Katarzyna Łochowska/ Październik 18, 2018/ RECENZJA

Czy kiedykolwiek zastanawialiście się, jaki będzie koniec świata? Może w 2012 roku padliście ofiarą nagonki na potencjalny armagedon, a gdy pamiętna data minęła, śledziliście nowe doniesienia o potencjalnej apokalipsie? Jeśli w jakikolwiek sposób się tym zainteresowaliście lub po prostu kiedykolwiek myśleliście o końcu świata, to mam dla Was potwierdzoną informację. Kiedyś wyginiemy na pewno.

Tytuł: Armagedon. Scenariusze końca świata
Autor: Andrzej Olejnik
Wydawnictwo: Eureka (marka Wydawnictwa Fronda)

Co nas czeka za kilka tysięcy lat? To samo, co spotkało dinozaury. Nasz świat z pewnością kiedyś przestanie istnieć. Pytanie tylko, jaki czeka go koniec. Czy będzie to scenariusz rodem z filmu sf? Naszą planetę zniszczy asteroida, a może odwiedzą ją obcy? Rozczaruję Was, jeśli już nabraliście apetytu na jakąś zapierającą dech w piersiach inwazję. Po pierwsze kosmici pewnie zaatakowaliby najpierw Nowy Jork, a po drugie bardziej prawdopodobne jest to, że wybuchnie superwulkan, a jego siła zmiecie życie z powierzchni ziemi. Ale jest również jasna strona – życie przetrwa i rozpocznie się nowy cykl w dziejach planety. Nie łudźcie się jednak. Przeżyją ewentualnie bakterie i według miejskich legend karaluchy. Czy wyewoluują z tego ludzie, jakich znamy teraz? Któż to wie… Armagedon będzie bezlitosny.

Autor naprawdę w niezwykły sposób opisuje alternatywne wersje końca świata. Dodatkowo jest szczery do bólu i bezwzględny w swoich osądach. Nie dziwię się mu jednak – na poparcie przygotował masę ciekawostek ze świata nauki, które potwierdzają nawet nieprawdopodobne scenariusze. Uświadamia czytelnikowi, że kiedyś wyginiemy, choć z pewnością nie będzie to za naszej kadencji, a i nasze dzieci mogą czuć się bezpieczne. Prędzej wybije nas rak. Autor poczynając od najdawniejszych czasów, ukazuje różne końce świata, które dotknęły naszą planetę – ostatni zmył z powierzchni ziemi dinozaury. Pokazuje również różne scenariusze – poczynając od inwazji obcych, wybuchu superwulkanu, szybko rozprzestrzeniającej się epidemii, a na czarnej dziurze kończąc. I powiem Wam jedno – pierwszy lepszy film o kosmitach staje się nagle naprawdę realną alternatywą. Dlaczego?

Armagedon, apokalipsa, popularnonaukowa, Wydawnictwo Fronda, Wydawnictwo Eureka, Andrzej Olejnik, Koniec świata

Nie popadajmy w pesymizm. Z dużym prawdopodobieństwem możemy powiedzieć, że za naszego pokolenia nic nie walnie, nie rąbnie, nie przyleci, nie zmutuje, tak więc będziemy się mogli cieszyć do woli urokami codzienności: płaceniem rachunków, spłacaniem kredytów, idiotyczną w swym zidioceniu manią kupowania tylko dlatego, że jest promocja. Lista jest naprawdę długa. I nudna.

Autor naprawdę w przystępny, a do tego w zabawny – tak, okazuje się, że armagedon może być naprawdę zabawny – sposób sprzedaje nam naukowe informacje, potwierdzające daną teorię. Jeśli więc jesteście ciekawi doniesień z NASA, dlaczego powinniśmy się szczepić, do czego tak naprawdę zdolny jest człowiek, by zdobyć dominację nad światem i gdzie jechać, jeśli chcecie pochodzić sobie po czynnym wulkanie, to tym bardziej powinniście sięgnąć po książkę. Pewnie pomyślicie, że już zbyt dużo nauki wymaga od Was szkoła. Ta książka jest jednak tak dobrze napisana, że podczas lektury bawiłam się znakomicie. W szkole nie dowiedzie się takich niesamowitych rzeczy. Tak naprawdę Armagedon pochłonęłam w jedno popołudnie, choć początkowo zaczęłam czytać z założeniem, że tylko kilka stron i wracam do szarej codzienności. Nie spodziewałam się, że zacznę i… skończę tak szybko.

Naprawdę uwielbiam, kiedy coś zupełnie niepozornego dostarcza mi dużo rozrywki, a dodatkowo sprawia, że mogę pochwalić się wiedzą wśród znajomych. Armagedon to lektura, na którą powinniście się zdecydować, jeśli chcecie przeczytać coś, co postawi Wasze włosy dęba i zmusi do zastanawiania się nad sensem naszego istnienia. Ja tymczasem uspokajam. Końca świata dziś nie będzie.

Armagedon pozostaje na razie reżyserską imaginacją.

Share this Post