NIEPOPRAWNE KSIĘŻNICZKI: Stereotypowy książę z bajki

mężczyzna

Temat wpadł mi do głowy po jednej z libacji alkoholowych, w której miałam przyjemność oraz nieprzyjemność brać udział. Przyjemność, bo w końcu wszystko jest dla ludzi. Nieprzyjemność, bo większość z nas jest tak złożona, że prędzej czy później dopada nas cholerny moralniak. Nie jestem wyjątkiem. 

Do rzeczy. Po suto zakrapianej imprezie, gdzie okazja czekała na człowieka na każdym kroku, a noc kładła się cieniem na zmysłach, usłyszałam jedynie, że ja tej okazji nie złapałam. Jeśli jeszcze nie wiecie, o co chodzi, to uczynnie podpowiem, że o relacje damsko-drinko-męskie. I gdy człowiek naprawdę zdaje sobie sprawę z tego, że z życia nie korzysta tak jak większość na tym szarym świecie, to zaczyna się zastanawiać, co z nim do cholery jest nie tak?

Tak więc po dwóch dniach, gdy już doszłam do siebie, gdzieś między pudrowaniem policzków a nakładaniem maskary o szóstej rano odpowiedź na to pytanie uderzyła mnie w twarz, aż się okręciłam z wrażenia. Jestem niepoprawną księżniczką, która woli senne majaki od realnego samca alfa. A do kogo mogę mieć pretensje? Do wszystkich autorek tych książek, w których wielka miłość zawsze idzie w parze z ideałem mężczyzny. Księciem z bajki, któremu we włosach lśni brylantyna i który sztukę uwodzenia ma w jednym palcu. Dzięki, autorki. Właśnie przez was siedzę i czekam na księciunia, zamiast łapać okazję za nogi.

Wychodzę na ulicę i rozglądam się z niesmakiem na twarzy. Księcia nigdzie nie widać, a i porządnego giermka oko nie ujrzy. A ja szukam wysokiego przystojniaka, który rzuci mnie na kolana. Czekam, aż nasze oczy spotkają się na sekundę, w której zawarte będzie całe nasze życie. A potem to już poleci, jak z bata strzelił. Ślub, dzieci i happy ending. Tylko czekać aż ktoś napisze na tej podstawie scenariusz albo przynajmniej niezłego harlequina. Tylko cholera książę rumaka gdzieś po drodze zgubił i pieszo zapieprza. Pewnie trochę mu jeszcze zejdzie.

A to wszystko przez Was, autorzy. Czy tak trudno zrobić z brzydala głównego bohatera? Zaraz musi być umięśniony, z burzą włosów i uśmiechem, który powala na kolana? Nie może być mały, krzywy Quasimodo? Wtedy każdy były lepszy, a ja łapałabym okazję na każdym kroku, a nie tylko wtedy, kiedy otwieram książkę i zaczynam czytać o kolejnej love story. Ile kur domowych patrzy na swego chłopa krzywo, bo naczytało się o wspaniałych mężczyznach? Baby! Tacy faceci nie istnieją. Pogódźcie się z wystającymi brzuszkami, wciąż towarzyszącymi pilotami od telewizora i butelkami po piwie. 

Dobra, koniec pitolenia bez potrzeby. Idę… poflirtować sobie z jakim księciem. Spaczenia już nie wyleczę, a mogę jedynie podsycać moją obsesję. A jeśli chcecie nie wybrzydzać wśród facetów, to nie czytajcie książek. Najpierw jednak odpowiedzcie sobie na pytanie, czy ten cały cyrk naprawdę jest tego warty. W końcu możecie mieć każdego. Mało tego… Tyle nocy i tyle książek do czytania. Tyle książąt tylko dla Was. A może się i jaka Bestia trafi… W końcu nie wszystko złoto, co się świeci.

Jakiego typu bohatera szukacie w książkach? Piszcie w komentarzach 😉