Katarzyna Łochowska/ Kwiecień 11, 2018/ RECENZJA

Co to była za przeprawa. Tę książkę zapamiętam przez sam fakt, że w mojej głowie pojawiały się niepokojące myśli, podczas lektury. Co prawda dotyczyły porzucenia jej w trakcie czytania, ale były wystarczające, by wywołać we mnie walkę trwającą do końca powieści. No dobra – może trochę przesadzam, ale Mediatorka zupełnie nie wpasowała się w moje wyobrażenie o tej książce. Cukierkowa okładka z serduszkami, bardzo intrygujący tytuł, a do tego opis, który mówi równie dużo i jednocześnie nie mówi nic. Zapewniam, że treść jest bardzo odległa od Waszych wyobrażeń.

Tytuł: Mediatorka
Autor: Ewa Zdunek
Wydawnictwo: W. A. B.

Marta Kołodziej jest mediatorką, która pomaga polubownie rozwiązywać konflikty. Prowadzi biuro mediatorskie, jest rozwódką, ma dwie cudowne córki i przyjaciół, na których może zawsze liczyć. Można by rzec, że jej życie jest naprawdę udane, nawet jeśli trochę burzą je złe stosunki z rodzicami i praca, która zajmuje jej większość czasu. Wszystko się jednak zmienia, gdy Marta zostaje potrącona przez samochód, a głównym podejrzanym jest jej były mąż.

Ciężko pisać więcej o treści, gdy nie chce się zdradzać głównych wątków w powieści. Mediatorka mnie zaskoczyła, ale… W ogóle bardzo trudno mi napisać recenzję tej książki. Chyba moim głównym błędem były zbyt wygórowane oczekiwania. Tymczasem zupełnie nie spodziewałam się humoru wprowadzonego do powieści, komizmu sytuacji, postawy głównej bohaterki, jak i całego przebiegu akcji. Myślałam raczej, że Mediatorka skupi się na jednej, może na dwóch poważnych sprawach mediatorskich, a cała reszta zostanie zapełniona rozterkami głównej bohaterki. Może wyciśnie kilka łez, może zaskoczy zwrotem akcji rodem z kryminalnego filmu, może poniesie kogoś namiętność? Nic z tych rzeczy.

Z pewnością pomysłowe było przedstawienie pracy mediatora – ja na przykład nie wiedziałam, na czym ona polega, więc było to dla mnie ciekawe doświadczenie. W książce mamy dosyć dużo spraw, które Marta stara się rozwiązać. Są one różnorodne, ale niestety odniosłam wrażenie, że zostały potraktowane trochę po macoszemu. W niektórych kwestiach zabrakło mi dodatkowego komentarza. Autorka oczywiście wyjaśnia – głosem Marty – jak ważna jest to praca, ile wymaga poświęcenia i zamiłowania. Oczywiście ja również się z tym zgadzam, ale chyba wolałabym jednak by dość długie opisy, czasem zajmujące nawet kilka stron, zostały pokazane na przykładach konkretnych spraw. Sama chciałabym wyciągnąć wnioski, a nie jedynie opierać się na opiniach autorki.

Zauważyłam w tej książce prawdziwy potencjał, czyta się ją dosyć szybko i może stanowić naprawdę przyjemną lekturę. Mediatorka ma jednak jeden bardzo poważny problem. Jest nim główna bohaterka. Niestety nie polubiłam Marty – nie dbała o własne dzieci, często przeczyła samej sobie, a jej zachowanie trudno wytłumaczyć wpływem otaczającej ją rzeczywistości. Miałam nadzieję, że wydarzenia przedstawione w książce będą prowadziły do jej przemiany i pokażą jej odpowiednią drogę. Niestety nawet zwroty akcji nie sprawiły, że zapałałam do niej sympatią.

Mediatorka

Jeśli chodzi o humor w powieści, to… czasem jest go aż za dużo. Zdarza się, że występuje bardzo poważna sytuacja, a autorka sypie „żartami” z rękawa, starając się rozładować atmosferę. Niestety to działa na niekorzyść. Gdy sytuacja jest poważna, czytelnik powinien poczuć te emocje, gdy przychodzi czas na śmiech, wtedy może on chwilę odsapnąć. Opisy zabawnych sytuacji były dla mnie trochę męczące, czasem nawet wprawiały mnie w zażenowanie, akcja stawała się przez to chaotyczna, a książkę musiałam czytać z uwagą, by zrozumieć, co autorka miała na myśli. Jeśli chodzi o książki zawierające elementy zabawne, to są one bardzo niebezpieczne dla autora. Często to, co będzie dla niego śmieszne, dla czytelnika już niekoniecznie.

Przez wprowadzone sytuacje, które w założeniu miały być zabawne, bohaterowie często zachowują się irracjonalnie. Normalny człowiek nigdy w życiu by tak nie postąpił, przez co postaci wydają się nierealne. Mamy świadomość, że czytamy zabawną powieść, ale czy taka sytuacja mogła wydarzyć się naprawdę? Na nienaturalność bohaterów składa się również brak ich historii – niby coś sobą reprezentują, ale tak naprawdę stanowią jedynie dodatek do Marty Kołodziej i tego, co się wokół niej dzieje. Liczyłam również na jakieś poważniejsze zwroty akcji i poczułam niedosyt, gdy cała intryga została rozwiązana.

Ogólnie książka ma pewne niedoskonałości, ale uważam, że z łatwością można by to poprawić. Mediatorka z pewnością ma potencjał, który nie został w pełni wykorzystany. Autorka jednak zapewnia, że nastąpi ciąg dalszy historii, więc to doskonała okazja do poprawienia mankamentów i jeszcze lepszego ukazania roli mediatora.

Książka wywołała wiele przemyśleń i wszystkich nie zawarłam w recenzji, więc to doskonała okazja do tego, by się z nią zapoznać i samemu wyciągnąć wnioski.