CZASAMI KŁAMIĘ – ALICE FEENEY: Jak dwa ziarnka groszku…

SometimesILie Booktour Banner 1 - CZASAMI KŁAMIĘ – ALICE FEENEY: Jak dwa ziarnka groszku...

Leżysz, ale nie możesz się poruszyć. Słyszysz, ale nie mówisz. Myślisz, ale nie pamiętasz. No tak… Czasami też kłamiesz. Wyobraź sobie, że budzisz się w szpitalnej sali i nie wiesz, co ci się stało. Jesteś w śpiączce, a każda kolejna sekunda staje się wiecznością. Jedyne, co możesz robić, to zastanawiać się nad swoją przeszłością i wspominać dawne lata. Jest jednak haczyk. Nie możesz pogubić się w swoich kłamstwach.

Tytuł: Czasami kłamię
Autor: Alice Feeney
Wydawnictwo: W.A.B

Amber zapada w śpiączkę, ale nie może sobie przypomnieć, dlaczego znalazła się w takim stanie. Wie jednak, że przed tym zdarzeniem prowadziła zupełnie inne życie. Miała pracę, której jednak nie lubiła. Siostrę, która założyła szczęśliwą rodzinę. I męża, który przestał ją kochać. Miała również najlepszą przyjaciółkę, z którą lubiła wyskoczyć na drinka, a ostatnio spotkała również swojego byłego chłopaka, z którym chętnie odświeżyła kontakt. Amber nie wie, czy mąż chciał ją zabić. Wie jednak, że sama czasami kłamie.

Jak przystało na mnie, początkowo bałam się tej książki, choć byłam nią niezwykle zainteresowana. Nie lubię pisać o książkach, jeśli mi się nie podobały. Wydawało mi się, że będę miała jednak do czynienia z tajemnicą, którą strona po stronie będę mogła rozwiązywać, aż ukaże mi się ona w całej swojej okazałości. Cóż… początkowo rzeczywiście tak było, aż główna bohaterka zaczęła kłamać. I to nie jest żaden sekret. Autorka nawet specjalnie ostrzega przed tym czytelnika. Najlepsze jest jednak to, że to właśnie on musi zdecydować, co jest prawdą, a co jedynie urojeniem. Zostałam wywiedziona w pole, Pani Feeney. Gratuluję.

To dla mnie taki pstryczek w nos od samej autorki, która doskonale wiedziała, że nie poradzę sobie z zagadką. I rzeczywiście zakończenie książki wbiło mnie w fotel i pozostawiło przez kilka chwil w zupełnym osłupieniu. Całą książkę można podzielić na trzy części, które przeplatają się ze sobą. To zupełnie tak, jakby przeplatały się ze sobą trzy rzeczywistości. W pierwszej z nich Amber leży w szpitalnym łóżku i nie może się poruszyć. Dolatują do niej jedynie strzępki rozmów, z których może wywnioskować, co jej się przytrafiło. Cała sprawa jest jednak owiana tajemnicą, a zagadka może być rozwiązana jedynie przez samą Amber.

W drugiej rzeczywistości kobieta przywołuje retrospekcję sprzed kilku dni, w których prowadzi normalne życie, pracuje, spotyka się z przyjaciółmi, siostrą oraz mężem. Czytelnik jednak ma świadomość, że to właśnie tutaj będzie mógł poznać przyczyny stanu bohaterki. Trzecią częścią są fragmenty pamiętnika, prowadzonego przez małą dziewczynkę. Fabuła była dla mnie niczym ruchome piaski i tylko stąpanie po wyznaczonych kamieniach mogło mnie uratować przed niechybną zgubą. Nie wiedziałam jednak, czy na kolejnej stronie znajduje się kamień, czy zostanę zwyczajnie wciągnięta i pogrzebana.

Czasami

 

Słyszę ulewę, która próbuje wybudzić mnie z tego bezbrzeżnego snu. Brzmi jak nieustępliwa armia maleńkich paznokci postukujących w szybę. Wyobrażam sobie kolejne uparte kropelki – kiedy ponoszą klęskę i nie udaje im się przełamać czaru, zmieniają się w spływające po szkle łzy.

Takie poprowadzenie książki sprawiło, że po kolei z zapartym tchem mogłam rozwiązywać zagadkę Amber i jej śpiączki. Problemem było jednak to, że ta czasami kłamała, w związku z czym trudno było mi odróżnić kłamstwo od prawdy. Gdy już strzelałam palcami i mówiłam: Mam Cię!, okazało się, że autorka znów wyprowadziła mnie w pole. I muszę przyznać, że gdy już książkę skończyłam i popatrzyłam na nią z perspektywy całości, to włos zjeżył mi się na głowie. Ta powieść jest wstrząsająca i pozostawia czytelnika z trudnym do opisania poczuciem niepokoju.

Ponadto bardzo trudno ocenić mi główną bohaterkę. Wiem o jej największej wadzie (a jestem osobą, przy której do kłamstwa lepiej się nie przyznawać), a jednak podczas czytania mimowolnie wytworzyłam do niej nić sympatii. Dopingowałam ją i jej współczułam, bo w końcu przydarzyło jej się coś złego. Życie jej nie rozpieszczało, a przeszłość wciąż kładła się cieniem na całym życiu. Czy jednak zasługiwała na to? Ta lektura wywołała we mnie konflikt, z którym do tej pory trudno mi się pogodzić. Bo czy taki człowiek, jak Amber zasługuje na moje współczucie? Może zasługuje na nie każdy? A może wcale jej nie współczułam? Autorka pokazała mi, że miłość też może być niebezpieczna. Z Amber jest jeszcze taki problem, że ma niezwykły dar opowiadania. Jej historię łyka się w całości i czasem człowiek się nawet nad tym nie zastanawia. Jej opisy często są niezwykle obrazowe i wypełnione pięknymi słowami. Niektóre sprawiły, że dwa razy spojrzałam na otaczający mnie świat.

Pomyślicie zapewne, że ot taki normalny thriller, zbrodnia, może trochę krwi, zagadka wydawałoby się nie do rozwiązania. W dodatku wszystko ubrane w prostą, nieprzyciągającą uwagę okładkę. Schemat goni schemat. Może tak, a może nie. Nie macie pewności.

Może czasami zwyczajnie kłamię.

  • Porzuciłam pomysł czytania tej książki przez zbyt dużą ilość zobowiązań. Teraz żałuję! Świetna recenzja i zapowiedź interesującej lektury. Muszę nadrobić 😉

    Pozdrawiam,
    http://mocnosubiektywna.wordpress.com

    • Katarzyna Łochowska

      Wiesz… Ja początkowo podeszłam do książki z obawą, tym bardziej że ogólnie nie czytam tego typu książek. Wciągnęłam się jednak niesamowicie i teraz każdemu polecam lekturę. Autorka miała naprawdę fajny pomysł, który wykorzystała 😉 Jak znajdziesz czas, to koniecznie przeczytaj!