książka
global - DARK, czyli jak podróże w czasie mogą zrobić sieczkę z mózgu

Oficjalnie mogę dopisać się do grona osób, które trzy sezony Dark mają już za sobą. Czy serial zrobił na mnie wrażenie? I tak, i nie. Co to znaczy? Naprawdę nie zliczę, ile razy musiałam zbierać swoją szczękę z podłogi, a zdarzało mi się to minimum raz na odcinek. Nie mam pojęcia, czy istnieje ranking najbardziej – tu przepraszam za określenie – ryjących banię zwrotów akcji. Jeśli nie, to coś takiego powinno powstać, a zapewniam, że Dark znalazłby się tam na pierwszym miejscu.

Nie chcę tu nic spojlerować, bo niektórzy z Was mi donosili, że seans mają jeszcze przed sobą. Kurde, ludzie! Nawet nie zdajecie sobie sprawy, jak bardzo chciałabym zasypać Was teraz spojlerami, bo w tym serialu się tyle wydarzyło, że nie sposób streścić jego fabuły w kilku zdaniach i tym samym zachęcić Was do zrobienia sobie maratonu. Posłużę się więc cytatem z samego Filmwebu:

Dark to niezwykła saga rozgrywająca się we współczesnych Niemczech. Zaginięcie dwojga małych dzieci wydobywa na światło dzienne skrywane sekrety czterech rodzin i zaburzone relacje pomiędzy ich członkami. Wypadki przedstawione w dziesięciu godzinnych odcinkach przybierają nadprzyrodzony obrót niepozostający bez związku z wydarzeniami, które miały miejsce w miasteczku w 1986 r.

Pewnie teraz większość z Was pokręciła nosem, bo po przeczytaniu powyższego opisu, sama umieściłabym Dark gdzieś na końcu listy must watch. Na szczęście twórcy serialu wyszli nam naprzeciw i umieścili w nim jedno zdanie, które doskonale opisuje to, czego dowiedzieliście się z Filmwebu.

Nasza wiedza jest kroplą, to czego nie wiemy – oceanem.

I z tym Was zostawiam. Nie będę opisywać fabuły, bo w jednym akapicie bym się nie zmieściła. Jedyne, co musicie wiedzieć, to fakt, że Dark w pełni zasłużył sobie na wysokie oceny i wcale się nie dziwię, że wszyscy czekali z niecierpliwością na kolejne sezony. Nie jest to serial prosty i łatwy. Trzeba go oglądać z uwagą, by nie uszczknąć nawet najdrobniejszego detalu, bo potem się okazuje, że jednak coś całkiem mało istotnego, nabiera nowego znaczenia. Cieszę się, że usiadłam i niemal ciągiem obejrzałam wszystkie odcinki, bo to nie jest tak, że pierwszy sezon się kończy, można o nim zapomnieć, a trzeci już opowiada o czymś inny. Gdybym miała dłuższą przerwę, pewnie wiele elementów by mi umknęło, ponieważ sezony się ze sobą łączą. Coś, co zobaczycie w pierwszym odcinku pierwszego sezonu, może nabrać znaczenia dopiero w sezonie trzecim.

Nie było tak, że usiadłam i przerobiłam wszystkie odcinki w trzy dni. Mnie ten serial aż tak bardzo nie wciągał. Pierwszy sezon tak naprawdę zrobił mi sieczkę z mózgu, starałam się zaznajomić z bohaterami, by mi się nie mylili, a było to dosyć trudne, ponieważ mamy tu do czynienia aż z trzema płaszczyznami czasowymi. Dopiero pod koniec połapałam się, kto jest kim i w jakim czasie i mogłam już cieszyć się stopniowo postępującą fabułą. Każdy odcinek wnosił coś nowego i niestety naraz mogłam przerobić góra trzy, bo i tak czułam się, jak głupek, starając się rozwikłać zagadkę podróży w czasie i rodzinnych koligacji bohaterów. Przyznaję się, że niektórych aspektów wciąż nie rozumiem (lub po prostu nie chcę ich pojmować swoim małym móżdżkiem).

Po raz chyba pierwszy w życiu nie mam swojego ulubionego bohatera. To trudne polubić kogoś, kto występuje w trzech wcieleniach, w każdym robi coś innego i dąży do spełnienia zupełnie innych celów. Człowiek widzi, jak ta osoba na przestrzeni lat się zmieniła, nie ma pojęcia (jeszcze), co do tego doprowadziło i w sumie nie wie, co ma o niej sądzić. Oczywiście kibicowałam bohaterom, każdy z nich przeżywał swoją własną tragedię, chyba nikt nie został nigdy w życiu tak sponiewierany, jak ludzie w Winden. Ponadto nie zauważyłam, by ktokolwiek z aktorów wyróżniał się na tle pozostałych. Zazwyczaj w produkcjach mamy przynajmniej jednego bohatera, który przyciąga nas ponadprzeciętną charyzmą czy chociażby wyglądem. W Dark każdy robi swoje, nie ma się poczucia, że to kolejny hollywoodzki wynalazek i może właśnie dlatego odnosi się wrażenie, że wszystko dzieje się naprawdę.

Niestety przyznaję to z bólem serca, ale nie polubiłam trzech kobiecych postaci w serialu. Chodzi o Hannah, Katharinę i Marthę – można by powiedzieć, że czołowe bohaterki. Pierwsza irytowała mnie już od samego początku, a potem było tylko gorzej. Drugiej współczułam, ale im dalej w las, tym moja irytacja rosła. Trzecia zupełnie mogłaby dla mnie nie istnieć, ale… trzeci sezon praktycznie należał do niej i muszę przyznać, że dopiero wtedy zaczęła zyskiwać w moich oczach.

Niestety – a może stety – Dark ma to do siebie, że trudno cokolwiek o nim powiedzieć i nie zaspojlerować. Musicie uwierzyć mi na słowo, że serial trzeba obejrzeć i samemu się przekonać, czy oszalejecie na jego punkcie, czy tak jak ja, będziecie go tylko miło wspominać. Złożoność fabuły jest dla mnie zaletą, ale również wadą, bo serial trzeba oglądać z uwagą. Obejrzenie dwóch pierwszych sezonów tak naprawdę nic Wam nie da, oprócz wielkiego znaku zapytania nad głową. Dopiero w trzecim cała zagadka znajduje rozwiązanie. Seans może Was znużyć, bo sama miałam często wrażenie, że twórcy pokazali coś, co zupełnie nie ma znaczenia, przez co niektóre fragmenty mnie nudziły. Niech Was jednak nie zwiedzie to przeczucie. Mam wrażenie, że większość z Was dopiero na koniec doceni kunszt Dark. Serial płynie wolno niczym spokojna rzeka, ale niedoświadczony człowiek szybko utonie w jej zdradliwych wodach. Nie dajcie się zwieść! Dark to majstersztyk!

Leave a Reply