NAPIJ SIĘ I ZADZWOŃ DO MNIE – PENELOPE WARD: Uwaga spojlery!

DSC 0535 800x533 - NAPIJ SIĘ I ZADZWOŃ DO MNIE – PENELOPE WARD: Uwaga spojlery!

Do Penelope Ward przekonałam się, czytając Mieszkając z wrogiem, choć już wcześniej słyszałam dużo dobrego o tej autorce. Tworzy ona historie, które są z pozoru błahe i proste, ale zawierają w sobie jednak drugie dno, mimo że niczego więcej się po nich nie spodziewamy. W związku z tym po Napij się i zadzwoń do mnie spodziewałam się czegoś więcej. Myślałam, że autorka znów ukryła w treści coś ekstra, ale zdecydowanie się rozczarowałam. I choć nie zamierzam rezygnować z Ward, to już wiem, żeby wybierać bardziej dopracowane powieści.

Tytuł: Napij się i zadzwoń do mnie
Autor: Penelope Ward
Wydawnictwo: Editio Red

Rana wypija butelkę wina, a następnie dzwoni do swojego przyjaciela z dzieciństwa. I nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że stracili ze sobą kontakt na wiele lat. Wtedy Rana i Landon byli nierozłączni, ale jeden dzień sprawił, że wszystko się zmieniło. Rana przeprowadziła się z rodzicami i nawet nie pożegnała się z przyjacielem. Jedna chwila słabości sprawia, że Rana po pijaku wytyka Landonowi błędy z przeszłości i ma nadzieję, że będzie to dla mniej oczyszczające. Zaskoczony niespodziewanym telefonem Landon, nie zamierza znów stracić kontaktu z odzyskaną przyjaciółką.

Trudno mi będzie opisać to, co najbardziej mnie irytowało, nie zdradzając przy tym szczegółów z powieści. Dlatego dzisiaj po raz pierwszy zdecydowałam się na recenzję ze spojlerami i czytacie ją na własną odpowiedzialność. Naprawdę miałam nadzieję, że Napij się i zadzwoń do mnie będzie powieścią, która znów mnie zaskoczy czymś zupełnie niespodziewanym. Nawet mimo tego, że objętościowo przypomina rozszerzone opowiadanie. Początek rzeczywiście okazał się intrygujący – szczególnie że rozmowy po pijaku przez telefon wydawały mi się czymś nowym i miałam nadzieję na trochę ognia. Niestety przeliczyłam się, a autorka chyba napisała tę książkę trochę na wyścigi – żeby tylko była kolejną jej pozycją na liście czytelniczej.

Niestety największą porażką tej książki okazała się… Rana. Ta dziewczyna mnie tak niesamowicie irytowała swoim zachowaniem – tu niby się czymś przejmowała, ale zaraz to zlewała, bo czekała na wielkie boom. Zupełnie jakby autorka zapowiadała w ten sposób, że coś zaraz się wydarzy i musimy być czujni, bo będzie to naprawdę spektakularnie, ale zaraz zdawała sobie sprawę, że w sumie ten problem można rozwiązać na wiele innych i prostszych sposobów i wcale nie musi być to aż tak niesamowite. Więc co? Więc nie ma to, jak zrobić z głównej bohaterki rozlazłą mamlę, która będzie robić tak, by najmniejszy problem zamienić w tragedię.

Napij się i zadzwoń do mnie, Penelope Ward, Editio Red, romans, erotyka, literatura kobieca,

Ponadto ta bohaterka zupełnie mnie do siebie nie przekonała. Nie widziałam, żeby miała przed sobą jakieś perspektywy, oprócz tego, że nie chce mieszkać z ojcem, więc mieszkanie musi dzielić z jakimś zboczonym współlokatorem, całe życie chce tańczyć taniec brzucha w jakiejś greckiej spelunie i wciąż skrywa straszną tajemnicę, przez co nie chce się spotkać z Landonem. A potem? Wystarczy jeden telefon, że Landon uderzył się w głowę w skateparku, żeby wzięła wolne w pracy, i bez żadnego bagażu – w tylko w stroju do tańca brzucha – i w sumie też bez pieniędzy wsiadła w samolot i przeleciała pół Ameryki. I nawet znalazł się dobry Samarytanin, który wyłożył grube dolary na jej przelot, bo przecież jej karta nie mogła działać. A ta tajemnica, zapytacie? Tak naprawdę nie była niczym, z czym nie mogliby sobie poradzić przy użyciu długiej i wyczerpującej rozmowy. Ponadto Rana już nie była taka wyrozumiała, gdy Landon wyjawił jej swoją przeszłość – wolała milczeć i zastanawiać się, kiedy chłopak znów do niej zadzwoni, bo przecież ona pierwsza nie mogła tego zrobić.

Jeśli chodzi o samego Landona, to muszę przyznać, że jako jedyny wzbudził moją sympatię. Jego historia rzeczywiście była zaskakująca, choć uważam, że wyczerpująca i szczera rozmowa mogłaby i w tej sprawie rozwiać wątpliwości Rany. Z pewnością przeszłość Landona była dla mnie ciekawsza niż Rany, bo wzbudzała więcej kontrowersyjnych pytań. Ponadto bardzo spodobał mi się jego sposób bycia – taki luzacki, chłopak naprawdę robił to, co lubił, a dodatkowo miał pomysł na świetny biznes, który może nie uczyniłby z niego milionera, ale sprawiał mu dużo radości. Jako jedyny trzeźwo podchodził do sprawy z telefonem i stawiał warunki, które zmuszały Ranę do podjęcia decyzji – w innym wypadku chyba bylibyśmy skazani na jej ciągłe wątpliwości.

Na szczęście Napij się i zadzwoń do mnie ratuje zakończenie. Muszę przyznać, że jest naprawdę życiowe i można się na nim uśmiechnąć z nostalgią. Nie jest cukierkowe, przesłodzone ani przesadzone, a narracja z perspektywy Landona sprawia, że nabiera jeszcze dodatkowego charakteru Ot, mogłoby spotkać każdego z nas i bylibyśmy z tego zadowoleni. Na końcu akcja nawet przyśpiesza, a dodatkowe komplikacje sprawiają, że udało mi się książkę skończyć bardzo szybko.

Napij się i zadzwoń do mnie mnie trochę rozczarowało, ale mam nadzieję, że Penelope Ward pokaże jeszcze, na co ją stać.