Katarzyna Łochowska/ Sierpień 28, 2017/ TO SIĘ OGLĄDA!

Przyznaję się. Możecie wykonać wyrok bez orzekania winy. Oglądam koreańskie dramy i jest mi z tym bardzo dobrze. Nie jestem jednak sama. Mam wspólnika, który mnie wciągnął. Powołuję na świadka Gosiarellę, która mnie do tego nakłoniła. Dowody znajdziecie na jej blogu, ale ostrzegam, że każdy wpis jest radioaktywny. To wirus. Wnika w człowieka, siejąc spustoszenie i zmuszając do włączenia kolejnego odcinka. Ja już się zaraziłam, ale Wy macie jeszcze nieskalane duszyczki. Ratujcie się, póki możecie.

A tak całkiem serio – rzeczywiście oglądam koreańskie dramy (po naszemu można nazwać to serialem). Zaczęłam kilka miesięcy temu, wcześniej przypadkowo wpadając na wpis Gosiarelli (składam dziękczynne pokłony). Zaczęłam to robić, ponieważ brakowało mi zajęcia. Możecie teraz wytrzeszczać oczy, bo w końcu nie prowadziłam bloga, zmagałam się z licencjatem, a ponadto nie pisałam żadnej książki. Tak, brakowało mi zajęcia, które zajęłoby mój mózg na tyle, bym nie myślała i nie martwiła się nadchodzącym jutrem.

Początkowo zabrałam się za anime (tak, ta japońska bajka). Przemówiło do mnie – krótkie odcinki liczące trochę ponad 20 minut, często bardzo ciekawa historia, przyjemna dla oka grafika. Zanim zaczęłam oglądać, byłam przekonana, że to typowe kreskówki dla dzieci – niekoniecznie, cycka można zobaczyć nie raz i nie dwa. Fajne, ale na dłuższą metę nie da rady. Dorosła babka nie będzie całe życie oglądać malowanych rycerzyków. Przydałoby się coś z krwi i kości, co by śmigało po ekranie (a na jawie też by się przydało). Zaczęłam więc poszukiwać serialu na miarę Gry o tron lub Lucifera, który wciągnąłby mnie na tyle, że nie mogłabym się oderwać od komputera. Posucha jednak straszna, a akurat nauki miałam dużo – ochota na oglądanie najbardziej łapie mnie przed sesją. Was też?

I wtedy, niczym spadająca gwiazda, piorun, skierowany wprost w moją duszę, przepowiednia wiecznych rozkoszy… Dobra, Facebook wyświetlił wpis Gosiarelli. Wlazłam, poczytałam, popatrzyłam na stos pracy leżący obok i stwierdziłam, że i tak nie mam nic lepszego do roboty. Zaczęłam szukać czegoś, co w jakiś sposób by mnie zainteresowało i jakimś cudem trafiłam na Moon Lovers: Scarlet Heart Ryeo i to był strzał w dziesiątkę. Zachłysnęłam się kulturą, zachowaniem, obyczajami. Dosłownie wszystkim. Całe szczęście, że dramę również wybrałam bardzo dobrą, która mnie wciągnęła. Teraz wiem, że nie zawsze są one aż tak dobre i można się na nich przejechać.

Moon Lovers

Historia przedstawiona w dramie Moon Lovers jest niesamowita!

Jeśli zdecydujecie się oglądać k-dramy – nie martwcie się, po kilku odcinak przyzwyczaicie się do dławiących się na ekranie ludzi. Spokojnie, oni tak właśnie mówią. Co więcej, po kilku obejrzanych dramach będziecie w stanie rozróżnić, które charknięcie, co oznacza. Być może wkrótce zachwycicie się charknięciami i tak jak ja postanowicie lepiej zgłębić ten język. Czasem również będzie Was nużyć długość odcinka – trwają trochę ponad godzinę, a Goblin (polecam bardzo) nawet półtorej. Uwaga, babeczki! Jeśli lubicie umięśnionych drwali, to darujcie sobie oglądanie, bo inaczej przestaniecie ich lubić. Będziecie się zachwycać chłopięcą delikatnością, a ci koreańscy chłopcy naprawdę potrafią chwycić za serce.

Goblin

Goblin – drama z elementami fantastyki. Ach, ten Żniwiarz 😉

Musicie się przygotować również na zderzenie kultur. Jest to nieuniknione. Niektóre zachowania mnie zadziwiają do tej pory, ale jednocześnie jestem wszystkim zachwycona. Myślę, że każdy znajdzie odpowiednią dramę dla siebie – dużo romansów, kryminały, ale również dramy fantastyczne oraz komedie i horrory. Koreańczycy robią ich wiele każdego roku, więc warto czasem cofnąć się również do tych starszych. Jeśli nie wiecie, na jaką dramę się zdecydować, to polecam zasugerować się opinią innych. Zazwyczaj, jeśli ocena jest wysoka, to znaczy, że drama naprawdę musi być wyjątkowa. Ja przynajmniej wielokrotnie się z nią zgadzałam.

KmHm

Ji Sung w roli Shin Se Gi z dramy Kill me Heal me <3

Przede mną jeszcze wiele nieodkrytych historii, choć teraz już ich nie pochłaniam nałogowo. Z początku pożerałam dramę za dramą, zapominając o otaczającym mnie świecie. Jeśli więc chcecie zacząć je oglądać, to zorganizujcie sobie odpowiedni czas. Ostrzegam, że trudno będzie Wam wrócić do normalności, a Wasze spojrzenie na świat może się zmienić. Co więcej – najbliżsi mogą przestać Was rozumieć, jeśli zaczniecie rozpowszechniać koreański humor.

Pamiętajcie jednak – to wirus. Łapiesz i chorujesz do końca życia.

Gosiarella, pozdrowienia 😉

Share this Post