Katarzyna Łochowska/ Lipiec 16, 2018/ W ŚWIECIE NAŁOGOWEGO

Dzisiaj temat, który nie daje mi spokoju od kilku tygodni – choć oczywiście zjawisko zaobserwowałam bardzo dawno temu. Przeczytałam ostatnio książkę, która delikatnie mówiąc, nie była za dobra, choć nie była do szpiku zła. Wchodzę na pewien znany portal książkowy zrzeszający autorów, a tam gwiazdki pod książką skrzą się, ile wlezie. Myślę sobie, no nie, tak nie może być. Czemu aż tylu czytelników dało tej książce 10 GWIAZDEK?! Oto jest pytanie.

Dobrze wiem, że i wy wiecie, jak to wszystko działa – w końcu rodzina, znajomi i przyjaciele autorów również czytają książki i je oceniają. Ten post nie ma na celu potępienie nikogo, kto kiedykolwiek walnął pod książką zadowalającą autora liczbę gwiazdek. Chciałabym jedynie zastanowić się nad fenomenem gwiazdek, których im więcej, tym lepiej. To jest logiczne, ponieważ popularność napędza sprzedaż i tak właśnie działa marketing. Sama dobrze wiem, jak autorowi miło się robi na sercu, gdy zobaczy, że jego książka przypadła komuś do gustu i ocenił ją naprawdę wysoko. TO JEST SUPER! W mojej głowie rodzi się jednak myśl związana z recenzjami, które również wychwalają książkę pod niebiosa, a gdy człowiek sam się za nią zabierze, to ma ochotę skończyć lekturę po pierwszym rozdziale. I takich przypadków jest niestety wiele.

Sama również złapałam się na gwiazdki i swego czasu pisałam pod recenzją moją ocenę. Wkrótce niestety zdałam sobie sprawę, że często ocena liczbowa jest nieadekwatna do napisanej recenzji. To tylko moje odczucie, które innych może wprowadzić w poważny błąd. Dlatego pod moimi recenzjami nie znajdziecie gwiazdek, choć przyznaję, że wciąż je praktykuję na portalach książkowych, które tego wymagają. Z taką formą oceny jest jeszcze taki problem, że nie zawsze mamy ich 10 – a co, jak już oceniliśmy książkę na 8, a się okazuje, że na innym portalu gwiazdek jest jedynie 5? Takie rozważanie pozostawiam Wam – może w wolnej chwili będziecie chcieli zaprzątnąć sobie tym głowy.

Gwiazdek, ocenianie książek, recenzje książek, recenzje, opinie, recenzowanie, blogerzy książkowi

Ja jednak wychodzę do Was z o wiele poważniejszym tematem, bo od gwiazdek dopiero się zaczęło. O co chodzi z tymi pochlebnymi recenzjami, które tak wysoko oceniają książki? Rozumiem, że każdy ma inny gust czytelniczy, każdemu może podobać się co innego i czasem coś, co ja uznam za błąd, dla drugiego będzie niesamowitą sztuczką autora. Sama piszę pochlebne recenzje, jeśli uznam, że powieść warto przeczytać i musicie się z nią zapoznać. Niestety zdarzają się książki, których po prostu nie można dobrze ocenić i nikt nie będzie się z tym sprzeczać – a ja już kilka razy złapałam się na pochlebną recenzję takiej powieści.

Tutaj wypada mi się zastanowić nad recenzentami książek, którzy w większości dostają egzemplarz od wydawnictwa i piszą peany na jego cześć. Na szczęście w większości przypadków i w gronie recenzentów, których ja czytam i polecam, pochwalne pieśni się nie zdarzają. Zachowujemy zdrowy rozsądek, chyba że książka jest naprawdę bardzo dobra i z tym nikt nie ma zamiaru się kłócić. Czasem mam jednak wrażenie, że dostając książkę od wydawnictwa, recenzentowi głupio jest napisać o niej coś złego. Może taka różnica w ocenach wynika właśnie z tego? Boicie się pisać niepochlebne recenzje, jeśli wyprosiliście książkę u wydawcy? Ja nie za bardzo i może właśnie dlatego dostaję tak mało propozycji współpracy 😀

Możemy debatować, bo post ma na celu wydębienie od Was odpowiedzi. Jak to jest z Wami? Daliście się złapać na marketingowy haczyk i sięgnęliście po powieść, która okazała się totalną klapą? A może sami napisaliście recenzję i zastanawialiście się, co inni ludzie dostrzegli takiego wspaniałego w książce? Ja przede wszystkim wierzę w moje odczucia po lekturze i nie podpieram się opiniami innych. Przed napisaniem własnej, czytanie recenzji jest definitywnie zakazane. A gwiazdki na portalach książkowych pozostaną piękną ozdobą i każdemu autorowi życzę ich jak najwięcej.

Nie zapomnijcie – 10 gwiazdek dla Nałogowego!