Katarzyna Łochowska/ Wrzesień 11, 2017/ O TYM I O TAMTYM

Nie.

I w sumie na tym mogłabym zakończyć ten wpis. Cóż mam więcej powiedzieć? Ciężko jest żyć w mniejszości. Tak samo pewnie powiedziałby miłośnik romansów, który egzystowałby wśród zwolenników kryminałów lub wegetarianin żyjący z mięsożercami. Tak mógłby powiedzieć każdy, kto ma inne poglądy od tych, które są przyjęte w jakiejś większej grupie – ograniczmy ją nawet do rodziny. Czy łatwo mi żyć wśród wyedukowanych? Nie, bo jestem analfabetą. Czy łatwo mi żyć wśród ludzi ograniczonych? Nie, bo mam szerokie horyzonty. Czy łatwo mi żyć wśród katolików? Nie, bo zupełnie się nie rozumiemy.

A przynajmniej częściowo. Nie będę się rozwodzić nad dobrą i złą stroną bycia katolikiem. Nie będę przeciągać na moją stronę. Nie na tym polega bycie… kimkolwiek. Sam wybierasz, czy jesteś wegetarianinem, fetyszystą stóp czy po prostu nienawidzisz pesto i chcesz do końca życia pogardzać bazylią. To Twój wybór. To mój wybór. Ja już wybrałam i jestem z tego wyboru bardziej niż zadowolona. Jestem spełniona, spokojna, nie uważam, że brak codziennej modlitwy sprawia, że moje życie jest w totalnej ruinie. Lubię żyć tak, jak żyję, nie zastanawiając się nad tym, czy ktoś na górze mnie obserwuje, odhaczając sobie każdy mój wypad do łazienki. Nie ograniczam się Instytucjami, ale co najważniejsze, nie wykluczam, że nic nie istnieje. Żyję tak, by czuć się spełnioną osobą, która jednak ma wpojony kodeks moralny (może nawet mój ma więcej zasad, niż te tradycyjne).

Nie zawsze tak było. Trudno jest żyć między ludźmi, którzy mają odmienne zdanie. Nawet, teraz gdy już ucichły krzyki, wrzaski i błagania, gdy najbliżsi częściowo się z tym pogodzili, czasem jest trudno. Człowiek chciałby podzielić się z kimś swoimi poglądami, spostrzeżeniami lub zwyczajnie poszukać poparcia swych tez. A tu kapota. Jeśli ktoś z Was jest osobą niewierzącą i kiedykolwiek znalazł się w tłumie nawet nie gorliwych katolików, spróbował wypowiedzieć swoje zdanie na temat wiary? Też usłyszeliście to westchnienie niedowierzania i oburzenia poprzedzające wybuch? Ja się kiedyś dowiedziałam, że mieszka we mnie szatan i tak naprawdę to on mną kieruje. Poglądy? To tylko jego szepty wlane do mojego ucha, a nie żadne poglądy.

Jak to jest, że osoba, która jest w większości, może wygłaszać peany, a mniejszość ma siedzieć cicho i nie przypominać o swoim istnieniu? Nie róbcie tak. Lepiej dogaduję się z mniejszościami – jest większa szansa, że ktoś wysłucha i nie osądzi. Najbardziej jednak irytuje mnie etykietowanie. Katolik. Ateista. Gej. Lesbijka. To tylko etykietki, które ktoś przyczepia, a które często bardzo ranią. Dla mnie to Tomek. Asia. Michał lub Zosia. Z własnego doświadczenia wiem, że większość tych zwrotów jest używana przez katolików, którzy w niedzielę świecą przykładem, aż łuna razi po oczach, a od poniedziałku przerzucają się różnymi określeniami. I szepcą po kątach: Słyszałaś, a ten to podobno z facetem… Co ty mówisz!. Nie, żebym promowała tu jakiekolwiek zachowanie, czy namawiała do zmiany światopoglądu. Jestem tolerancyjna, ale również neutralna. Głośno natomiast mówią o tym w telewizji. Mamy w końcu dwudziesty pierwszy wiek – tak dla przypomnienia.

Czy

Nie potrzebuję wyuczonych regułek, by dziękować za istnienie.

Nie uważam się za ateistę. Nie chcę, by ktoś tak o mnie mówił, bo czemu niby mam się ograniczać jakąś przypiętą łatką, skoro mogę być po prostu sobą. Niezmiernie mnie irytuje, gdy przyjeżdża rodzina i prześciga się w opowiadaniu, jak to było na niedzielnej mszy, jaka to była piękna, jak kto był ubrany. Dla mnie to wyuczone regułki, zaprawione szczyptą podniosłych nut. Piękna? Przecież zawsze jest tak samo. Co mnie obchodzi, jak kto się ubiera? Co mi po tym, że będę klepać rymowane zwrotki, a za piętnaście minut kopnę psa, bo mnie czymś zirytuje? Żyję tak, by nie żałować. Jeśli nic nie ma, to w porządku. Jeśli Coś jednak istnieje, to nie będzie mi wstyd przed Tym stanąć i przyznać, że żyłam dobrze.

Ludzie tego nie rozumieją. Nie rozumieją, że można być ponad To. I możecie mi zarzucić, że uogólniam, ale tak niestety jest. Jasne, że znam osoby, które są tolerancyjne. Za niektórych katolików jestem gotowa skoczyć w ognień. Oni rozumieją moją potrzebę nieograniczania się niczym. Nie potrzebuję wyuczonych regułek, by dziękować za istnienie.

Przede wszystkim jednak szanuję wszystkich. Bez wyjątków. Jeśli mi powiesz, że jesteś wyznawcą… kamieni (czy czegokolwiek innego) i bijesz im pokłony… Dobra, bardzo się cieszę, że znalazłeś w życiu coś, co sprawia ci radość i daje ci siłę. Proszę jednak byś nie próbował przekonać mnie, bym i ja padła na kolana i biła pokłony. Uważam, że z wiarą nie należy się obnosić. To tak jakbym rozebrała się do naga i paradowała po ulicy.

To sprawa tak bardzo osobista, że ubrania powinniście ściągać powoli, z odpowiednią kolejnością i tylko przed osobą, która na to zasłużyła.