Bajka dla dorosłych, czyli jak poznałam bóstwo!

anime

Jeśli ktoś uważnie śledził wpisy dotyczące Azji, to już wie, że swoją przygodę rozpoczęłam nie od czego innego, a właśnie od japońskich kreskówek, zwanych anime. Możecie się oczywiście dziwić, że dorosła osoba ogląda bajki, ale tych najbardziej sceptycznych ostrzegam – oglądają je dużo starsi ode mnie. Dlaczego? Może dlatego, że te specyficzne kreskówki wcale nie są przeznaczone dla dzieci, a czasem wręcz przeciwnie. I nie mówię tutaj o tych już tylko i wyłącznie przeznaczonych dla dorosłych (hentai), a tych zwykłych, w których cycate uczennice, tryskająca krew czy hasający po ekranie demon nie jest pierwszyzną.

Do oglądania anime nawiał mnie kolega, a ja początkowo zbywałam jego ciche sugestie śmiechem (ukrytym, by nie zrobić mu przykrości). Wiecie jednak, jak to jest, gdy ktoś Wam wierci dziurę w brzuchu, a Wy zaczynacie wciąż o tym myśleć. Ze mną było tak samo, aż w końcu z nudów zaczęłam przeglądać strony z japońskimi kreskówkami, oceniać kreskę (która również jest bardzo ważna), czytać opisy. Uznałam, że skoro odcinek ma tylko dwadzieścia kilka minut, to z powodzeniem mogę zobaczyć, o co ten cały szum i jeszcze przy okazji wsunąć coś dobrego w porze obiadowej. Pierwsze anime, które obejrzałam to Kamisama Hajimemashita (w wolnym tłumaczeniu Jak poznałam bóstwo) i to właśnie ono sprawiło, że pochłonął mnie ten świat.

I może gdyby nie to szczególne anime, to szybko bym zakończyła tę przygodę. Tak się jednak stało, że wszystko w tej kreskówce mnie urzekło – zaczynając od czarującego Tomoe, a skończywszy na tak zakręconej historii, że sama Maas chyba by jej się nie powstydziła. O co chodzi? Momozono Nanami właśnie stała się bezdomna. Przypadkowo ratuje człowieka, który okazuje się bóstwem ziemskim i to właśnie jej przekazuje dar. Nanami zyskuje nowy dom w świątyni, którą zamieszkuje para duchów oraz lisi demon Tomoe. Od tej pory niezbyt rozgarnięta licealistka musi nauczyć się panować nad mocami i nad lisim yokai. To tylko początek jej wielkiej przygody.

anime
Jak na demona przystało, Tomoe nie jest oswojonym liskiem.

I to taki początek-początek, ponieważ w tym anime każdy odcinek przedstawia jakieś perypetie ciapowatej Nanami i słodkiego liska. A jeśli już o lisie mowa… Może to zabrzmi dziwnie, ale Tomoe jest ucieleśnieniem marzeń niejednej dziewczyny. Możecie się dziwić, ale w rysowanym chłopcu można się zakochać. Ja sama uległam wdziękowi tego yokai (w japońskich wierzeniach to nazwa demona). W żadnej kolejnej kreskówce nie znalazłam tak bardzo realnie wykreowanego bohatera. Tomoe potrafi być wredny, słodki, upierdliwy, mrukliwy, bardzo sarkastyczny, a zarazem bardzo troskliwy. I praktycznie przez całe anime się nie zmienia. Dodatkowym plusem jest bardzo ładna kreska, która sprawia, że lis jest powalający.

Nanami wydaje się za to najnormalniejszą nastolatką na świecie. Nie ma żadnych umiejętności, wydaje się wręcz nijaka. To jednak tylko pozory. Dzięki niej właśnie to anime ogląda się z taką przyjemnością. Mimo że bohaterka nie ma żadnych mocy, to jej dobre serce sprawia, że świat naprawdę staje się lepszy. Dziewczyna pomaga wszystkim bez wyjątku – nawet swoim wrogom – co wyróżnia ją wśród innych nieśmiertelnych bóstw. Dodatkowo często jest niezdarna, co doprowadza do wielu zabawnych sytuacji.

anime
Wielka ciapa o jeszcze większym sercu

Wszystkie postaci również są doskonale wykreowane, przez co całość ogląda się z dużą przyjemnością. Ja sama zaliczam to anime do ulubionych „bajek” i co jakiś czas lubię sobie przypomnieć historię Tomoe i Nanami. Ta bajka pokazuje, że czasami dobroć jest silniejsza od jakiejkolwiek boskiej mocy i to właśnie ona może zdziałać cuda. Wątek romansu, choć pojawia się w kreskówce, to jednak jest on opleciony taką historią, że chwyta za serce i nie puszcza aż do ostatniego odcinka. Humor również przypadnie do gustu – nic, tylko oglądać.

Osobiście uważam, że to anime najbardziej spodoba się Paniom. O Tomoe już nie wspomnę 😉