MROK WE KRWI – PAWEŁ KOPIJER: Niezwykła lektura na zwykły dzień

PSX 20200202 153405 - MROK WE KRWI – PAWEŁ KOPIJER: Niezwykła lektura na zwykły dzień

Po polską fantastykę sięgam za każdym razem, gdy tylko mam taką sposobność. Nie mogłam więc przejść obojętnie obok książki Pawła Kopijera. I tak właśnie trafiła w moje ręce powieść Mrok we krwi. Książka ta wyróżnia się nie tylko przyciągającą wzrok okładką, ale również interesującym wnętrzem. Jesteście pewnie ciekawi, czy wszystko przypadło mi do gustu? Musicie więc czytać dalej.

Tytuł: Mrok we krwi
Seria: Kroniki Dwuświata tom I
Autor: Paweł Kopijer
Wydawnictwo: Ridero

Młodziutka Skra właśnie kończy długą naukę, która ma zapewnić jej stanowisko szamana. Przed nią ostatnia próba, która ma ugruntować jej moc i przypisać konkretną rolę w świecie szamanów. Niespodziewanie jednak Skra staje się zagadką dla najbardziej potężnych magów na kontynencie i zostaje osobistą uczennicą Najstarszego. W tym samym czasie w tarapaty wpada jeden z najlepszych zabójców, przez co musi opuścić Gildię i wyruszyć w długą, niebezpieczną podróż. Losy Skry i Normana rozgrywają się na tle politycznych rozgrywek i majaczącej w tle wojny o władzę na dwóch kontynentach. W dodatku mrok zaczyna panoszyć się nie tylko w najgłębszych regionach kraju, ale również w sercach jego mieszkańców.

Uważam, że ta powieść jest doskonałym rozpoczęciem serii i mam nadzieję, że kolejne części wykorzystają jej potencjał. Mrok we krwi początkowo czytało mi się z trudnością. Dlaczego? Autor wprowadza nas w zupełnie nowy świat, a co za tym idzie, serwuje nam naprawdę dużo opisów i politycznych intryg. Praktycznie do połowy książki trudno o akcję i tak naprawdę książka wciągnęła mnie dopiero, gdy rozpoczęłam czytanie drugiej części, czyli opowieści o Normanie. Historia Skry, choć zapowiadała się naprawdę wyśmienicie i już nie mogłam się doczekać, aż rozkręci się na dobre, to jednak przyszło mi poczekać na jakiekolwiek działanie. Czy to źle? Myślę, że warto przebrnąć przez początek, bo potem akcja nie zwalnia, a zakończenie sprawia, że od razu chciałoby się sięgnąć po drugą część.

748628 352x500 - MROK WE KRWI – PAWEŁ KOPIJER: Niezwykła lektura na zwykły dzień

Początkowo bardziej przekonał mnie do siebie Norman. Jego opowieść zaczyna się ciekawie, a akcja rozkręca się bardzo szybko i trzyma w napięciu do ostatniej strony. Pochodzenie bohatera również jest pewnym zaskoczeniem i czytając o jego kolejnych przygodach, aż żałowałam, że skończyły się one w takim momencie. Przysięgam, że się zdenerwowałam, gdy przyszło mi znów czytać o przygodach Skry. Na szczęście bohaterka również musi zmierzyć się z przeciwnościami i ostatecznie jej historia stała się równie wciągająca.

Co do głównej bohaterki to nie spodziewajcie się doświadczonej szamanki, która na swojej drodze spotyka przeciwności, ale pokonuje je bez problemu. Sama nie wiem, czemu uznałam, że mam do czynienia z doświadczoną postacią. Tak naprawdę Skrę poznajemy, gdy kończy naukę i w końcu po latach zamieszkiwania odludnej wyspy, może doświadczyć prawdziwego świata. Nie przeżyłaby, gdyby nie miała obok siebie doświadczonych i oddanych przyjaciół. Była dla mnie zupełnie nieporadna, czasem mnie irytowała swoim przeświadczeniem, że jest uzdolnioną szamanką, bo w końcu ukończyła – jako jedna z nielicznych – szkołę dla szamanów.

Zaznaczam jednak, że po przeczytaniu powieści nie uznaję tego za błąd. Jest to bohaterka, która nie posiada doświadczenia i niewiele wie o życiu, ale jej podróż ma właśnie nauczyć ją, że nic tak naprawdę nie jest czarne ani białe. I tutaj dużą rolę zarówno w historii Normana, jak i Skry odgrywają postaci drugoplanowe, które całkowicie skradły moje serce. Naprawdę z uwagą śledziłam nie tylko ich zaangażowanie w główną oś fabularną, ale również osobiste przeżycia, które wycisnęły swoje piętno i ugruntowały ich postawę. Żałowałam, że książka skończyła się tak szybko.

No właśnie – co do zakończenia to pozostawia ono ogromny niedosyt. Dlaczego? Podróż obojga bohaterów tak naprawdę ledwie się rozpoczęła, a autor już postanowił wywinąć nam psikusa i postawił ostatnią kropkę, mamiąc nas obietnicą wspaniałej kontynuacji. Osobiście uważam, że ten zabieg zapewni mu wyczekujących z utęsknieniem czytelników, dlatego już teraz wystosowuję do niego apel, by siadał i pisał. Tyle wystarczy.

Mrok we krwi pomimo początkowych trudności – zapadłam na jakiś dziwny czytelniczy przestój, więc początkowe niedogodności w czytaniu zwalam na niego – okazał się wspaniałą lekturą. Tyle pytań pozostało bez odpowiedzi. Autor tylko rzucił haczyk, by złapać czytelników i przyznaję, że mu się to udało. Mam wrażenie, że prawdziwa akcja dopiero przed nami i mam nadzieję, że nie będziemy musieli długo czekać na kontynuację.

Za egzemplarz dziękuję autorowi

Leave a Reply

%d bloggers like this: