie chcę mieć tutaj śmietnika komentarzy, w którym zalazłabym pewnie piękne sformułowania, dotyczące mojego „niskiego” stylu, bo i takie się już zdarzały, gdy nie wstrzeliłam się w kanon. Trudno, każdy ma prawo czytać to, co mu najbardziej odpowiada.  Już widzę te rozgniewane miny autorów, ale uspokajam – pisarz pisarzowi nie równy i częściej dobiegają do mnie skargi blogerów. Wiem z własnego doświadczenia, że niektórym autorom można oddać serce i ma się pewność, że wróci nienaruszone. Może nawet silniejsze. Jeśli będę generalizować, to wiedzcie, że robię to jedynie wśród „pisarzy”. Cała reszta jest zaje… Szacuneczek.

Dlaczego jednak mam pisać jedynie o pisarzach? Blogerzy też mają swoje za uszami. Czasem mi samej trudno wybrać stronę, bo niby po której mam się opowiedzieć? Tej pisarskiej czy tej blogerskiej? Wiem, co to znaczy, być pisarzem, a jednocześnie wiem, z czym muszą się zmierzyć blogerzy. I jedno, i drugie moi drodzy jest warte funta kłaków, kokosów z tego nie będzie, a i sławę możecie sobie wsadzić w buty. Chyba że urodziliście się pod szczęśliwą gwiazdą, to wtedy mogę Wam jedynie pogratulować.

Uważam jednak, że pisarz z blogerem powinni być jak dwie połówki jabłka. Powinni się uzupełniać, wspierać i stawać za sobą murem. Dlaczego? Ponieważ pisarz pisze książkę, publikuje ją, bloger recenzuje, zachęca do kupienia, napędza sprzedaż i wszyscy są zadowoleni. Bloger, ponieważ zaistniał w sieci, a pisarz, bo jego powieść dobrze się sprzedaje. Wtedy się okazuje, że kłak do kłaka, jakiś funt zawsze wpadnie, a i sława już się w butach nie mieści. Rączka rączkę myje i wszyscy są zadowoleni. Działanie. Wstaniem z kanapy świata nie zawojujecie. Trzeba się nachodzi, żeby wychodzić. Dlaczego jednak wciąż napotykam w Internecie „Afery” z udziałem blogerów i autorów? Pisarze zarzucają blogerom jedynie chęć wyzysku w postaci papierowej książki, a blogerzy skarżą się na autorów, którzy nie potrafią przyjąć krytyki. I tak w kółko.

Trafiłam kiedyś na pewną rozmowę w sieci, którą prowadzili między sobą pisarze. Zamieszani również byli wydawcy. Skarżyli się oni na blogerów, którzy nie chcą przyjmować e-booków, a przecież powinni być tacy wdzięczni za to, że autor oraz wydawnictwo im je proponują i jeszcze napisać pochwalną recenzję, w której wyniosą na wyżyny najpierw autora, potem wydawnictwo, a na końcu napiszą coś o książce. Blogerzy podawali różne wymówki – brak czytnika, problemy ze wzrokiem itp. Bloger to Twój czytelnik, autorze! Dlaczego więc chcesz traktować go inaczej? Gorzej? Po co Twoja książka ma zaśmiecać księgarskie półki, skoro można zamieścić ją w chmurze jako e-booka? Nie musi pisać Ci recenzji, bo jeśli książka go zainteresuje, to ją sobie kupi, przeczyta i rzuci w kąt. Może go zwyczajnie nie interesuje, a wymówka ma Cię nie urazić? Pomyślałeś o tym?

Świnia

E-booka nie da się postawić na półce

Mam nieoparte wrażenie, że autorzy trochę z góry patrzą na blogerów, widząc ich jako jakieś dziwne stworzenia, które cichaczem wyewoluowały i tylko domagają się swoich praw. Niestety dzisiaj bloger ma władzę (i niech nikt nie mówi, że tak nie jest, czasy się zmieniły), bo jeśli Twoja książka do niego trafi, a ty zaleziesz mu za skórę, może się to źle skończyć. Możesz napisać arcydzieło, które jednak tak zostanie obsmarowane, że czytelnicy będą omijać je szerokim łukiem. Oczywiście to najgorsza opcja, która – mam nadzieję – nie jest praktykowana. Ja przynajmniej jeszcze nie spotkałam się z takim przypadkiem, a blogerzy zazwyczaj krytykują bardzo konstruktywnie. Zawsze może jednak zaleźć się jakiś wyjątek.

Pisarzu, wciel się na chwilę w blogera, jeśli nim nie jesteś. Myślisz, że my to robimy dla czystej przyjemności? Jasne, że kochamy czytać i robimy to z rozkoszą, której nam dostarczasz. Uwielbiamy jednak trzymać książkę w ręce, dotykać papieru, wąchać strony. Kochamy satysfakcję, która towarzyszy po przeczytaniu ostatniego słowa, a niemal w ekstazę wprawia nas widok przeczytanej książki, stojącej na półce. E-booka nie da się postawić na półce – mam nadzieję, że ta informacja Cię nie zaskoczyła. Jeśli więc bloger prosi Cię o książkę, to nie bądź świnią. Nie musisz obsmarowywać go w Internecie. Jeśli z jakiś powodów nie możesz dostarczyć mu książki, zaproponuj e-booka, wytłumacz, dlaczego tylko nim dysponujesz, jeśli odmówi – trudno, jego strata. Ty jednak możesz jedynie zyskać. Będą następni chętni.

Blogerze! Stań się na chwilę autorem jakiejś książki. Możesz o tym nie wiedzieć, ale żeby wydać książkę w naszym kraju, to najpierw zazwyczaj trzeba w nią włożyć całkiem sporo zielonych. Jeśli myślisz, że Ci się zwróci, to się mylisz. Nie zwróci się. Będziesz musiał żyć jedynie satysfakcją, że Twoja ciężka praca zaowocowała i masz na to namacalne dowody w postaci książki. I mogę Cię zapewnić, że na samym początku nie będziesz chciał się pozbywać swoich ukochanych egzemplarzy. Chciałbyś spędzić wieczność, gapiąc się na nie i podziwiając, jak pięknie wyglądają na półce. Wciel się również w wydawcę. Zauważ, że wydawnictwa w dzisiejszych czasach mają naprawdę ciężko – głównie te małe, które stawiają pierwsze kroczki. Zwyczajnie ich nie stać, by wszystkich blogerów wyposażyć w cudowny, piękny i jeszcze cieplutki egzemplarz danej książki.

Wydawcy, pisarze – ja nie mam czytnika. Ponadto jestem ślepa (naprawdę :)). Nie zawsze decyduję się na e-booka, ale czasem je czytam. Nie obrażajcie się, gdy jakiś bloger odmówi. Blogerzy, zrozumcie. Czasem musimy obejść się smakiem – ktoś nie czyta, by czytać mógł ktoś. Jakby nie patrzeć jesteśmy od siebie zależni, a takie kłótnie sprawiają, że każdy z nas staje się świnią. Nie z wyglądu. Nawet może nie z zachowania. W takich momentach wychodzi z nas jednak świnia.

Tylko z talentem…

Ale spokojnie… To bardzo ładne zwierzę!