NAZYWAJĄ MNIE ŚMIERĆ – KLESTER CAVALCANTI: Jak zostałem zabójcą

jhg scaled 1 1200x789 - NAZYWAJĄ MNIE ŚMIERĆ – KLESTER CAVALCANTI: Jak zostałem zabójcą

Buszując między regałami biblioteki w poszukiwaniu czegoś, co zmrozi mi krew w żyłach, natrafiłam na powieść Klestera Cavalcanti Nazywają mnie śmierć. Już sam tytuł był na tyle intrygujący, by książkę ściągnąć z półki i w podtytule doczytać, że tym razem nie mamy styczności z fikcją literacką, a z najprawdziwszym człowiekiem, który na swoim sumieniu ma niemal 500 morderstw i wciąż przebywa na wolności. To od razu zrodziło całą serię pytań, od „jak to możliwe?!”, po zwyczajne „ale dlaczego?!”. Musiałam ją zabrać do domu.

Tytuł: Nazywają mnie śmierć
Autor: Klester Cavalcanti
Wydawnictwo: Muza

Kiedy pomyślę o płatnym mordercy, w mojej głowie wizualizuje się obraz osoby szorstkiej, może wyobcowanej, ale na pewno wyzutej z emocji – taki klasyczny Leon Zawodowiec. Lub przykładowo cichy samotnik, rewolwerowiec niczym z Dzikiego Zachodu, którego czujne oczy skrywają się pod przykurzonym kapeluszem, a jego nadejście obwieszcza miarowy brzdęk ostróg. Nie tym razem! Klester Cavalcanti, brazylijski dziennikarz śledczy, po siedmiu latach rozmów popartych wnikliwymi weryfikacjami, w swojej książce zatytułowanej Nazywają mnie śmierć, ukazuje obraz płatnego zabójcy zgoła inny od tego, który kształtują liczne filmy.

Już od pierwszych stron książki dowiadujemy się, że nasz główny bohater nazywa się Júlio Santana i dopiero po latach negocjacji w trakcie tworzenia książki zgodził się ujawnić swoją prawdziwą tożsamość. Poznajemy go jako 17-letniego młodzieńca, który wraz z rodzicami i braćmi mieszka w niewielkiej chacie w Puszczy Amazońskiej. Rytm życia dyktowany przez naturę sprawia, że pomimo trudnych codziennych obowiązków rodzina wiedzie ubogie, choć spokojne i szczęśliwe życie. Młody Júlio pod okiem ukochanego stryja Cicero powoli wkracza w dorosłe życie, przeżywając pierwszą miłość i podejmując pracę, która początkowo miała być tylko tymczasowym zajęciem zapewniającym finansowy start, ale finalnie staje się początkiem życiowych zmian.

Dotychczasowa prosta i bogobojna natura chłopaka, dla którego uśmiercenie żywej istoty było jedynie środkiem w zdobyciu pożywienia dla rodziny, zostaje wystawiona na próbę. Pierwsze zlecenie zostaje wymuszone emocjonalnym szantażem przez ukochanego wuja, a wyrzuty sumienia nie odpuszczają przez wiele dni, pomimo odmówienia 10 zdrowasiek i 20 ojczenaszów, co według zapewnień Cicero miało mu zapewnić boże wybaczenie. Naiwność Júlio popycha go do współpracy z brazylijską żandarmerią, gdzie mimo obiecanej funkcji jedynie przewodnika po dzikich terenach leśnych, wbrew własnej woli staje się świadkiem licznych okrucieństw wystawiających jego duszę na próbę.

724833 352x500 - NAZYWAJĄ MNIE ŚMIERĆ – KLESTER CAVALCANTI: Jak zostałem zabójcą

Z roli cichego świadka pod rozkazami komendanta przeistacza się w samodzielnego płatnego zabójcę, który swoje liczne ofiary, jak i okoliczności ich śmierci, skrupulatnie odnotowuje w dedykowanym zeszycie z Kaczorem Donaldem. Lista nieszczęśników jest długa, a podłoże każdego zlecenia inne. Od upokorzonego małżonka, marzącego o wymierzeniu kary niewiernej żonie, po zatargi na tle finansowym czy ziemskim, a czasami nawet na osobach postronnych w konflikcie (w tym także nieletnich), by udowodnić powagę swojej groźby.

Co pchnęło tego młodego człowieka, by porzucić spokojne i pełne harmonii życie w ukochanym otoczeniu na rzecz pracy, która stawiała go poza prawem? Czy z czasem udało mu się uspokoić swoje sumienie, czy przybrał wspominaną wcześniej formę wyrachowanego rewolwerowca, dla którego nie mają znaczenia słowa żal i litość? Jak udało mu się pozbawić życia tyle istot i uniknąć kary? Na te wszystkie pytania Klester Cavalcanti odpowie nam w swojej powieści Nazywają mnie śmierć.

Historia zawarta w książce to swego rodzaju spowiedź – monolog człowieka, który we wczesnym wieku został przymuszony do działań będących w sprzeczności z jego naturą, a które z czasem sprawiły, że jego życie potoczyło się tak, że dzisiaj sam o sobie mówi Nazywają mnie śmierć. Powieść czyta się bardzo szybko, wręcz chłonąc kolejne rozdziały, by finalnie dowiedzieć się, która strona wewnętrznego sporu odniosła zwycięstwo i co lub kto o tym przesądziło.

Barwne opisy przyrody pozwalają czytelnikowi niemal poczuć ten niemiłosierny skwar towarzyszący bohaterom w codziennych czynnościach, usłyszeć dzikie wrzaski zwierząt żyjących wysoko wśród konarów drzew i nerwowo odganiać natrętne owady. Do tego dochodzą opisy sytuacji społecznej i ekonomicznej Brazylii, począwszy od 1971 roku, które przez 35 lat stają się tłem działalności Júlio i pozwalają czytelnikowi lepiej zrozumieć realia wyzwalające tego typu zachowanie. Ocenę pozostawiam Wam, Drodzy Czytelnicy, ale żeby ją wydać, nie kończcie na samym tytule. Wejdźcie głębiej i poznajcie historię człowieka, którego nazywają samą śmiercią.

%d bloggers like this: