KING – T.M. FRAZIER: Drogie Panie, przedstawiam Wam króla

King

Lubię książki, które nie zawsze są łatwe i przyjemne w odbiorze. Romans może być brutalny, miłość trudna i skomplikowana, a relacje burzliwe, choć ogólne przekonanie wskazuje na coś zupełnie innego. Zazwyczaj czytelnik zdaje sobie sprawę, że to tylko pisarski zabieg, który ma doprowadzić do lukrowego happy ednu i podbić czytelnicze emocje. Czasem jednak pojawia się wybryk, który burzy dotychczasowy schemat, a czytelnika pozostawia z wewnętrznym rozdarciem, którego nie spodziewał się zarobić podczas lektury. Taki wybryk to zawsze prawdziwy king wśród pisarskich odszczepieńców.

Tytuł: King
Autor: T.M. Frazier
Wydawnictwo: Kobiece

Doe została wyrzucona do śmietnika niczym zużyta zabawka. Odkąd się obudziła, niczego nie pamięta. Nawet jej imię jest zmyślone. Dziewczyna jest traktowana jak bezdomna, nikt jej nie szuka, a za bratnią duszę uznaje poznaną przez przypadek dziwkę. Głód popycha ją do desperackiego kroku i Doe postanawia zyskać sponsora wśród gangu motocyklowego. Przez przypadek trafia do pokoju Kinga, a zbieg tragicznych zdarzeń sprawia, że mężczyzna ustanawia ją jako swoją własność. Wśród ciągłych imprez, morza alkoholu, narkotyków i padających trupów powoli rodzi się uczucie. Gangsterskiej duszy nie da się jednak zmienić z dnia na dzień.

Odnalazłem siebie w smutnych oczach dziewczyny, która była tak samo zagubiona jak ja. A może my wcale się nie odnaleźliśmy. Może po prostu postanowiliśmy zgubić się razem.

Jestem w szoku i mówię całkiem serio. Spodziewałam się dobrej erotyki, zaprawionej sporą dawką pieprzu. Nie myślałam, że King jest aż tak brutalny, nieprzewidywalny i chwytający za serce. Nie jest to kolejna łatwa książka z głębokim podtekstem erotycznym w roli głównej. Może większości z was wydała się ona mało wymagająca i nieangażująca. Pod niemal niebiańską okładką i mało mówiącym opisem, kryje się jednak prawdziwe piekło.

Czytałam wiele powieści, które zawierały gangsterski wątek, jednakże żadna z nich nie była aż tak… naturalna. I może rzeczywistość tak naprawdę nijak się ma do książki, a może właśnie wszystko jest dokładnie odwzorowane. Niemniej jest to rzeczywistość wstrząsająca, szokująca, a czasem nawet wywołująca niesmak. I właśnie w takich okolicznościach rodzi się miłość, która nie jest czysta i niewinna. Jest brudna i brzydka. Jeśli jesteś czytelnikiem o delikatnej duszy, to radzę ci kierować się rozwagą, sięgając po tę pozycję.

King

King nie jest typowym erotykiem. Jest to lektura dla czytelnika o mocnych nerwach, który posiada margines literackiej tolerancji i zrozumienia. Tytułowy bohater jest niebezpiecznym człowiekiem i od razu możecie wymazać ze swojej głowy obraz typowego książkowego bad boya. King nie tylko strzela złowrogim spojrzeniem. On po prostu wyciąga gnata i strzela prawdziwym pociskiem, który roztrzaskuje głowę jego przeciwnika. King otacza się ludźmi, którzy nie wyobrażają sobie życia bez narkotyków, alkoholu, imprez i dziwek. Sam bohater bierze czynny udział w tych eskapadach i nawet nie zamierza myśleć o żadnej zmianie. Niemniej King ma swoje tajemnice, a jego czyny zazwyczaj są przemyślane bardzo dokładnie.

Dziwne jest jednak to, że tych bohaterów nie da się nie lubić. Nie ma tak naprawdę znaczenia ich tryb życia. Liczy się braterskość, lojalność i rodzinna więź, która ich łączy. Nie ma nic przyjemniejszego od dilera, który ma gdzieś opinię innych i kocha ekstrawaganckie muszki. On po prostu wie, że jeśli ktoś wyrazi swoje zdanie na ten temat, to zarobi kulkę w łeb, a on zyska nowy temat do żartów. Mimo naprawdę paskudnego przysposobienia bohaterów autorka wytworzyła więź między nimi a czytelnikiem.

Sama relacja między Kingiem a Doe jest niezwykle burzliwa, choć dosyć przewidywalna. Czytelnik śledzi ich los, wiedząc, że zaraz nastąpi wybuch emocji. Czy aby jednak na pewno? King jest tym nieprzewidywalnym elementem, który potrafi jednym dosadnym zdaniem zburzyć całą erotyczną otoczkę. Na zakończenie autorka grozi palcem, jakby mówiła: Myślisz, że wszystko jest po twojej myśli? To ja rozdaję karty. Możecie się spodziewać wielkiego znaku zapytania po przeczytaniu ostatniej strony powieści. To może jedynie oznaczać, że autorka nie powiedziała jeszcze ostatniego słowa i zapewnia, że będzie się działo. I mam nadzieję, bo kolejna część już znalazła się w zapowiedziach Wydawnictwa Kobiecego. Osobiście nie mogę się doczekać.

Jeśli zastanawiacie się, w jaki sposób określić tę książkę, to podpowiadam, że najlepiej pasuje… czysta dekadencja.