Koreańczycy kontra reszta świata

Koreańczycy

Nie myślcie sobie, że jest to wpis związany z polityką. Chodzi jedynie o Koreę Południową i jej talent do tworzenia dram. Gdzieś między oglądaniem Because This Is My First Life i kończeniem Attention, Love!, postanowiłam jeszcze zgłębić amerykańską wersję The Good Doctor. Jak możecie się domyślić, jednocześnie zaczęłam oglądać również koreańską, która posłużyła za pierwowzór. Nie pytajcie się, w jaki sposób godzę to wszystko… Niemniej zaczęłam mimowolnie porównywać seriale i analizować, kto wygrywa w tym starciu.

Wnioski przedstawiają jedynie moje subiektywne zdanie, ale może Wy macie podobne lub zupełnie… inne. Ja jednak oglądam dużo dram koreańskich, a ostatnio nawet zaliczyłam tajwańską i chińską. Przyzwyczaiłam się do stylistyki, którą poniekąd wymusza wschodnia kultura i czuję się z nią bardzo dobrze. Wielokrotnie zastanawiałam się, czemu nasze polskie seriale nie mogą się wzorować na lepszych zagranicznych – choć Belfer przede mną, a podobno dorównuje. Jednocześnie łykając dramy, nie zaniechałam oglądania seriali zagranicznych (wiem, że Korea to też zagranica, ale uznajmy, że wszyscy wiemy, o co chodzi 🙂 ) Jaki wniosek? Korea chyba jest bardziej… prawdziwsza.

O co mi chodzi? Seriale są dla mnie bardziej zagrane, a dramy w sumie mogłyby dziać się obok nas w realnym życiu. The Good Doctor uważam za bardzo dobry serial, gra aktorska na wysokim poziome, a jeśli ktoś jest miłośnikiem House`a, to tym bardziej powinien się zapoznać z tym serialem. Niemniej główna bohaterka już na wstępnie mnie zirytowała (musieli wcisnąć pewne relacje międzyludzkie), a poza tym jej zachowanie wywołało we mnie uczucie, że tak naprawdę jest fałszywa. Główny bohater doskonale wcielił się w rolę autystycznego człowieka, który posiada ogromną wiedzę.

Koreańczycy
Joo Won jako Shi On w „Good Doctor”

Czym różni się drama? Bohaterka może i jest irytująca, ale zamiast fałszywą bardziej można nazwać ją naiwną – co dla konesera nie będzie zaskakujące, skoro w większości dram właśnie takie są. Za to Joo Won, który zagrał autystycznego doktora, zrobił to fenomenalnie. W pierwowzorze jest powiedziane, że doktor ma ogromną wiedzę, ale zachowanie dziesięciolatka. Amerykanie nie wzięli sobie tego do serca i owszem bohater pokazywał autystyczną naturę, ale nie było mowy o dziecięcym zachowaniu. Wydał mi się raczej bardzo poważny. Naturalność opiera się na tym, że Koreańczycy nie boją się wyzwań.

Zauważyłam to też w przypadku dramy Kill Me Heal Me, gdzie Ji Sung musiał pokazać wiele osobowości i nawet zagranie „dziewczyny” wyszło mu znakomicie. Zastanawiałam się, co by było, gdyby Amerykanie zdecydowali nakręcić serial na podstawie akurat tej dramy. Z jednej strony jestem ciekawa, ale z drugiej wiem, że trudno byłoby pobić im Ji Sunga. Chyba że główną rolę miałby zagrać Jim Carrey, a wtedy chyba wyszłaby z tego parodia (kto oglądał KmHm, ten wie, że parodią nazwać tego się nie da).

Koreańczycy
Chyba nie muszę przedstawiać…

Koreańczycy potrafią zachować ten szczególny luz na ekranie, którego brakuje w amerykańskich lub europejskich produkcjach. Myślę, że jest to głównie spowodowane tym, że seriale zamykają się w ramach gatunku, a dodatkowo azjatycka mentalność jest odmienna praktycznie od każdej innej. Dramy mają to do siebie, że dramat może być jednocześnie komedią, a kryminał mieszanką gorącego romansu. Koreańczycy mają inne podejście do życia – przejawiające się, chociażby w rozbrajającym humorze, który niekoniecznie musi być dla nas zrozumiały – a nam pozostaje jedynie je pokochać albo znienawidzić – żartuję, tego nie da się nie kochać 😉

Podstawową różnicą jest również długość odcinka, co ma wpływ na rozwój akcji. Dramy mają to do siebie, że fabuła rozciąga się, widz ma szansę poznać bohaterów. Początkowo trudno przyzwyczaić się do godzinnych maratonów i dobrze na początek wybrać dramę, która naprawdę wciągnie. Zapewniam natomiast, że po powrocie do seriali, każdy odcinek będzie Wam umykał z zawrotną szybkością. Zauważyłam również, że zaczęłam więcej wymagać od seriali, ponieważ dramy zazwyczaj zawierają kilka wątków, są bardziej rozbudowane, mają oddziaływać na emocje, bohaterowie (nawet męscy) nie boją się pokazać łez. Mam wrażenie, że tymczasem w serialach kładzie się nacisk na akcję, a przeżycia bohaterów stanowią jedynie dodatek.

To moje spostrzeżenia, dotyczące porównań seriali i dram. Myślę, że miłośnicy znajdą ich jeszcze więcej. Póki co życzcie mi powodzenia w ogarnięciu wszystkich rozpoczętych dram i seriali – jednocześnie.

Jest to dla mnie nie lada wyzwanie.