FELIETON: Nowy Rok – Nowa… Weź skończ!

9f52b5b1770d6fff50790945877b4ccd68b3c0d7 - FELIETON: Nowy Rok – Nowa... Weź skończ!
Jednym z moich nader licznych dziwactw jest nienawiść do wybranych cyfr nieparzystych. Nie żartuję – niektóre po prostu zupełnie do mnie nie przemawiają. Wśród nich znalazła się również siódemka. Co to oznacza? Tylko tyle, że moja podświadomość całkowicie na straty spisała rok 2017, który tę przeklętą siódemkę będzie miał aż przez 365 dni. Ja z podświadomością walczę, ale ta cholera zażarcie broni swoich racji, a ja przegrywam. Cóż, moi kochani, postanowień noworocznych nie będzie.

Jeszcze gdzieś na początku grudnia planowałam, a i owszem. W głowie snułam sobie zapewnienia, że nadchodzący rok będzie samym pasmem sukcesów, plus standardowe „wezmę się za siebie”, a gdzieś na końcu nawet majaczyła ambicja. Podświadomość zaraz jednak przebudziła się ze swojego snu, przypominając o tej przeklętej kosie w dacie. Dodatkowo jak na złość każdy zaczął pytać o noworoczne postanowienia, na co ja jeszcze bardziej na złość odpowiadałam, że ich nie mam. Ale jak to? Przecież każdy ma.
 
No właśnie… Jestem ciekawa, ile waszych noworocznych postanowień zginęło tragicznie, walcząc z przeciwnościami losu. Ja swoich nie chcę skazywać na taki los. Na zapomnienie, odrzucenie, pogardę. Już nie. Jak możecie dać takiemu postanowieniu nadzieję, a pod koniec roku sobie o nim łaskawie przypomnieć i cichaczem zepchnąć za dno umysłu w nadziei, że rychło o nim zapomnicie? Jak tak można ja się pytam? Jak już coś planujecie, to z przytupem i realizacją majaczącą na horyzoncie.
 
Nie martwcie się jednak. Ja też skazałam tak kilka lub nawet naście biednych postanowień. Można nawet powiedzieć, że jestem doświadczoną morderczynią noworocznych planów i gdyby za to płacili, to Nałogowy pewnie już miałby kropkę i pl w nazwie. Postanowienia mają jednak swoją tajną broń. Zazwyczaj wracają i kopią mocno w dupę, budząc poczucie winy. Ich najczęstszym atakiem jest: I znowu nie schudłam/em, Wciąż samotna/y, Biedna/y jak zawsze. Jak widzicie to ciosy poniżej pasa, na które niestety musimy być przygotowani, gdy już obarczymy się takim postanowieniem noworocznym.
 
Dlatego ja w tym roku rzucam się na głęboką wodę, zakładam zbroję, zakrywam strategiczne miejsca poduszkami – jakby się ktoś zastanawiał, to żeby miękko upadać po zderzeniu z rzeczywistością – przygotowałam już cały rynsztunek bojowy i czekam na przyjście tej przeklętej siódemki. Nie planuję. 2016 mnie tego nauczył, bo co zaplanowałam, to nie wychodziło. Chwytam dzień, nie przejmuję się. Dzisiaj jest pierwszą białą kartką w 365 stronicowej książce. Mam zamiar zapisać ją dobrze. Biorę wszystko, co zostanie mi dane i czekam… Czekam na parzystą ósemkę.

Pochwalcie się swoimi postanowieniami noworocznymi – jeśli je macie – i piszcie, jak z nimi walczycie. A przede wszystkim – czy wygrywacie 🙂