ŁOWCZYNI – VIRGINIA BOECKER: Płonące stosy

Łowczyni

Czy zastanawialiście się kiedyś, co by się stało, gdyby przez zupełny przypadek przeniosło was do 1500 roku? Ile moglibyście zdziałać, mając wiedzę z dwudziestego pierwszego wieku i doświadczenie? Moglibyście wynaleźć coś, co wyniosłoby was na wyżyny dostatku, albo zapobieglibyście jakiejś wojnie. Unowocześnilibyście toalety i sprawili, że w rynsztokach nie płynęłoby to, co płynęło. Świetnie, prawda? Mam dla was jednak smutną wiadomość, bo gdybyście rzeczywiście trafili do przeszłości, to najprawdopodobniej spłonęlibyście na stosie. Marny koniec…

Tytuł: Łowczyni
Autor: Virginia Boecker

Wydawnictwo: Jaguar

Mroczna Anglia i czasy, gdzie wyrażanie własnego zdania traktowano, jako uprawianie magii. Elizabeth Grey jest łowczynią czarownic, a płonące stosy dawno już przestały robić na niej wrażenie. Nie straszne są jej również potężni magowie, śmierdzące ghule czy nekromanci. Jest najlepsza w tym, co robi, czyli w zabijaniu każdego przejawu magii. W Anglii praktykowanie czarów jest surowo zakazane, a stosy płoną przynajmniej kilka razy w tygodniu. Elizabeth nie podejrzewała, że może znaleźć się po tej drugiej stronie, jednak zostaje oskarżona o czary i wtrącona do więzienia, gdzie czeka na wyrok śmierci. Niespodziewanie z pomocą przychodzi jej najgorszy wróg, ale w zamian za ratunek, żąda czegoś w zamian. Czy Elizabeth porzuci dotychczasowe przekonania, by pomóc czarodziejowi w zdjęciu klątwy?

Powiem wam, że długo czekałam na tę książkę i gdy w końcu wpadła w moje ręce, od razu zaczęłam ją czytać. Nie będę ukrywać, że uwielbiam takie klimaty i miałam nadzieję na mocną powieść, w której stosy będą płonąć, a zajadli wrogowie połączą siły, by przetrwać. Książka niestety trochę odbiega od mojego wyobrażenia i raczej dostałam lekką powieść młodzieżową z delikatnym wątkiem romantycznym, ale za to z ciekawymi bohaterami. Mimo delikatnego rozczarowania dobre bawiłam się przy lekturze.

Zacznę jednak od jednego wielkiego minusa, który dla mnie były wręcz nieznośny, choć sama nie wiem, czym jest to spowodowane. Pewnie się zastanawiacie, dlaczego uważam, że to książka dla młodzieży? Oczywiście dlatego, że najstarszy bohater, który odgrywa jakąś kluczową rolę w powieści, ma osiemnaście lat! Starsi oczywiście również występują, ale ich zadania są bardzo ograniczone, nie pojawiają się za często w książce lub jest o nich jedynie wzmianka. To bardzo wpłynęło na mój odbiór powieści, bo nie mogłam sobie wyobrazić, że losy świata leżą w rękach nastolatków. Nie mogło mnie przekonać ich zaprawienie w bojach, umiejętność posługiwania się bronią lub czarami. Po prostu nie potrafiłam utożsamić się z nikim, choć bardzo próbowałam. Chyba jestem po prostu za stara.

Na tym jednak koniec minusów, bo książka niesamowicie wciąga pomimo tego, że bohaterowie są niepełnoletni. Każda strona wprost kipi akcją i nieprzewidzianymi jej zwrotami. Do samego końca nie wiadomo, co się tak naprawdę wydarzy i choć cała tajemnica nie powala na kolana, to jednak muszę przyznać, że pomysł był niezły. Wykonanie również. Styl autorki bardzo przypadł mi o gustu. Niezwykle obrazowe opisy miejsc, scen walki, a także użycia czarów sprawiły, że mogłam sobie doskonale wszystko wyobrazić. Dialogi raczej poprawnie napisane, w niektórych momentach nawet wywoływały uśmiech na mojej twarzy.

Jeśli zaś chodzi o bohaterów, to nie mam do nich zastrzeżeń – oprócz oczywiście nieszczęsnego wieku. Pomimo jednak mojego zastrzeżenia, są oni niezwykle przyjemni w odbiorze. Niektórych szczerze polubiłam za poczucie humoru, barwność i nieszablonowość. Główna bohaterka mimo swoich szesnastu lat potrafiła odnaleźć się w każdej sytuacji i nie irytowała mnie, jak to często bywa w tego typu powieściach. Można powiedzieć, że Elizabeth podejmowała nad wyraz dojrzałe decyzje, czym zaskarbiła sobie moją sympatię. Z jednej strony krucha nastolatka, a z drugiej niepowstrzymana zabójczyni. Sama jednak nic by nie zdziałała. Drugoplanowe postaci odgrywają więc w tej powieści bardzo ważną rolę.

Na uwagę zasługuje również wątek miłosny, który w książce istnieje. I choć ja miałam ochotę na wybuch ogromnej namiętności, to jednak autorka ostudziła moje pragnienie. I chwała jej za to! Na samym początku ma się wrażenie, że to kolejna powieść, w której występuje trójkąt, a bohaterka nie może się zdecydować, którego kandydata wybraćŁowczyni. Na szczęście autorka szybko rozwiązuje ten problem i choć Elizabeth jeszcze o tym nie wie i żywi nadzieję, to czytelnik już dawno zdał sobie sprawę, że jeden młody adonis odpada na starcie. Tak więc pozostaje ten drugi, który w książce jest uroczym uzdrowicielem i choć znajduje się po tej drugiej stronie barykady, to jednak wpada w oko naszej łowczyni czarownic. Nie licznie jednak na żar buchający z każdej strony. Wątek miłosny jest tutaj bardzo delikatny i rozpoczyna się raczej przyjaźnią. Nic dziwnego, bo muszę wam zdradzić, że John jest baaardzo słodki.

Choć ja spodziewałam się czegoś zupełnie innego, to jednak powieść Virginii Boecker zaliczam do udanych debiutów. Spędziłam przy niej kilka przyjemnych chwil i z pewnością sięgnę po kontynuację, jeśli taka będzie. Myślę jednak, że autorka będzie kontynuować historię Elizabeth i jej przyjaciół. A doskonałym podsumowaniem książki jest zdanie, że przyjaciół poznaje się w biedzie. Łowczyni czarownic przekonała się o tym na własnej skórze.

Książkę serdecznie polecam