EDEN. NOWY POCZĄTEK – MIA SHERIDAN: Coś się kończy, coś się zaczyna

edennp 210x300 - EDEN. NOWY POCZĄTEK – MIA SHERIDAN: Coś się kończy, coś się zaczyna

Gdy zaczynałam przygodę z Calderem i Eden, nie wiedziałam, czego tak naprawdę mogę się spodziewać. Po przeczytaniu pierwszej części byłam trochę skołowana, bo powieść miała kilka minusów, ale niesamowicie mnie poruszyła i zmusiła do refleksji. Miałam nadzieję, że kolejna książka rozwieje pewne wątpliwości wobec poprzedniczki, a ja znów będę mogła zagłębić się w historię dwójki głównych bohaterów. Każda powieść Mii Sheridan jest jednak wyjątkowa i niepowtarzalna, więc może dlatego druga książka tak bardzo różni się od pierwszej.

Tytuł: Eden. Nowy początek
Autor: Mia Sheridan
Wydawnictwo: Septem

Eden przetrwała powódź, ale nie potrafi żyć bez ukochanego Caldera. Świadomość, że chłopak zginął, pogrąża ją w coraz większej rozpaczy. Gdy myśli, że już sięgnęła dna, z pomocą przychodzi bogaty jubiler, który oferuje jej dom oraz pracę. Mijają trzy lata i choć wciąż nosi w sercu ogromny smutek, to znajduje pocieszenie w ramionach odnalezionej rodziny – matki oraz kuzynki. Los również sprawia, że na jej drodze staje utalentowany malarz, który na obrazach umieszcza dziewczynę łudząco do niej podobną. Artystą jest oczywiście Calder, który również myślał, że Eden zginęła w Arkadii i szukał ukojenia w malowaniu. I mogłoby się wydawać, że najgorsze już za nimi. Przeszłość jednak wciąż puka do drzwi i upomina się o zakochanych.

Pierwsza książka początkowo była dla mnie zagadką. Powoli odkrywałam świat opisany przez Sheridan i wnikałam w niego, choć zauważałam również błędy. Kolejna książka tej dwutomowej serii nie była dla mnie aż tak wciągająca i emocjonalna. Oczywiście na początku w moim ciele wciąż jeszcze krążyły uczucia związane z wydarzeniami z pierwszej powieści. Autorka szybko jednak doprowadziła mnie do porządku, opisując dalsze losy Caldera i Eden. Mam tu na myśli to, że czytelnik nie ma za bardzo czasu, aby współczuć bohaterom, ponieważ spotykają się oni dosyć szybko i od razu padają sobie w ramiona. 

Trzy lata rozłąki nie ostudziły ich gorących uczuć. Nie podobało mi się to, że bez względu na zaistniałe okoliczności, bez względu na otaczającą ich rzeczywistości i zupełnie nie patrząc na uczucia innych Calder i Eden porzucają to, co tworzyli osobno przez trzy lata. Chciałabym wyjaśnić to dokładniej, ale nie mam zamiaru zdradzać ważnych szczegółów tym, którzy książkę jednak mają w planach. Niemniej chodzi o to, że autorka uparcie dąży do połączenia zakochanych i wynagrodzeniu im krzywd, których doznali.

I wcale nie twierdzę, że to jest złe. Po takich przeżycia, ja również chciałabym wynagrodzić bohaterom wszystko, co musieli znieść. Niestety tworząc jedynie te dwie książki, autorka zamknęła sobie drogę do wykreowania realnych bohaterów. Calder i Eden uprawiają często seks i miałam wrażenie, że ma on jedynie zapchać strony. Bo swoją drogą co można pisać, gdy już po tragicznych przejściach połączyło się bohaterów, nic im już nie zagraża, a nawet odnaleźli to, co dawno stracili?

Pomijając pewne niedociągnięcia, książka stanowi dobre zakończenie całości. Wyjaśnia wszystkie tajemnice, opowiada o tym, jak bohaterowie znaleźli się w Arkadii, a także ukazuje ich życie po traumie, z którą muszą nauczyć się funkcjonować w prawdziwym świecie. O ile pierwsza książka była poruszająca, tak kolejna część wydała mi się cukierkową opowiastką zmierzającą do happy endu. Poruszone problemy wypadały blado w porównaniu z tym, co Calder i Eden przeszli. Może dlatego wydawali mi się niewiarygodni ze swoimi odczuciami. Ponadto dużym minusem powieści byli nowi bohaterowie, którzy w książce mieli odegrać bardzo ważną rolę, ale niestety nie starczyło już na nich miejsca. Rodzina Eden była denerwująca i nienaturalna, choć przyznaję, że sama nie wiem, jak bym się zachowała w takiej sytuacji.

Niemniej jeśli ktoś już przeczytał pierwszą część, to zachęcam do zapoznania się również z drugą. Dobrze znać zakończenie powieści, tym bardziej że seria nie ma dziesięciu tomów, co jak się okazuje, jednocześnie jest plusem i minusem. Na mnie książki wywarły dobre wrażenie, choć z pewnością nie znajdą się na szczycie mojej listy najlepszych. Wciąż szukam książki Mii Sheridan, która wbije mnie w fotel. Znacie taką?