Dlaczego piszę recenzje książek

recenzje

Ostatnio bardzo często spotykam się z opinią, że recenzje książek tak prawdę do niczego nie służą i mają jedynie sprawić autorowi przyjemność. Poczułam się urażona. Co ja jestem? Darmowy uszczęśliwiacz? Zabawka zrodzona z potrzeby przyjemności? Po co siedzę i czytam te wszystkie książki, a potem jeszcze zadaję sobie trud wyskrobania o nich jakiś logicznych zdań? Otóż myślałam, że recenzje jednak do czegoś się przydają. Hej, mam propozycję. Może przestańmy pisać recenzje? Ciekawe, co wtedy będą mówić. Zaczęłam się zastanawiać, wnikać i analizować. Chcecie się dowiedzieć, dlaczego piszę recenzje książek?

Moja książka się nie sprzedaje, choć mam sto pozytywnych recenzji. One więc do niczego nie służą, bo przecież i tak książka zaraz zostanie wycofana ze sprzedaży. Yhm… Skoro masz sto recenzji, to jednak książka musiała się sprzedać w jakimś tam procencie (chyba że rozdałeś rodzinie i to oni ją recenzowali). Ktoś zadał sobie trud, by książkę przeczytać, a nawet zrecenzować. Smucą mnie takie wypowiedzi, tym bardziej że sama co jakiś czas je słyszę od autorów, od blogerów, a także od ludzi, którzy są zupełnie niezwiązani z tym rynkiem.

Nie mogę wypowiadać się za innych, a jedynie wyrazić swoje zdanie. Oto dlaczego ja piszę recenzje książek. Po pierwsze uważam, że są one pomocne. Sama lubię czytać recenzje moich książek i wiem, jak przyjemnie jest usłyszeć o swojej pracy dobre słowo. Niemniej recenzja książki ma dla mnie bardzo duże znaczenie jako pisarki. To taki drogowskaz, który wyznacza mi kierunek dalszej pracy. Jeśli wiem, co nie podobało się moim czytelnikom, to w następnej książce nie popełnię już tego samego błędu. Poprawię go. W końcu uczę się całe życie, a recenzje moich książek mi w tym pomagają (o konstruktywnej krytyce będę jeszcze pisać). Dlatego piszę recenzje książek, a jeszcze chętniej piszę je dla debiutantów. Mam świadomość, że w ten sposób mogę im pomóc w dalszym rozwoju. I jasne, że doskonale zdaję sobie sprawę, jak bardzo może zaboleć krytyka. Niemniej w tym zawodzie jest ona niezbędna. Cieszy mnie świadomość, że moje zdanie może wpłynąć na dalszą pracę autora oraz ją poprawić. Przynajmniej taką mam nadzieję.

2b4804551b9a69b3e8a00612616871cc48a149c5 - Dlaczego piszę recenzje książek

Recenzja jest również dla mnie wspomagaczem promocji. Piszę wspomagaczem, ponieważ cały marketing nie może opierać się jedynie na publikowaniu recenzji. Jeśli wyślemy niezliczoną ilość egzemplarzy do blogerów, którzy mają książkę zrecenzować i na tym zakończymy nasze promocyjne działania, to… No sorry, tak się nie da. W promocję jest zaangażowane wydawnictwo, sponsorzy/patronat, dystrybutor, sam autor, gatunek książki, grupa docelowa i pewnie jeszcze wiele czynników promocyjnych, a dopiero na samym końcu majaczą blogerzy, którzy książkę zrecenzują. Niemniej jest to najszybsza metoda, która pozwoli pisarzowi dotrzeć do czytelników i da nadzieję na pozyskanie nowych zwolenników. Tego nie da się zbudować w jeden dzień. Cieszę się, że moja recenzja jest kolejną cegiełką dołożoną do całego muru.

Sama często czytam recenzje i dopiero potem decyduję, czy dana książka mnie zainteresuje, czy też byłaby zwykłą stratą czasu. Jeśli widzę, że dużo osób jednak jej nie poleca, to nie ma co ukrywać, jak również spisuję ją na straty. Jeśli znajdę kilka elementów, które mnie zaciekawią, a recenzje nie są jednoznaczne, to na książkę się decyduję, by na własnej skórze przekonać się, czy warta była ryzyka. Spotkałam się również z opiniami bardzo pozytywnymi, a książka okazywała się jedną wielką klapą. Jeśli jednak jesteś pisarzem i uważasz, że stworzyłeś arcydzieło, które samo się obroni, to Cię rozczaruję. Będzie zalegało w magazynie, ponieważ nikt się o nim nie dowie. A opinie innych? Cóż… każdy ma swoją. Ja lubię mieć świadomość, że może jednak ktoś przeczyta moją recenzję i właśnie ona okaże się tą przełomową, po której książka trafi w ręce czytelnika, a on na chwilę zapomni o otaczającej go rzeczywistości.

Dlaczego jeszcze piszę recenzje książek? Bo lubię. Tak po prostu. Dla mnie to również jest przyjemność, jeśli autor dowie się o mojej opinii i w jakiś sposób da mi do zrozumienia, że mnie zauważył, że przeczytał, że postara się zastosować do wskazówek. Mam wtedy poczucie, że jednak coś wniosłam do jego życia i gdy pojawi się kolejna książka, będę mogła sobie przypisać jakąś tysięczną część zasługi. To miłe, gdy możesz wejść w jakąś interakcję a autorem, poznać go, dowiedzieć się o nim kilku rzeczy. To sprawia, że książka nie jest już zlepkiem papieru zadrukowanego atramentem. To „coś”, co wyszło z drugiego człowieka. Zasługuje na trochę szacunku.

Skoro recenzje książek nic nie dają, to po co je pisać? Dlaczego wydawnictwa zadają sobie trud, by wydrukować egzemplarze recenzenckie i rozesłać wśród blogerów? Dlaczego coraz częściej blogi pojawiają się na okładkach książek w ramach patronatu i wspomagają promocję? Jeśli pisarz mówi, że recenzje nie są potrzebne, to dlaczego jego książka trafia jednak do blogerów? Dlaczego osoba, która nie pisze recenzji i uważa to za zbędne, przed zakupem książki dokładnie przekopuje internet w poszukiwaniu opinii innych? Lubię pisać recenzje, dzięki temu czasem mogę przeczytać książkę przedpremierowo i to również jest dla mnie nagrodą. Spotkałam się ze zdaniem, że blogerzy to wyzyskiwacze, którzy polują jedynie na darmowe książki. Nie dostajemy za to pieniędzy. Satysfakcja i ta książka to jedyne nagrody. Od siebie mogę powiedzieć, że nie zawsze piszę recenzje mając książkę papierową. Czytam również e-booki i piszę z nich recenzje. Tej przyjemności jednak nikt mi nie odbierze.

Piszecie recenzje książek, a jeśli tak to dlaczego? Może uważacie, że to jednak zbędne? Swoje zdanie zostawcie w komentarzu 😉

 

  • Dlaczego piszę? Bo po przeczytaniu książki czuję potrzebę wypowiedzenia się o niej. Nie truję w ten sposób znajomym. Uwolnię te myśli i już. A czy mój wpis skłoni kogoś do kupienia książki, czy nie, to już nie moja broszka 🙂

    • Katarzyna Łochowska

      Ciekawie 😀 Jak się bardziej zastanowię, to właśnie dlatego zaczęłam pisać recenzje. Musiałam się wygadać i zobaczyć, czy ktoś jeszcze popiera moje zdanie na temat danej książki 😀 Robię jednak to już tak długo, że zupełnie zapomniałam o początkach 😀 Czyżby rutyna?
      Pozdrawiam!

  • Recenzuję książki, bo to lubię, bo kocham czytać, bo wiele osób jednak wahając się sprawdza w internecie krążą opinie, więc czuję, że mogę pomóc. 🙂 Boli mnie jednak często nierzetelność opinii, pisanie pod publikę (ileż razy byłam na blogach, gdzie każdy egzemplarz recenzencki to „najlepsza książka jaką w życiu czytałam”) oraz niemerytoryczność. Zawsze staram się pisać o wadach i zaletach książki, a nie „książka była fajna”. Jak dla mnie to słaba opinia. A co do recenzji i słabego nakładu etc. – coraz częściej widzę, że egzemplarze recenzenckie są nierzadko wysyłane do blogerów, którzy mają dużo obserwacji, czytelników i wejść, bez brania pod uwagę merytorycznej strony recenzji. Jeżeli recenzje pisze osoba z 1000 obserwatorów, która przepisuje opis z tyłu książki, podziwia okładkę i pisze „no fajna ta książka, ciekawa, 10/10, a za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu XYZ” to czy po takiej recenzji można się spodziewać, że kilka – kilkanaście osób kupi tę książkę? Może długa, sensowna recenzja też nie daje takiej pewności, ale z drugiej strony wydaje mi się, że daje na to nie małą szansę. Zresztą, podobna sytuacja – jeśli wysyła się poważny reportaż do siedemnastolatki, która czyta fantastykę i romanse, to nic w tym dziwnego, że jej czytelnicy po taką książkę raczej nie sięgną. I wcale nie uważam, że to jej błąd, ona uczciwie mówiła co czyta. To wydawnictwo w takiej sytuacji nie najlepiej podchodzi do prawdziwego marketingu.
    Za to mogę z całą pewnością napisać, że i ja czuję satysfakcję z pisania recenzji, a znacznie częściej są to opinie o moich własnych książkach czy to w wersji papierowej czy ebooka niż egzemplarze recenzenckie. 🙂 Po prostu o książkach mogę mówić bez końca. 😉
    Pozdrawiam!

    • Katarzyna Łochowska

      Zwróciłaś moją uwagę na bardzo istotny szczegół. Rzeczywiście wydawnictwa obstawiają się blogerami, którzy „podbili” Internet. Wtedy mają szansę na to, że czytelnicy bloga rzeczywiście kupią ich książkę, a wtedy zyskają na jej wydaniu. Często jednak czytam recenzje książek i taką napisaną pod publiczkę można rozpoznać. Wierzę, że książka może być tak dobra, że czytelnik przeczytał ją jednym tchem. Sama takie książki czytam. Moje zdanie nie będzie jednak osamotnione, ponieważ inni powiedzą o niej to samo. Recenzja jest trochę konfliktową formą, ponieważ powinna być napisana obiektywnie, ale w końcu przedstawia również zdanie autora, które jest subiektywne. Ja zawsze staram się wyłapać plusy i minusy, zweryfikować to, co mi się podobało od tego, co można poprawić. O książkach można mówić w nieskończoność, o czym my recenzenci dobrze wiemy. Czytelnika nie można jednak wprowadzać w błąd skupiając się na wydawniczym opisie i okładce 😉 Pozdrawiam!

      • Nie jestem pewna czy przepisaniem blurbów i opisem okładki można przyciągnąć czytelników bloga do zakupów. Poza tym razi mnie np. kiedy niemałe wydawnictwo wysyła egzemplarze recenzenckie do osoby, która notorycznie popełnia błędy ortograficzne, stawia spacje przed interpunkcją. Wydaje mi się, że to jest po prostu nieprofesjonalne.
        Też wierzę! I czasami moje zdanie jest osamotnione, bo jakby oczytać blogi to nikt nie lubi np. „Wesela” czy „Ludzi bezdomnych”, a ja owszem. 😀
        Oczywiście, że recenzja może, a nawet powinna być subiektywna i ja na to liczę, ale no właśnie. Musi się tu pojawić subiektywna opinia, bo stwierdzenie „no fajna” chyba mało się do tego kwalifikuje. 😉

        • Katarzyna Łochowska

          Pewnie. Jeśli już ktoś wyraża swoje zdanie, to niech przynajmniej się do tego przyłoży. Wydawnictwa powinny weryfikować jakość bloga, a nie liczbę obserwatorów. Tu jednak chodzi o zysk, więc póki co chyba nie mamy na co liczyć 😉 Może kiedyś marketing się zmieni.

  • Ja mam po prostu nadzieję, że moja recenzja pomogła komuś w podjęciu decyzji odnośnie przeczytania bądź zakupu książki 😉 A jeśli autor trafi na moją recenzje i zrobi mu się miło, że komuś się podobało i naskrobał o tym parę słów to mnie również będzie bardzo miło, bo mogłam komuś sprawdzić radość. Jakoś nieszczególnie roztrząsałam sprawę po co recenzuję. To chyba znak, że również to lubię?

    • Katarzyna Łochowska

      Dokładnie tak mam! Fajnie, gdy ktoś Cię dostrzeże, nawet jeśli o tym nie wiem. Może właśnie to jest w tym najlepsze – nie wiemy, kiedy dokładnie wpłyniemy na czyjąś decyzję, a przez to nie przestajemy pisać recenzji i dodatkowo tego lubić. Do tej pory nie zastanawiałam się, dlaczego to robię, ale komentarze typy: „Zaprzestań, bo jedynie bruździsz”, zakały mi zrewidować moje dotychczasowe motywy. Nie zrozumiem takich ludzi 😉
      Pozdrawiam

  • Beniamin Religa

    Piszę recenzje z kilku powodów: 1. – Stawiam w ten sposób pomnik pisarzom, których uwielbiam i których twórczość uznaję za wartą popularyzacji. 2. – Analizując rozmaite dzieła wysuwam z nich wnioski pomocne mi w tworzeniu własnej grafomanii. 3. – Czasami wiem co naprawdę sądzę o danej książce dopiero, kiedy o niej napiszę – jakkolwiek zabrzmi to głupio;) 4. – Po prostu lubię pisać:)

    • Katarzyna Łochowska

      Bardzo mi się podobają takie powody. Myślę, że dzięki takim blogerom ta książkowa blogosfera trzyma poziom 😉 Nie chodzi w niej tylko o otrzymanie książki, ale za recenzją kryją się inne powody, co pewnie przekłada się również na jakość. Tak trzymać!
      Pozdrawiam!

  • Piszę, bo lubię. Bo sprawia mi to frajdę. Z czasem okazało się, że nie tylko sprawia frajdę mnie, ale też pomaga w wyborze książek innym. Tak, mam takie informacje i nie chodzi mi o komentarze innych blogerów zostawione pod notką. Wiesz, w stylu „przeczytam”, bo często za nimi nie kryje się nic. Z czasem okazało się, że blogowanie (w tym pisanie recenzji) może zaowocować nawiązaniem fantastycznych znajomości z ludźmi zajmującymi się książkami zawodowo czy hobbystycznie. I to jest dla mnie absolutnie wspaniała sprawa.

    Piszę też dlatego, że szybko zapominam przeczytane książki, a recenzje umożliwiają mi ich utrwalenie na dłużej. 🙂

    To tak w wielkim skrócie. 🙂

    • Katarzyna Łochowska

      Wierzę, że w skrócie, bo nawet ja miałam problem, żeby zamknąć moje powody w jednym poście 😀 My książkowi blogerzy już tak mamy. Rzeczywiście nawiązanie kontaktów to super sprawa. nagle człowiek się dowiaduje, że nie jest jedyny na świecie i ma z kim pogadać, a czasem nawet zaprzyjaźnić się na całe lata. Niesamowite, co książka może zrobić w życiu człowieka 😀
      Pozdrawiam!

      • Otóż to. Więc nawet jeśli czasem mam dość (bo bywa i tak), to nie wyobrażam sobie przestać pisać i recenzje, i bloga w ogóle. Mam takie szczęście, że zawsze jak wątpię w sens pisania recenzji (bo w statystykach stosiki biją je na głowę) to wydarzy się coś tak miłego, że na nowo biorę się z zapałem za pisanie. 🙂

  • W sumie to nigdy się nad tym nie zastanawiałam, ale wynika to z tego, iż po prostu lubię i kocham czytać. Do tego zawsze miło się podzielić swoimi przemyśleniami, a może ktoś jeszcze nie miał okazji czytać danej książki, może nie zna danego autora? No i jeszcze ta niezwykle sympatyczna część „całego przedsięwzięcia”. 😉 Poznawanie cudownych ludzi z pasją, którzy również swoimi recenzjami i spojrzeniem potrafią „zarazić” jakimś nowym gatunkiem czy autorem. 🙂

    • Katarzyna Łochowska

      Zgadzam się w 100% 😀

  • Fajny wpis. Ja zaczęłam pisać bloga tylko dla siebie, szczerze nie liczyłam, że ktoś go będzie czytał. I nadal to robię (zapewne nadal tylko dla mnie i kilku osób), bo zwyczajnie lubię 🙂

  • CoZaBadziewny Czytacz

    Moim głównym powodem rozpoczęcia pisania ‚recenzji’ była chęć wyrzucenia z siebie pewnych emocji po przeczytaniu książki. Znajomi mieli mnie dość 😉 Uznalam, że internet przyjmie wszystko!