Bo rodzina jest najważniejsza…

a wiedzmy B prev 201x300 - Bo rodzina jest najważniejsza...

Każdy chciałby wywodzić się z dobrego rodu. Z linii królów, władców lub innych możnych panów. Co, jeśli jednak nie jest ważne to, ile bogactwa przekazali ci twoi przodkowe, ale jaką wiedzą cię obdarzyli? Co, jeśli tradycja rodu sięga tysiące lat wstecz, a od niej zależą losy świata? I co, jeśli nic nie jest takie, jakie się na początku wydawało, a twój ród stanowi dla ciebie największe niebezpieczeństwo?

 

 

Tytuł: Ród
Seria: Wiedźmy z Savannah
Autor: J.D. Horn

Wydawnictwo: Feeria Young

J.D. Horn dorastał na wsi w stanie Tennessee i podróżując po świecie, z Hollywood przez Paryż do Tokio, zawsze woził ze sobą grudkę tamtejszej czerwonej gliny. Zanim został powieściopisarzem, pracował jako analityk finansowy. Razem ze swoim partnerem Richem, który jest szczęśliwym ojcem Rebekki i Madeline, oraz trzema zwierzakami dzieli swój czas pomiędzy Portland, Oregon i San Francisco.

Mercy i jej bliźniaczka Maisie wywodzą się z rodu Taylorów, który do pokoleń włada największą siłą – magią. Są oni potomkami najsilniejszych czarownic i magów – i to właśnie od nich zależy utrzymanie porządku na świecie. Jednak nie od wszystkich… Mercy nie ma żadnych mocy. Jest zwyczajną dwudziestojednoletnią dziewczyną, która wypada blado na tle swej potężnej siostry. Nie zamierza mieszać się w sprawy rodzinne, związane z obroną granicy między światem żywych a rzeczywistością demonów. Los jednak bywa przewrotny i tragiczna śmierć jednej z ciotek Mercy, która była liderką rodu, zmusza dziewczynę do wejścia w świat magii. To prawdopodobnie przez nią Ginny poniosła śmierć.

Ród przyciągnął mnie do siebie, zupełnie jakby był zaczarowany. Bez zastanowienia zatopiłam się w historii pierwszego tomu serii Wiedźmy z Savannah i już nie mogłam się powstrzymać przed przeczytaniem książki w jeden wieczór. Powieść jest napisana niezwykle ciekawie i opowiada historię, która na pierwszy rzut oka wydaje się zwykłym paranormal romanse. Wskazuje nawet na to okładkowy opis, który nasunął mi na myśl zagubioną dwudziestolatkę, która nie może połączyć się ze swoim ukochanym, bo nie chce krzywdzić siostry. Nie można się bardziej pomylić! W tej książce nic nie jest takie, jakie się na początku wydaje. Nawet romans, który rzeczywiście przemyka po kartach powieści, jest niesztampowy i przysparza bohaterce więcej problemów niż szczęścia w miłości.

Sama Mercy również jest wykreowana w bardzo pozytywny i interesujący sposób. Przede wszystkim swoim zachowaniem nie denerwuje czytelnika i choć czasem zdarza jej się zrobić jakąś głupotę, to nie jest to podyktowane kaprysem autora. Powiedziałabym nawet, że Horn wszystkie zachowania bohaterów dokładnie przemyślał i ułożył wedle uznania, by stworzyć w ten sposób bardzo dobrą książkę. Mercy zachowuje się jak typowa dwudziestojednoletnia dziewczyna, co mogę potwierdzić, bo jestem prawie jej rówieśniczką. Nie przypominam sobie, żeby bohaterka popełniła gafę na miarę szaleńczo zakochanej nastolatki.

A jeśli chodzi o miłość… Jak już wspomniałam, romans rzeczywiście jest obecny w książce, ale nie kipi ona erotyzmem. Nie spodziewajcie się czterostronicowych opisów buzującej namiętności. Była ona dawkowana bardzo umiejętnie, przez co mogę stwierdzić, że seks i cała otoczka pożądania wydała mi się niesamowicie smaczna i kupiłam ją od razu. Dodatkowo Mercy waha się pomiędzy narzeczonym siostry, Jacksonem, a swoim najlepszym przyjacielem, Peterem. I możecie pomyśleć, że autor znów zaserwował klasyczny trójkąt, ale bardziej nie możecie się mylić. Mercy, Peter i Jackson są naprawdę dalecy od stworzenia jakiejkolwiek figury geometrycznej czy czegokolwiek razem, bo każde z nich upatruje jedynie własnych korzyści.

Jeśli zaś chodzi o główny wątek, czyli śmierć ciotki Mercy, to przysparza on dziewczynie wiele kłopotów. Po pierwsze, Mercy żyje w strachu, bo podejrzewa, że stała się przyczyną morderstwa, a nawet pomogła w nim, choć osobiście w nim nie uczestniczyła. Poza tym rody muszą wybrać nowego lidera, który zajmie miejsce Ginny i pomoże w utrzymaniu granicy między światami. Nikt nie spodziewa się, że przywódcą zostanie właśnie Mercy. Przysparza jej to wielu wrogów, którzy teraz pragną tylko jej śmierci. Obawa Mercy przed zdemaskowaniem, kłody rzucane pod nogi dziewczyny przez niewidzialnych przeciwników, świadomość, że nie może zaufać nikomu, i zdrada najbliższych – to właśnie sprawia, że akcja pędzi niesamowicie do przodu i porywa czytelnika w wir wydarzeń.

Podobał mi się również sposób wykreowania postaci drugoplanowych, które są bardzo charakterystyczne i można powiedzieć, że żyją własnym życiem. Mają niesamowity wpływ na fabułę książki, ponieważ rzeczy, których się o nich dowiadujemy, sprawiają, że czytelnik otwiera szeroko oczy ze zdumienia i jeszcze bardziej zagłębia się w historię Mercy. Rodzina, bo to o niej głównie mówię, ma niesamowity wpływ na życie sióstr. Wszyscy są niesamowicie z sobą zżyci, oprócz kilku wyjątków, ale czułam, że nie do końca darzą się sympatią. Każdy ma swoje brudne grzeszki – niektóre wychodzą w trakcie czytania powieści – i dba głównie o siebie. Odniosłam wrażenie, że rodzina Taylorów działa na zasadzie: pomogę, bo inaczej moja głowa też poleci. Cóż… może prawdziwe jest powiedzenie, że z rodziną wychodzi się najlepiej na zdjęciu, a już na pewno przekonała się o tym Mercy.

Powieść jest niesamowicie napisana, przepięknie wydana, o czym świadczy hipnotyzująca okładka, oraz po stokroć przewrotna i nieprzewidywalna. Mogę polecić ją nie tylko fanom southern gothic, ale wszystkim zwolennikom fantastyki na wysokim poziomie oraz tym, którzy fantastykę czytają od czasu do czasu. Jeśli chcecie zagłębić się w opowieść pełną magii, wiedźm, duchów, a także niewyjaśnionych śmierci i brudnych przeszłości, to zapraszam serdecznie do czytania Rodu. A ja czekam z niecierpliwością na kolejny tom serii Wiedźmy z Savannah, bo zżera mnie ciekawość, jak zakończy się historia Mercy.