ŁOWCZYNI ZAGUBIONYCH DUSZ – ISABELLE TALBERT

Łowczyni

Łowczyni Zagubionych Dusz to debiutancka książka młodej autorki Isabelle Talbert, o której trudno znaleźć jakiekolwiek informacje. Pisarka nie zamieściła nawet krótkiej notki na okładce powieści. Może miała jakiś powód? Sama spotkałam się z krytyką młodych pisarzy, których czytelnicy często spisują na straty już na samym początku. Uważają, że taki autor nie sprosta oczekiwaniom, ponieważ mało jeszcze wie o tworzeniu tekstów. W tym akurat przypadku zgadzam się z tymi, co tak myślą.

Siostra Emily zostaje zamordowana, a dziewczyna nie potrafi poradzić sobie z tak wielką stratą. Postanawia zakończyć swoje cierpienie i skacze w przepaść, by znaleźć ukojenie w śmierci. Nie ginie. Za sprawą czarodziejskiego kręgu przenosi się do świata benefitów – istot, których historia nierozerwalnie łączy się z Archaniołem Abbadonem. Na miejscu okazuje się, że Emily również jest powiązana z królestwem Lakrimy i musi szukać dla niego ratunku przed złą królową. Razem z przyjaciółmi i swoim ukochanym wyrusza w daleką podróż, z której mogą ich uratować jedynie widziane przez Emily duchy umarłych.

Łowczyni Zagubionych Dusz jest powieścią fantastyczno-przygodową, której opis może przyciągnąć fanów tego rodzaju książek. Ze mną było tak samo i po przeczytaniu treści, sama nie wiem, co o niej sądzić. Książka ma tylko 170 stron, jest okropnie schematyczna, a jako czytelnik miałam wrażenie, że autorka chciała zawrzeć w niej wszystkie pomysły, ale nie do końca jej się to udało. Jako pisarka, mająca już za sobą debiut, uważam, że powieść ma w sobie potencjał, ale Isabelle Talbert zupełnie go nie wykorzystała.

Z treści możemy dowiedzieć się bardzo niewiele. Autorka nie opisuje postaci, miejsc, nie wyjaśnia historii benefitów, a dialogi są drętwe i w ogóle nie przyciągają czytelnika. Niestety cała powieść wydaje się przez to kiczowata, sztuczna i nijaka. Akcja skupia się jedynie na pokonaniu złej królowej, a czytelnicy nie odnajdują sensu w pojawieniu się Emily w innym świecie. Do tego dochodzi jeszcze wątek miłosny, przyprawiający mnie o dreszcze. Dziewczyna spogląda na chłopaka, już wie, że jest w nim zakochana i zawiązuje się między nimi umowa: Ty kochasz mnie, a ja ciebie. Mniej więcej tak to odebrałam, bo autorka nie opisuje żadnych wzniosłych uczuć, emocji targających dziewczęcym sercem ani niezapomnianych przeżyć. Romans jest według mnie płytki.

Mogłabym pisać o książce same złe rzeczy, bo rzeczywiście nie jest ona dziełem sztuki, ale coś mi na to nie pozwala. Wewnętrzne odczucie, że właśnie taka miała być, ponieważ autorka chciała przekazać nią coś głębszego. I może nawet jest to sensowne wytłumaczenie beznadziei fabuły, bo Isabelle Talbert uwiodła mnie swoim spojrzeniem na świat. A jako studentka psychologii ma ona niezwykły wgląd w ludzką duszę. Łowczyni… jest dla mnie istną skarbnicą mentalnych wskazówek, które przypominają mi, co naprawdę liczy się w życiu i jak poradzić sobie w trudnych chwilach. Jeżeli czytelnik zacznie ją analizować i choć trochę zgłębiać, również to dostrzeże.

Miłość to droga, którą podąża każdy z nas. Bez względu na to, czy kochamy drugą osobę, sławę, pieniądze, czy zabijanie. Świat bez miłości, nawet jako takiej, byłby tylko szarą pułapką szarego człowieka.

Właśnie takie myślowe perełki, których w książce znajdziemy pod dostatkiem, są dla mnie wynagrodzeniem innych niedociągnięć, częstego braku spójności, chaosu i czasem niezrozumiałych zwrotów.

Przyjaźń jest wtedy, kiedy druga osoba znaczy dla ciebie wiele. Kochasz ją, ale na inny sposób niż swojego mężczyznę czy rodziców. […] Śmiejesz się razem z nim i razem z nim płaczesz.. To tak, jakbyś znalazła swoją bratnią duszę.

Plusem tej książki jest przede wszystkim okładka, ponieważ wśród tylu nieciekawych projektów, wyróżnia się pod każdym względem. Dodatkowo w jakiś sposób łączy się z fabułą, co dla mnie stanowi dodatkowy atut, bo bardzo nie lubię jak okładka jest nieadekwatna do treści.

Książkę polecam przede wszystkim zwolennikom szybkiego czytania, krótkich fantastycznych opowiadań i może… poszukiwaczom głębszego sensu? Inni niech nie skreślają jej tak od razu. Ja wychodzę z założenia, że każda książka czegoś uczy. Myślę, że gdyby autorka poświęciła więcej czasu na przemyślenie poszczególnych kwestii i rozbudowała treść, to Łowczyni Zagubionych Dusz stałaby się bardzo przyjemną lekturą odpowiadającą wszystkim.

 

  • Raczej sobie odpuszczę, zwłaszcza, że to i tak nie do końca moje klimaty 🙂

  • Cóż… przyznaję, że jest wiele więcej o niebo lepszych książek. Ale recenzent nic nie może poradzić. Dostaję książkę i muszę czytać 🙂
    Pozdrawiam

  • Przyznam szczerze, że zaskoczyłaś mnie swoimi spostrzeżeniami. Mam tę książkę za sobą, oceniłam ją surowo i niestety nie dostrzegłam głębszego sensu, a raczej złote myśli rodem z prozy Coelho. Dziś, po Twojej recenzji spojrzę na tę książkę inaczej. Kontaktowałam się mailowo z autorką, jest cudowną i sympatyczną osobą, jednak uważam że przed nią długa, literacka droga.