Czy łatwo mi żyć wśród katolików?

ateizm

Nie.

I w sumie na tym mogłabym zakończyć ten wpis. Cóż mam więcej powiedzieć? Ciężko jest żyć w mniejszości. Tak samo pewnie powiedziałby miłośnik romansów, który egzystowałby wśród zwolenników kryminałów lub wegetarianin żyjący z mięsożercami. Tak mógłby powiedzieć każdy, kto ma inne poglądy od tych, które są przyjęte w jakiejś większej grupie – ograniczmy ją nawet do rodziny. Czy łatwo mi żyć wśród wyedukowanych? Nie, bo jestem analfabetą. Czy łatwo mi żyć wśród ludzi ograniczonych? Nie, bo mam szerokie horyzonty. Czy łatwo mi żyć wśród katolików? Nie, bo zupełnie się nie rozumiemy.

A przynajmniej częściowo. Nie będę się rozwodzić nad dobrą i złą stroną bycia katolikiem. Nie będę przeciągać na moją stronę. Nie na tym polega bycie… kimkolwiek. Sam wybierasz, czy jesteś wegetarianinem, fetyszystą stóp czy po prostu nienawidzisz pesto i chcesz do końca życia pogardzać bazylią. To Twój wybór. To mój wybór. Ja już wybrałam i jestem z tego wyboru bardziej niż zadowolona. Jestem spełniona, spokojna, nie uważam, że brak codziennej modlitwy sprawia, że moje życie jest w totalnej ruinie. Lubię żyć tak, jak żyję, nie zastanawiając się nad tym, czy ktoś na górze mnie obserwuje, odhaczając sobie każdy mój wypad do łazienki. Nie ograniczam się Instytucjami, ale co najważniejsze, nie wykluczam, że nic nie istnieje. Żyję tak, by czuć się spełnioną osobą, która jednak ma wpojony kodeks moralny (może nawet mój ma więcej zasad, niż te tradycyjne).

Nie zawsze tak było. Trudno jest żyć między ludźmi, którzy mają odmienne zdanie. Nawet, teraz gdy już ucichły krzyki, wrzaski i błagania, gdy najbliżsi częściowo się z tym pogodzili, czasem jest trudno. Człowiek chciałby podzielić się z kimś swoimi poglądami, spostrzeżeniami lub zwyczajnie poszukać poparcia swych tez. A tu kapota. Jeśli ktoś z Was jest osobą niewierzącą i kiedykolwiek znalazł się w tłumie nawet nie gorliwych katolików, spróbował wypowiedzieć swoje zdanie na temat wiary? Też usłyszeliście to westchnienie niedowierzania i oburzenia poprzedzające wybuch? Ja się kiedyś dowiedziałam, że mieszka we mnie szatan i tak naprawdę to on mną kieruje. Poglądy? To tylko jego szepty wlane do mojego ucha, a nie żadne poglądy.

Jak to jest, że osoba, która jest w większości, może wygłaszać peany, a mniejszość ma siedzieć cicho i nie przypominać o swoim istnieniu? Nie róbcie tak. Lepiej dogaduję się z mniejszościami – jest większa szansa, że ktoś wysłucha i nie osądzi. Najbardziej jednak irytuje mnie etykietowanie. Katolik. Ateista. Gej. Lesbijka. To tylko etykietki, które ktoś przyczepia, a które często bardzo ranią. Dla mnie to Tomek. Asia. Michał lub Zosia. Z własnego doświadczenia wiem, że większość tych zwrotów jest używana przez katolików, którzy w niedzielę świecą przykładem, aż łuna razi po oczach, a od poniedziałku przerzucają się różnymi określeniami. I szepcą po kątach: Słyszałaś, a ten to podobno z facetem… Co ty mówisz!. Nie, żebym promowała tu jakiekolwiek zachowanie, czy namawiała do zmiany światopoglądu. Jestem tolerancyjna, ale również neutralna. Głośno natomiast mówią o tym w telewizji. Mamy w końcu dwudziesty pierwszy wiek – tak dla przypomnienia.

Czy
Nie potrzebuję wyuczonych regułek, by dziękować za istnienie.

Nie uważam się za ateistę. Nie chcę, by ktoś tak o mnie mówił, bo czemu niby mam się ograniczać jakąś przypiętą łatką, skoro mogę być po prostu sobą. Niezmiernie mnie irytuje, gdy przyjeżdża rodzina i prześciga się w opowiadaniu, jak to było na niedzielnej mszy, jaka to była piękna, jak kto był ubrany. Dla mnie to wyuczone regułki, zaprawione szczyptą podniosłych nut. Piękna? Przecież zawsze jest tak samo. Co mnie obchodzi, jak kto się ubiera? Co mi po tym, że będę klepać rymowane zwrotki, a za piętnaście minut kopnę psa, bo mnie czymś zirytuje? Żyję tak, by nie żałować. Jeśli nic nie ma, to w porządku. Jeśli Coś jednak istnieje, to nie będzie mi wstyd przed Tym stanąć i przyznać, że żyłam dobrze.

Ludzie tego nie rozumieją. Nie rozumieją, że można być ponad To. I możecie mi zarzucić, że uogólniam, ale tak niestety jest. Jasne, że znam osoby, które są tolerancyjne. Za niektórych katolików jestem gotowa skoczyć w ognień. Oni rozumieją moją potrzebę nieograniczania się niczym. Nie potrzebuję wyuczonych regułek, by dziękować za istnienie.

Przede wszystkim jednak szanuję wszystkich. Bez wyjątków. Jeśli mi powiesz, że jesteś wyznawcą… kamieni (czy czegokolwiek innego) i bijesz im pokłony… Dobra, bardzo się cieszę, że znalazłeś w życiu coś, co sprawia ci radość i daje ci siłę. Proszę jednak byś nie próbował przekonać mnie, bym i ja padła na kolana i biła pokłony. Uważam, że z wiarą nie należy się obnosić. To tak jakbym rozebrała się do naga i paradowała po ulicy.

To sprawa tak bardzo osobista, że ubrania powinniście ściągać powoli, z odpowiednią kolejnością i tylko przed osobą, która na to zasłużyła.

 

 

  • Marysia w Krainie Czarów

    Zostałam wychowana w wierze chrześcijańskiej i raczej zamierzam dalej ją praktykować. Nie podoba mi się jednak to, co się dzieje w Kościołach. Ta pogoń za pieniędzmi, pedofilia i wiele innych przypadków, które nie powinny się zdarzyć. Nie dziwię się, że ktoś postanawia żyć po swojemu, jestem tolerancyjna. Nie obchodzi mnie, jak żyje ktoś inny, skoro mam własne życie do przeżycia 🙂

    • Katarzyna Łochowska

      Cieszę się, że masz akurat takie podejście. Czasem mam wrażenie, że niektórzy bardziej „żyją” cudzym życiem niż własnym. A co gorsze, bardzo im to odpowiada. To co się dzieje w kościołach – nie skomentuję. Dla mnie to zwykłe instytucje, choć na usta wciąż ciśnie się określenie sekta… 😉

      • Adrian

        „Czasem mam wrażenie, że niektórzy bardziej „żyją” cudzym życiem niż własnym.” – Chciałem się przyczepić stosu truizmów i generalizacji, ale to jest mistrzostwo w kontekście całego tekstu 😀

  • Katarzyna Łochowska

    Z racji tego, że już zdążyłam wdać się w zażartą dyskusję, oświadczam: TEN TEKST NIE MIAŁ NA CELU NIKOGO OBRAZIĆ. Jeśli ktoś poczuł się obrażony, to przepraszam. W tym tekście nie doszukujcie się negatywnej opinii o katolikach. Tam jej nie ma. Ciekawa jestem, czy gdybym napisała o muzułmanach, buddystach czy wyznawcach żelków, to również katolicy poczuliby się dotknięci. TEN TEKST NIE MA NA CELU PODWAŻAĆ WASZYCH WIERZEŃ. To jedynie moja własna bardzo subiektywna opinia. Jeśli jesteś katolikiem i znalazłeś w tekście coś, co Ci nie odpowiada, to wiedz, że mi nie odpowiada Twoja wiara, a jakoś nie nazywam cię infantylnym tylko dlatego, że ją wyznajesz. Szanujmy się, ludzie… Plisss.

    • Jestem zdania, że jeżeli przedstawisz komuś ciemną stronę jego świata, z którą oczywiście nikt nie daj borze się nie utożsamia, bo to złe i tfu! nikt tak nie robi, to po prostu musi się bronić. Wiara bardzo często pomaga i w odpowiednich rękach jest pięknym świadectwem, ale wiele katolików nie zna swojej religii, w ogóle jej nie przestrzega, za to bronić będzie do upadku. I źle i niedobrze 😉

  • Tomasz Fijałkowski

    Strasznie słabo to wszystko brzmi. Po prostu pani miesza katolicyzm z ogólnoludzką tendencją do wtrącania się w nieswoje sprawy i tyle. (Jakaż to wina Kościoła, że ktoś pani pod kołdrę zagląda?) Na tym wypada skończyć krytykę tej „krytyki” katolików, bo nie ma ona najmniejszej wartości „do dyskusji”, a jest tylko zbiorem żalów, uprzedzeń etc.

    • Katarzyna Łochowska

      Takimi słowami tylko utwierdza mnie Pan w przekonaniu, że nie warto dyskutować na takie tematy. Pokazuje Pan takim komentarzem, że nie ma Pan za grosz tolerancji oraz szacunku do mnie. Jeśli mam już Panu powiedzieć, to właśnie Kościół chce zaglądać każdej kobiecie tam, gdzie nie powinien, co jest po prostu żałosne.

      • Tomasz Fijałkowski

        Oj, przepraszam bardzo, ale opisuje pani jakieś własne totalnie prywatne i subiektywne przemyślenia, które nie mają najmniejszej wartości obiektywnej, więc o czym pani chce dyskutować? Jak możemy dyskutować o czymś, co się komuś „wydaje”, bo to, co pani napisała, jest całkowicie oparte o prywatne widzenie świata. Ja panią toleruję, a tolerować (przypominam) znaczy z trudem i cierpliwie znoszę to, co mi nie pasuję, ale nie mogę nic z tym zrobić. Pasuje pani? Mam do pani szacunek? Proszę się tak nie utożsamiać ze swoimi poglądami, a wtedy wszelki atak na pani poglądy nie będzie aż tak nieprzyjemny.

        • Katarzyna Łochowska

          Szczerze radzę przeanalizować swoje wypowiedzi. Może wtedy zrozumie, co miałam na myśli, odnosząc się do Pańskich komentarzy.

          • Adrian

            Dotarłem aż dotąd. Pani argumentacja jest pełna głupot, a sam tekst jest wypełniony uprzedzeniami, truizmami i generalnie jest o niczym. Ludzie mają poglądy, blablabla bla, ja mam inne poglady, blbla, oh jak mi ciężko, że są ludzie co mają inne zdanie… Bleh. Zawijam się z fanpejdża i proszę nie dziękować. Wiem, że każdy ubytek w obserwujących zinterpretuje sobie Pani na swoją korzyść

          • Katarzyna Łochowska

            Zapewniam Pana, że prowadzę bloga nie dla obserwujących. To Pański wybór, czy będzie Pan cokolwiek obserwować, czy też nie.

          • Adrian

            I kolejny truizm. Mówi Pani, że mój wybór to mój wybór… WOW, odkrywcze 😀

  • Tomasz Fijałkowski

    I jeżeli już jest pani niewierząca, to proszę mocniej bronić swojej niewiary i nie dać się zakrzyczeć. Chociaż wątpię, by się pani znalazła w takie akurat sytuacji. Ludzie dziś coraz rzadziej publicznie o wierze mówią.

    • Katarzyna Łochowska

      Nie dałam się nikomu zakrzyczeć (bo niby Panu?). Ten post nie miał tego na celu. Chyba Pan żyje w zupełnie innym świecie, bo właśnie tak się składa, że coraz więcej ludzi uświadamia sobie, że chce wybrać własną drogę. Zanim zacznie Pan komentować, radzę poszerzyć swoją wiedzę.

      • Tomasz Fijałkowski

        Jeżeli nie dała się pani zakrzyczeć, to co pani jeszcze chce od tych biednych katolików? By przestali się wypowiadać, bo pani tak się podoba? Jeżeli ma pani możliwość życia i praktykowania tego, co się pani podoba, to gdzie jest problem? W tym, że istnieją inni ludzie wierzący w coś innego?

        • Katarzyna Łochowska

          Chyba nie do końca Pan rozumie. To chyba Pan by nie chciał, żeby ludzie, z którymi dzielę poglądy, się wypowiadali. Mój post, ani późniejsze wypowiedzi w żaden sposób nie godzą w katolików. Co więcej w tekście znajdzie Pan fragment, w którym zaznaczam, że ich szanuję. Szkoda jedynie, że to właśnie od tych katolików usłyszałam dzisiaj wiele przykrych słów. To każe mi się zastanowić na „świętością” niektórych katolików. To chyba Pan ma jakiś problem…

          • Adrian

            Nie obraża Pani katolików wprost, ale to zaznaczenie w tekście, że Pani ich szanuje jest jak zwyzywanie kogoś i dodanie „za przeproszeniem”

  • Tomasz Fijałkowski

    Ateista bez przerwy musi pamiętać, że wszystko, co go spotkało i kiedykolwiek spotka, jest tylko wynikiem zbiegów okoliczności, grą ślepych żądzy, tańcem sił. Nie ma większych od niego sił. Jest sam. Tyle.

    • Katarzyna Łochowska

      Dlaczego się Pan wypowiada o ateistach skoro, za przeproszeniem, nie ma Pan o nich pojęcia? Zapewniam Pana, nie spędzam życia, zastanawiając się nad zbiegami okoliczności. I nie jestem sama, a otaczam się ludźmi, którzy mnie rozumieją i dają mi siłę. Jeśli spędza Pan życie, na myśleniu o tym, co pana spotkało i zwala to na „wolę bożą”, to współczuję.

      • Adrian

        O, a tutaj pada nawet „za przeproszeniem” dosłownie 😀

        • Katarzyna Łochowska

          Naprawdę dobrze wiedzieć, że umie Pan czytać ze rozumieniem (sarkazm – piszę, bo czuję, że jednak się nie zrozumiemy)

          • Adrian

            Czyli jeżeli widzę coś inaczej niż Pani chciałaby być zrozumiana to nie umiem czytać ze zrozumieniem? Och… Poza tym jesli uzywa się sarkazmu dobrze to nie trzeba pisać, ze się go uzywa. Jednak fakt, trzeba najpierw umieć to robić 🙂

    • Pamiętać nie musi, ale może sobie uzmysławiać jak najbardziej. Ateista rzeczywiście nie ma nikogo potężniejszego nad sobą, kto mógłby kierować jego życiem, ale to chyba nic złego. Współcześnie tę rolę pełni Bóg, niegdyś Mojry i inni bogowie, a w czasach jeszcze bardziej zamierzchłych przypisywano ją naturze. Nasi bogowie zmieniają się co jakiś czas.

  • Anna G

    Co do tego jakim człowiekiem jesteś ma katolicyzm…..bo jeśli oceniono tylko na podstawie tego z jakiego kultu człowiek się wywodzi to ja dziękuję
    Bo jest to krzywdzące bo jest generalizacją
    Mamy prawo wierzyć w co nam się podoba a to czy ktoś jest nie miły , jest zaburzony w sferze dewiacji sexualnej tego katolicyzm nie narzuca …. Nie chcesz nie wierz ale nie generalizuj bo krzywdzisz

    • Katarzyna Łochowska

      Ten post nie genaralizuje. Zaznaczam w nim, że ludzie są różni. Wymienia Pani dewiacje, czy to, że ktoś jest nie miły zupełnie jakby to nie dotyczyło katolików. Problem jest właśnie w tym, że dotyczy. Oczywiście nie określa, ale dotyczy czasem w bardzo znacznym stopniu. To, że ktoś jest katolikiem, nie oznacza, że jest dobrym człowiekiem. Dla pani to wiara, a dla kogoś innego może wydać się zaburzeniem. To taka moja luźna myśl…

  • Anna G

    Moja wiara i mój światopogląd jest moją sprawą osobistą mi chodziło o to że to nie wiara generuje jakimi ludźmi jesteśmy dla innych tylko nasze podejście do drugiego człowieka
    Na ludzi patrzę jakimi są , a nie do jakiego Boga się modlą…

  • Cindy

    Ach ci ludzie, którzy skreślają całą religię i wiarę na podstawie tego, co mówi ich sąsiadka po powrocie ze mszy… Samo zdanie typu „nie będzie mi wstyd, że żyłam dobrze” świadczy o tym, że nie wiesz, na czym polega ta wiara. W żadnej innej religii na świecie uczynki nie są mniej istotne niż właśnie w chrześcijańtwie. Jeśli chcesz krytykować katolików, to przynajmniej dowiedz się czegoś o tym, w co naprawdę wierzą i skąd się ich wiara wzięła. Obejrzyj sobie na youtube filmy o historii chrześciańtwa od National Geographic https://www.youtube.co m/watch?v=VZB83lRXYIE
    Obejrzyj sobie kilka pierwszych odcinków kursu Alfa na youtube (w szczególności drugi) https://www.youtube.co m/watch?v=tyVG1bWXr5I&list=PLn5rjk1XOEwy8AVfMGC8hrc0G8rIOXXnn
    Poczytaj sobie o spełnionych proroctwach ze Starego Testamentu.
    Myślisz, że to marnowanie czasu? A może warto poszerzyć horyzonty i dowiedzieć się czegoś więcej o ludziach, którzy cię otaczają?

  • Milena Paprocka

    Mimo, ze jestem chrzescijanka, doskonale m jak się czujesz:) bylam katoliczka z nazwy przez calr zycie, jak wiekszosc ludzi. Jednak kiedy zaczelam sama czytac Biblię i tak naprawdę zrozumialam definicję slowa wiara wszystko się zmienilo. Przede wszystkim opuscilam kosciol katolicki, bo dostrzeglam jego zaklamanir i sprzecznosc z Biblia, na ktorej podstawie rzekomo się opiera. Ale widzisz, mowisz, ze wiara powinna byc osobista. Nie zgodzę się z tym. Bo jesli ktos chxe wierzyc sam dla siebie to nie moze nazwac sie chrzescijaninem z jednego prostego powodu – Jezus nakazuje nam, aby o Nim.mowic, glosic ewangelie. Nie namawiac, ale glosic. Kto przyjmie – zostaje zbawiony. Nie na podstawie uczynkow, ale na podstawie wiary w Jego Slowo i nasladowanie Go. Zachecam Cię, abys zaczela szukac prawdy w Biblii, nie w.kosciele, ksiezach, ludziach … mam nadzieje, ze katolicy nie sprawili, ze bedziesz patrzec negatywnie na Boga. To jaki On jest jest w Jego Slowie:) pozdrawiam Cię serdecznie

    • Katarzyna Łochowska

      Cieszę się, że postanowiłaś podzielić się ze mną swoimi spostrzeżeniami. Podoba mi się to, że masz do powiedzenia trochę więcej, niż Ci, z którymi spotkałam się do tej pory. Chodzi mi głównie o to, że sama analizujesz i zastanawiasz się nad pewnymi aspektami, a nie podążasz wyznaczoną przez kogoś ścieżką. Pozdrawiam serdecznie i życzę miłego wieczoru.

  • A ja uważam, że z wiarą należy się obnosić, a jak powiedział Bill Johnson „jeśli trzeba, używać słów” 🙂 Bo jeśli masz wiarę Boga, masz też Jego miłość- a jeśli to „promieniuje” to jest to dobre, czy nie?

    To, o czym piszesz jest tylko fasadą, religijnością, która z Bogiem nie ma nic wspólnego. Nie trzeba popadać w ateizm z powodu hipokryzji ludzi 🙂 Pozdro!

  • Doskonale Cię rozumiem, jestem osobą niewierzącą od bardzo dawna. Jedni to rozumieją, drudzy nie, jeszcze inni lepiej, żeby o tym nie słyszeli bo wyślą mnie na egzorcyzmy. Szanuję to, że inni wierzą, bo niech wierzą w co tylko chcą, nie mam zamiaru im tego zabraniać, ale nie rozumiem dlaczego znajdują się tacy, którzy nie szanują mojego zdania, tylko z góry osądzają, wyzywają. Kwestia wiary to niby sprawa osobista, jednak o niektórych rzeczach trzeba mówić głośno.

  • Adrian

    Może Pani treści przyciągają tylko takich? A może widzi Pani jedynie tychże? Tak czy inaczej generalizuje Pani strasznie. Niskie…

    • Adrian

      A szacunku nie okazuje się przez stwierdzenia tylko okazując go. Wiara to często dla ludzi ważna rzecz, na pewno pani zauważyła. Porównuje to Pani do klękania przed kamieniem i uważa pani, że okazuje szacunek, bo dodała pani wśród tego całego jadu takie zdanie… Dało się ten sam pogląd wyrazić mniej prowokacyjnie, z szacunkiem. To tak jakbym napisał, że to co pani wypisuje na tym blogu to dno, oznaka ograniczenia umysłowego, pretensji do ludzi, ze są inni niż Pani i w oogóle te teksty to sam rynsztok, ALE zaznaczam – z całym szacunkiem, za przeproszeniem 😀

  • Amelia Laura

    Każdego wiara i jego światopogląd jest sprawą osobistą. NIkomu do łożka nie zaglądam, wiec niech nikt nie zagląda mi do mojego łożka i tyle.

    Podrugiejstronieokładki

  • Beniamin Religa

    Jestem stuprocentowym ateistą, kompletnie pozbawionym wiary w życie pośmiertne, bóstwa, itd. Cudze wierzenia religijne szanuję, ale tylko na takiej zasadzie, że szanuję czyjeś prawo do bycia w błędzie – i choćby na tej samej podstawie inni, wierzący, mogą szanować mój ateizm, nie przeszkadza mi to:) Samą religię uważam zarówno za niezbędne spoiwo społeczne (zrzesza ludzi w społeczeństwa), jak i za chorobę umysłu (zespół urojeń) która większości ludziom niezbędna jest do życia – ale też na tym pożyteczność jej moim zdaniem się kończy, dalej zaś zaczyna się robienie wody z mózgu, nawracanie ogniem i mieczem, etc. Generalnie w moim odczuciu religia jest złem koniecznym.

    • Beniamin, ale można oddzielić religię od Boga przecież 🙂 Bo tak po prawdzie jedno z drugim nie ma nic wspólnego. Pozdro!

      • Beniamin Religa

        Nie wierzę w żadną inteligentną siłę sprawczą. Gdyby istniała, komunikowałaby się z nami. Pozdrawiam:)

        • Komunikuje się- tylko Boga trzeba szukać. Potwierdzam prawdziwość słów, że „Proście, a będzie wam dane, szukajcie a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam” (Mt 7,7) oraz ”
          „Jeżeli szukać jej będziesz jak srebra i
          poszukiwać jej jak skarbów ukrytych, wtedy zrozumiesz bojaźń Pana i 
          uzyskasz poznanie Boga” (Przyp. 2, 4-5).”

          To jakbyś powiedział: pieniędzy nie ma bo inaczej by do mnie trafiły/ prezydent Polski nie istnieje bo inaczej by do mnie zadzwonił.

          Boga trzeba szukać. I dopiero wtedy (a warto dać sobie czas) można stwierdzić, że Go nie ma albo jest.