Katarzyna Łochowska/ Luty 15, 2018/ FELIETON

Z czystej przekory wczoraj nie pisałam nic o Walentynkach – w końcu co roku tyle się o nich trąbi, w sklepach w oczy rażą czerwone serduszka pod każdą możliwą postacią. Serduszka w formie lizaków, z kwiatowych kompozycji, kiczowate plastikowe oklejone delikatnym meszkiem i te tradycyjne kartki z miłosnymi wyznaniami, czekające w nadziei, że ktoś je jednak kupi i wręczy ukochanej osobie. No tak… Nie zapominajmy o finezyjnych różach, które w rzeczywistości są… majtasami ze sznurka. Przepraszam bardzo, a czy ktoś pamięta o Dniu Singla?

Oto dzisiaj zaraz w dzień po zacnych Walentynkach wypada Dzień Singla, który osobiście obchodzę bardzo hucznie, podobnie zresztą tak samo, jak Walentynki. Zazwyczaj o obydwu świętach zapominam, spędzając je w błogiej nieświadomości, dopóki nie włączę telewizora lub radia. Niemniej dzisiaj postanowiłam świętować swój stan wolny, dołączając do błogiej nieświadomości kilka kostek czekolady ku osłodzeniu życia. Pocieszam jednak tych, którzy Dnia Singla nie mogą świętować – z wiadomych przyczyn. Dzisiaj jest również Światowy Dzień Wielorybów. Nie wiem, czy ktoś maczał palce, łącząc wieloryby z singlami, ale jakby na to nie spojrzeć, to każda okazja do świętowania jest dobra.

Jutro natomiast jest Międzynarodowy Dzień Listonoszy i Doręczycieli Przesyłek. Jeśli więc jutro oczekujecie na jakiś ważny list, to możecie przy okazji zrobić przyjemność również listonoszowi. Na przykład zamknąć psa, by w taki jeden dzień w roku zrobić wyjątek dla waszego doręczyciela i pokazać mu, że jednak o nim pamiętacie i cieszycie się, że z uporem maniaka doręcza wasze przesyłki. Ja na przykład swojego bardzo doceniam za to, że codziennie pokonuje te niezliczone kilometry, by stanąć pod moimi drzwiami. Recenzenci wiedzą doskonale, ile musi się biedaczyna nadźwigać naszych książek.

Nie o tym jednak chciałam mówić. Zauważyłam trend, który z roku na rok się nasila. Im więcej mamy świąt, to bardziej obchodzimy je… ale szerokim łukiem. Nawet w tym roku większe wzięcie miał Tłusty Czwartek niż Walentynki. W sumie kto by się tam oparł tłustemu pączusiowi. Pewnie – w sklepach są ozdoby, my mamy świadomość, że właśnie dzisiaj jest ten szczególny dzień, ale nie ma w nas już tego ognia, który towarzyszył nam w poprzednich latach. Już nawet choinka nie cieszy tak, jak kiedyś. Może dlatego, że się starzeję? Z roku na rok coraz trudniej wykrzesać mi tę dziecięcą radość i dać się porwać atmosferze. Nawet czekolada w Dzień Singla nie smakuje tak, jak powinna.

Może zwyczajnie pożarła nas rutyna. Wyobraźcie sobie, gdyby na Walentynki w sklepach pojawiły się znicze zamiast uroczych serduszek. Półki zawalone świecami, a nad nimi napis: Kup dla ukochanej. No ktoś by się puknął w głowę. Może wybuchłyby zamieszki. Ktoś inny może by się zastanowił – na czym tak dokładnie polegają te wszystkie święta? Na tym, żeby się czymkolwiek obdarowywać z grzeczności, bo tak wypada, żeby wydać pieniądze na lizaka? Może polegają na pamięci, bo skoro na co dzień nie mamy czasu, by podarować coś bliskiej osobie lub przynajmniej złożyć jej życzenia, to trzeba nam to napisać wielkimi literami i najlepiej nakręcić na tym sprzedaż.

A wystarczyłoby – do listonosza powiedzieć zwykłe dziękuję, do ukochanej proste kocham cię, zadbać o środowisko, by wielorybom żyło się lepiej, a singla zaprosić na imprezę. I jeśli słowa będą szczere, to dodatki w postaci lizaka będą mile widzianą przyjemnością.

W sobotę Dzień Kota. Postaram się coś z siebie wykrzesać.

 

Walentynki, Dzień Singla, święta, serce, felieton

Share this Post