SŁOWODZICIELKA – ANNA SZUMACHER: W absurdzie siła

DSC 1205 - SŁOWODZICIELKA – ANNA SZUMACHER: W absurdzie siła

Wyobraźcie sobie, że nagle znaleźliście się w świecie ostatniej przeczytanej książki. Albo jeszcze lepiej – to świat książki napisanej przez Was. Musicie w nim przeżyć, a przy okazji zmierzyć się z własną wyobraźnią, która może ingerować w istnienie świata. Okazuje się, że jesteście odpowiedzialni za to, co napisaliście – możecie zabić człowieka jedną myślą. Co zrobicie, gdy bohaterowie Waszej powieści staną na progu mieszkania i będą chcieli złożyć na Was zażalenie?

Tytuł: Słowodzicielka
Autor: Anna Szumacher
Wydawnictwo: Dolnośląskie

Marcjanna nawet nie podejrzewa, że jej chowane do szuflady bazgroły mogłyby komukolwiek zrobić krzywdę. Do czasu aż na progu jej mieszkania staje trójka podejrzanych typów. Jord, Hidra i Angi budzą się w środku lasu, niczego nie pamiętają, ale dochodzą do wniosku, że w ich historii brakuje głównego bohatera. Mimo wspólnej niechęci i całkowitego otępienia postanawiają go poszukać. Niestety autorka ich historii nie jest dla nich łaskawa i raczej nie trzyma się chronologii, przez co drugoplanowi bohaterowie muszą skakać po fabule. Wcale nie pomaga im to w poszukiwaniach. W końcu trafiają pod drzwi Marcjanny, podejrzewając, że ich książę chowa się właśnie tam. Dziewczyna nawet nie śni, że wizyta podejrzanych gości wciągnie ją w sam wir wydarzeń. Dosłownie.

Słowodzicielka

Zapewniam Was, że Słowodzicielka to powieść, w której nie znajdziecie ani jednego schematu. Przez większość lektury miałam taki mętlik w głowie, że nie wiedziałam, o co tak naprawdę chodzi. A chodzi o to, że ogranicza nas jedynie własna wyobraźnia i to od nas zależy, jak bardzo popuścimy jej cugle. Ostatecznie sam zamysł poprowadzenia fabuły w taki sposób totalnie mnie zachwycił, by na końcu znów zszokować i wprowadzić w całkowite otumanienie. Przysięgam, że chyba jeszcze nigdy żadna książka nie wymusiła na mnie takiego wysiłku myślowego, a przy tym dostarczyła tak wiele frajdy.

Słowodzicielka zachwyca zdrowym i przezabawnym absurdem. Jeśli będziecie czytać tę książkę, to gęba będzie Wam się śmiać, a głowa kombinować, z czego tak naprawdę się śmiejecie i dlaczego. Zaskakujące jest to, że w pierwszym momencie możecie stwierdzić, że trzymacie w rękach prawdziwą chałę, a autorka całkowicie postradała rozum. Spokojnie, dajcie szansę powieści, wniknijcie w ten absurd, poznajcie bliżej bohaterów. Po prostu dajcie jej szansę, a zobaczycie, że można w niej odnaleźć dużo logiki, tylko trzeba odpowiedniego podejścia. Koniec również pokaże, że tak naprawdę autorka dokładnie wszystko przemyślała i miała gotowy plan działania – a już wielokrotnie zaznaczałam, że niezwykle to cenię.

Słowodzicielka obudziła we mnie dziecko – wtedy miałam niczym nieskrępowaną wyobraźnię. Niezwykle przywiązałam się do bohaterów, a do Hidry to się niemal przylepiłam, choć wynika to z mojego zamiłowania do tego typu bohaterów. Jord i Angi również bardzo przypadli mi do gustu i byłam niezwykle ciekawa ich historii – mam nadzieję, że autorka obdaruje nas kolejną częścią i rozwiąże dręczące mnie kwestie.

Myślę, że napisanie takiej powieści wymaga od autora nie lada talentu, planowania i zamiłowania do swojej pracy. Ja to doceniam, a powieść naprawdę długo pozostanie w mojej pamięci. W końcu nie co dzień spotyka się drugoplanowe postaci, które wyruszają w podróż, by odnaleźć głównego bohatera. Tego chyba jeszcze nie grali. Dodajcie do tego smoki, strzeliste zamki, księżniczki, pomidory i autorkę w samym centrum wydarzeń, to otrzymacie prawdziwą wybuchową mieszankę. Jednym zdaniem – jeśli szukacie naprawdę niekonwencjonalnej książki i macie już dość powtarzanych schematów, to właśnie znaleźliście doskonałą lekturę.

Słowodzicielka Was z pewnością zaskoczy, ale to zakończenie powali na kolana.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *