ANATOMIA GÓRY. OSIEM TYSIĘCY METRÓW PONAD MARZENIAMI – RAFAŁ FRONIA

PSX 20200202 150411 scaled - ANATOMIA GÓRY. OSIEM TYSIĘCY METRÓW PONAD MARZENIAMI – RAFAŁ FRONIA

Choć wśród moich licznych książek opowiadających o górach często przewijała się postać Rafała Froni, to nigdy nie pojawiła się okazja, żeby bliżej poznać sylwetkę tej osobistości, która już na stałe wpisała się do historii polskiego himalaizmu. W końcu natknęłam się na wywiad, z którego wyłowiłam słowa „Romantyk Gór Wysokich” oraz wspomnienia będące dowodem, że człowiek może mieć więcej niż jedno życie. To wystarczyło, by zaintrygować na tyle, że przepraszam inne wspaniałe książki, ale proszę w przepuścić w kolejce Anatomię góry. Osiem tysięcy metrów ponad marzeniami. To jest ten czas, dłużej odwlekać nie wypada i już!

Tytuł: Anatomia Góry. Osiem tysięcy metrów ponad marzeniami
Autor: Rafał Fronia
Wydawnictwo: SQN

Książka jest zbiorem kilkunastu rozdziałów opisujących kolejne, choć jedynie wybrane podróże Rafała Froni. A wszystko zaczęło się podczas pierwszej wyprawy w Alpy, kiedy stojąc na szczycie Mont Blanc, rozchorował się przewlekle i nieuleczalnie na chorobę zwaną „wspinaczką”. Choć z racji zamieszkania u podnóży Karkonoszy góry zawsze były mu bliskie i stanowiły nieodłączny element jego życia, to z czasem przyszła chęć pokonywania kolejnych wysokości i odkrywania nowych miejsc. To sprawiło, że na liście marzeń pojawiały się kolejne punkty na mapie, które w następstwie przekładały się na konkretne wyprawy.

Anatomia Góry. Osiem tysięcy metrów ponad marzeniami opowiada o człowieku, który umierał już siedem razy. Siedem razy natura krzyknęła Fronia, dosyć tego, pakuj się z tego ziemskiego padołu!, ale jakimś cudem jego Anioł Stróż pod postacią tłustego wróbelka lub tajemniczego lisa wybłagał kolejną szansę. Jedno jest pewne, cokolwiek zadbało o to, że jest tu i teraz, czyni go „dzieckiem szczęścia”.

Po Alpach przyszedł czas na nowe wyzwania, w tym Cotopaxi – największy na świecie czynny wulkan grzmiący w Ekwadorze. Pomimo całkowitego zakazu wejścia na górę ciekawość i adrenalina wygrywają, ale w trakcie wspinaczki natura gwałtownie i bez pobłażania przypomina o swojej mocy, co daje niezapomnianą lekcję pokory, która już nieprzerwanie będzie towarzyszyć Froni podczas kolejnych podróży do Karakorum i w Himalaje.

674147 352x500 - ANATOMIA GÓRY. OSIEM TYSIĘCY METRÓW PONAD MARZENIAMI – RAFAŁ FRONIA

Przeważająca część książki została poświęcona wyprawie na Lhotse, gdzie w formie niemal codziennego pamiętnika poznajemy nie tylko losy wyprawy, ale przede wszystkim samego bohatera, który oprócz standardowych informacji dotyczących ekspedycji nie boi się pisać o tym, co kryje się w jego głowie. Anatomia Góry. Osiem tysięcy metrów ponad marzeniami to nie tylko opis zmagań z siłami natury, ale także z samym sobą, z ludzkimi słabościami i psychiką.

Czytając ten etap książki, miałam poczucie dwóch rytmów. Pierwszy z nich, pełen ruchu, nowych elementów pełnych smaków, zapachów i kolorów, czyli czas samego planowania, podróży i w końcu organizacji karawany, która wyruszy w drogę, by po wyczerpującym trekkingu rozłożyć obóz u stóp góry. I drugi, czyli powolne i stopniowe, uzależnione od kaprysu góry, zdobywanie kolejnych metrów, by dotrzeć na szczyt po wymarzona nagrodę, czyli widok z najwyższego punktu. Zanim jednak to nastąpi, miną niezliczone dni, kiedy ze względu na fatalną pogodę wspinacz zostaje zmuszony do pozostania w śpiworze sam ze swoimi nierzadko natrętnymi myślami i sześcioma rodzajami stale towarzyszącego wiatru.

I o ile początkowo ten różny styl opisów nieco mnie zmęczył, to po jakimś czasie uzmysłowiłam sobie, że jest to właśnie idealne odzwierciedlenie tego, co się dzieje podczas wyprawy. Najpierw jest tłum i nowe miejsce stymulujące tysiące bodźców, co przekłada się na ilość historii i anegdot, a potem jest tylko człowiek w swoim śpiworze, jego tysiące myśli i majestatyczna góra.

Cała książka prowadzona jest językiem prostym i co za tym idzie przystępnym oraz bardzo przyjemnym dla czytelnika. Jeśli pogoda jest niesprzyjająca, to mówi wprost, że dupowata i nie trzeba więcej tłumaczyć, używając specjalistycznych określeń zrozumiałych tylko dla meteorologów. I to właśnie ta bezpośredniość sprawia, że czytelnik ma poczucie bycia wręcz przyjacielem bohatera, który siedząc z Fronią w mesie przy kolejnym kubku herbaty, bez wstydu rozprawia o swoich przeżyciach, obawach, frustracji i radościach.

Inną rzeczą rzucającą się pozytywnie w oczy, jest brak idealizowania swojej roli jako himalaisty. Tylko proste fakty z życia normalnego człowieka, który też ma swoje obowiązki, bolączki, pragnienia. Fronia nie boi się powiedzieć wprost, że najpierw idą Szerpowie kładący drabiny, potem Szerpowie poręczający kolejne odcinki i dopiero na końcu „gwiazdy himalaizmu, czyli ludzie, którzy umieją założyć raki i posłużyć się czekanem”. Nie ma oporów, żeby przyznać, że himalaista bez Szerpy nie byłby w stanie osiągnąć swojego sukcesu i dlatego też należy im się przeogromne uznanie.

Anatomia Góry. Osiem tysięcy metrów ponad marzeniami to także piękne zdjęcia ukazujące surowość i potęgę tych miejsc. Choć początkowo paleta barw może okazać się uboga, to zarówno fotografie, jak i malownicze opisy uświadamiają czytelnikowi, że nawet w tak monochromatycznym klimacie odcieni bieli i szarości może być mnóstwo, a karty rozdaje słońce. To także bezcenne rady mówiące o tym, że jeśli nie lubisz jajek lub masz problem z cholesterolem (jak twierdzą niektórzy lekarze) – nie jedź w Himalaje lub Karakorum. Bo jak się można dowiedzieć z książki, jajko może być powodem kłótni, powodem depresji, szaleństwa, a nawet opuszczenia wyprawy.

I na koniec, to także niestety prawdziwy obraz aktualnego himalaizmu, który na nieszczęście może być dostępny dla każdego. Wystarczy odpowiednio ciężka sakiewka, która sprawia, że oprócz prawdziwych ludzi gór na szlaki ściągają wręcz dzikie tłumy bezwstydnie bijące się o kawałek przestrzeni. Cud gór i kontemplacji nad ich majestatem umyka pod napływem technologii, gdzie każdy krok musi zostać uwieczniony to buzia z górą, to z rzeką, to z krzakiem, to z obojętnym jakiem.

To rodzi pytanie, co popycha tych wszystkich ludzi, by porzucić wygody i na jakiś czas lub (ryzykując życie) na zawsze oddać się na łaskę tego surowego kawałka ziemi? Dla miłości do gór, czy dla liczby „lajków”? Smutny stan, który potrafi przyćmić radość z prostych rzeczy i życia w zgodzie z naturą, a wręcz pod dyktando natury.

Książka jest przede wszystkim zbiorem refleksji osoby bezwarunkowo zakochanej w górach. I nie chodzi tu o to, by spróbować go zrozumieć, bo z perspektywy ciepłego fotela i włochatych kapci może być to niemożliwe, ale by oczami takiego pozytywnego wariata poznać świat, który w moim odczuciu jest tylko dla prawdziwych wojowników. Zawiedzie się ten, kto oczekuje szczegółowych opisów poszczególnych wypraw okraszonych mapami, według których zaplanowano zdobywanie góry. Same wyprawy są tu tylko tłem dla samotnych długich godzin wypełnionych myślami.

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: