PARSZYWA TRZYNASTKA: W innym wymiarze z Deep`em, Dożywociem i… Rhysem

1fe17bbf256766db8fa0cfeb3831ee2f24e103b3 - PARSZYWA TRZYNASTKA: W innym wymiarze z Deep`em, Dożywociem i... Rhysem

Nim się obejrzałam, nastała już połowa października. Wakacje się skończyły, a ja znów wylądowałam w Olsztynie. Ech… Powrót do szarej rzeczywistości nigdy nie jest łatwy. Na szczęście mam doskonałą lekturę i przekazuję ją Wam. Mówię oczywiście o Parszywej Trzynastce, a dla tych, którzy jeszcze się nie obudzili, to informuję, że dziś wypada trzeci piątek miesiąca. Kiedy to zleciało?

Na Nałogowym dzisiaj gości Ula Partyka z bloga Drzwi do innego wymiaru. Nie zapomnijcie przy okazji do niej zajrzeć, a teraz zaczynamy odliczanie 😉

#1

Co jest najważniejszą rzeczą, której się do tej pory nauczyłaś?

Nie warto uszczęśliwiać ludzi na siłę. Życie jest na to za krótkie. Nie ma sensu udawać kogoś, kim się nie jest tylko dlatego, że inni tego od nas oczekują. To strata czasu. Jeśli jest się dla kogoś ważnym, to właśnie za to, jakim tak naprawdę jest się człowiekiem. A jeśli ktoś nie akceptuje nas w całości, razem z naszymi wadami i niedoskonałościami, to niech idzie w diabły. Nie ma ludzi doskonałych, a ideały są nudne – o tym musimy pamiętać 🙂

#2

Przychodzi do Ciebie Cinda Williams Chima. Co jej mówisz?

Zaczęłabym od czegoś w stylu: „O pani droga, a któż tak pani spartaczył najnowszą książkę?”, a później zapewne rozgorzałaby gorąca dyskusja o tym, czemu smoki w Zaklinaczu zachowują się jak szczeniaczki poddane narkozie, gdzie się podziała magia i akcja, którą obiecywano, że znajdę w tej książce, oraz jak załatać te nawet nie dziury, a przepaście w logice i spójności całej historii ukazanej w Zaklinaczu ognia. Pozwólcie jednak, że ograniczę się tylko do pierwszego zdania tej rozmowy i oszczędzę wam całej reszty, dobrze?

#3

Z jakiego swojego dotychczasowego osiągnięcia jesteś najbardziej dumna?

Powieje powagą, ale trzy lata temu miałam operację i to pieruńsko poważną. W zasadzie była to największa operacja na brzuch, jaką można wykonać, niebędąca przeszczepem. Mówiono mi, że spędzę w szpitalu miesiąc, o ile wszystko pójdzie dobrze, a jeśli pójdzie źle, to nawet więcej. Cóż, lekarze chyba nie wzięli pod uwagę, z kim mają do czynienia. Po dwóch i pół tygodnia leżałam już sobie w domu. Po miesiącu śmigałam po rzeszowskich galeriach. Olałam nauczanie indywidualne i od trzech lat, pomimo utrudnień, jestem w czołówce najlepszych uczniów w klasie. Zaliczyłam trzytygodniowy staż w Hiszpanii. Żyję najbardziej, jak tylko się da, chociaż konsekwencje operacji zostaną ze mną do samego końca. I to jest właśnie osiągnięcie, z którego jestem najbardziej dumna – udało mi się udowodnić sobie i światu, że wcale nie trzeba mieć kompletu organów wewnętrznych, aby żyć i szukać szczęścia. Pokazałam, żem twarda baba, a nie jakieś wątłe dziewczę. Wywalczyłam sobie całkiem niczego sobie egzystencję i walczę o nią każdego dnia. I się nie poddam – na pohybel chorobie!

#4

Skoro życie jest takie krótkie, to dlaczego robimy tak wiele rzeczy, których nie lubimy?

Świetne pytanie! Cóż, nikt nie powiedział, że życie jest sprawiedliwe. Czasami trzeba sobie upaćkać ręce po same łokcie, żeby później móc z dumą spojrzeć na to, co się osiągnęło. Nikt nie mówił, że będzie łatwo. Poza tym wydaje mi się, że jeśli nasze życie składałoby się z samych pozytywów, to zwyczajnie byśmy ich nie doceniali. Stałyby się dla nas czymś powszednim, normalnym i pewnym. Wydaje mi się, że dzięki temu, że czasami jesteśmy zmuszeni zrobić coś, czego szczerze nie lubimy, to później robiąc coś, co sprawia nam przyjemność, frajda, jaką czerpiemy z tej czynności, jest jeszcze większa. Bo życie jest słodko-gorzkie, a dzięki temu wyraziste i… ciekawe 😉

#5

Obowiązek, przyjemność, odskocznia – czym jest dla Ciebie prowadzenie bloga?

Na pewno nie obowiązkiem. To mi się jakoś nieprzyjemnie kojarzy, a moje Drzwi to miejsce, w którym na nieprzyjemności nie ma placu. Założyłam je spontanicznie i do dziś uważam, że była to jedna z najlepszych decyzji podjętych bez zastanowienia. Pisząc, robię dobrze sobie i (mam nadzieję) innym, więc zdecydowanie prowadzenie bloga jest dla mnie przyjemnością. Co do odskoczni… może po części też, chociaż skoro wszyscy dookoła mnie wiedzą o tym blogu, to ciężko tu mówić o jakimś konkretnym oddaleniu się od otaczającego mnie świata 😉

#6

Jakie jest Twoje najszczęśliwsze wspomnienie z dzieciństwa?

Szczerze powiedziawszy, dzieciństwo wspominam jako pasmo siniaków i obdartych kolan, ale każdą z tych „krwawych” przygód wspominam pozytywnie. Taki tam mały dziecięcy survival. Zdarzyło się jednak kilka sytuacji, które nie zakończyły się rozlewem krwi. A takim moim najszczęśliwszym wspomnieniem, jest może nie tyle konkretne wydarzenie, a raczej rzecz, o którą prosiłam tatę tygodniami, aż w końcu się zgodził i na (bodajże) piąte urodziny spełnił moją prośbę… budując mi na podwórku domek. Taki prawdziwy, najprawdziwszy drewniany domek, z oknem i schodkami, z koralikami zwisającymi z framugi (bo nie miał on drzwi). W domku miałam tekturowe i metalowe półki, takie ze sklepu mojej mamy, miałam tapczan i masę zabawek. Kurczę, dla pięciolatki to było spełnienie marzeń. A kiedy babcia w lecie szła ze mną i z moim starszym bratem spać w tym domku, byłam najszczęśliwszą i najbardziej „dorosłą” dziewczynką w mieście. W końcu, która pięciolatka śpi poza domem bez rodziców? 😉

#7

Papier czy e-book? I dlaczego nie to drugie?

Jeśli musiałabym wybierać, to biorę książkę. Bo lubię uczucie, które towarzyszy trzymaniu w dłoniach nieznanego. Bo lubię słyszeć szmer przewracanych stron. Bo mam fetysz kiziania okładek, co z e-bookiem jest niewykonalne. Bo kocham zapach napalm… papieru o poranku. To chyba wszystko. Więcej „bo” nie pamiętam 😉

#8

Kładziesz się spać. Okazuje się, że jakimś cudem przeniosłaś się w czasie i jest rok 2117. Jak według Ciebie może wyglądać świat?

Opcje są dwie: albo świat doszczętnie się zawalił, wyniszczyły go spory i wojny, kontynenty szlag trafił, państwa upadły, no i generalnie zapanowałby chaos i istny rozpiernicz, aaaalbo…

Świat ruszył naprzód, odkryto lekarstwo na raka, AIDS i wszystkie inne schorzenia, samochody zaczęłyby latać, wszędzie wprowadzono by sztuczną inteligencję, w każdym domu roiłoby się od zmechanizowanych urządzeń, telewizja przeszła do lamusa na rzecz Internetu. Hmmm… Kojarzycie bajkę o Jetsonach? Mniej więcej tak widzę świat za sto lat 😉

#9

Czy jesteś osobą, z którą chciałabyś się zaprzyjaźnić?

Myślę, że tak. Wprawdzie byłaby to przyjaźń pełna wzlotów i upadków, a równie dobrze można by tę relację nazwać testem wytrzymałości psychicznej, bo niezła ze mnie cholera, ale za to wierna i wytrwała, a do tego szczera (czasami do bólu). Tak, więc jeśli kiedyś stanie mi na drodze moja wierna kopia, to coś czuję, że się polubimy. Albo wygryziemy sobie oczy. Jedno z dwóch – to na pewno 🙂

#10

Masz do wyboru wszystkich ludzi na świecie – kogo zaprosisz na obiad?

O Święty Barnabo, ale że jedną osobę? Nieeee, obiady się je rodzinnie, więc i do stołu wypada zaprosić kilka osób 😀 Tak więc na pewno nie wyobrażam sobie obiadu bez Johnny’ego Deep’a, a jako że ma on dobre wtyki u piratów, to pewnie załatwiłby świeże owoce morza ;). Przy stole na sto procent znalazłby się też Cezary Pazura. Żeby było inteligentnie i z humorem. Coby nie zabrakło elementu książkowego, to jakoś ściągnęłabym na Podkarpacie Rhysa z Dworu mgieł i furii. I chrzani mnie, że to postać fikcyjna. Bez niego nie jem, o! A żeby zachować równowagę płci pięknej i płci pięknej-mniej, to po mojej prawicy posadziłabym Emilie Clarke i Lily Collins. Bo obie zaliczają się do grona moich ulubionych aktorek, bo są piękne i bo… kurcze, bo sama Rhysowi rady nie dam 😀

Dodatek od Nałogowego: Ja przyjdę z Rhysem. Obiecuję, że będzie grzeczny 😀

#11

Czy chciałabyś mieć umiejętność czytania w myślach? Tak czy nie? Dlaczego?

Uuu, z tym pytaniem trafiłaś. Bo wiecie, z jednej strony fajnie by było czasami poszperać komuś pod włosami (i nie chodzi mi tu o wyskubywanie wszy i łupieżu. Fuj!), ale co jeśli okaże się, że moja pani od geografii (kobiecina już koło pięćdziesiątki) omawiając na lekcji orogenezę alpejską myśli sobie o perwersyjnych figlach z panem z biblioteki? A jeśli chłopak będzie szykował dla mnie niesamowitą niespodziankę, a ja mu się bez pukania właduję do myśli i spartaczę całe jego starania? Kurcze, na dobrą sprawę chyba wolałabym ograniczyć moje czytelnicze umiejętności do czytania książek. Myśli niechaj zostaną zakazanym i niedostępnym owocem. Tak jest lepiej. Tak jest dobrze 😉

#12

Dowolna książka wciąga Cię do swojego świata. Co to za książka i dlaczego akurat ta?

Dobra, to teraz pora przetrząsnąć przeczytane książki, odrzucić wszystkie nazbyt niebezpieczne, wykluczyć te z psychopatami i mordercami i gwałcicielami, skreślić te nudne i nijakie… cholera jasna! Czemu ja tak bardzo lubię książki pełne krwi i flaków, a do wojaczki i mordu nie mam za grosz smykałki? ;”) Chwała niebiosom jest jeszcze Dożywocie Marty Kisiel! Może nie ma tu jakiejś wielkiej egzotyki, erotyki nie ma za grosz, nie ma smoków, krwi i flaków, ale jest tak pieruńsko dużo śmiechu, tak wiele miłości, przygód i wpadek, że chyba nie ma książki, do której świata pasowałabym bardziej. Dajcie mi tydzień, a gwarantuję wam, że zbiję pionę z macką Krakersa, stanę się muzą Szczęsnego, no a z Lichem ramię w ramię będę doprowadzać Konrada do szału. Mówię Wam: w graniu na nerwach jestem nie do przeskoczenia. Tata potwierdzi 😀

#13

Miłość to…

Mogłabym pobawić się w tworzenie definicji albo tłumaczenie miłości poprzez wzory chemiczne i inne cuda… ale jakoś od razu napatoczył mi się do łba cytat z któregoś tomu Wiedźmina Sapkowskiego (nie bijcie, pojęcia nie mam, w którym to być mogło, za to zapamiętałam go ładne parę lat temu i nadal należy do moich ulubieńców <3) Szło to tak: „O miłości wiemy niewiele. Z miłością jest jak z gruszką. Gruszka jest słodka i ma kształt. Spróbujcie zdefiniować kształt gruszki.” 😉

Co powiedzie o kolejnej odsłonie Parszywej Trzynastki? Zachęcam do odwiedzenia bloga Uli – można na nim znaleźć wiele ciekawych recenzji. I oczywiście piszcie w komentarzach, które parszywe pytanie przypadło Wam do gustu.